Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
93% |
| liczba ocen: |
586 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
Nazwa zespołu: Kat
Tytuł płyty: "Bastard"
| Utwory: |
W bezkształtnej bryle uwięziony; Zawieszony sznur; Bastard; Piwniczne widziadła; W sadzie śmiertelnego piękna; Odmieńcy; Łza cienów minionych |
| Wykonawcy: |
Roman Kostrzewski - wokal; Piotr Luczyk - gitara; Jacek Regulski; Krzysztof Oset - gitara basowa; Ireneusz Loth - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Metal Mind Productions / Silverton
Rok wydania: 1992
"Bastard" to był nóż, którym Kostrzewski przeciął pępowinę łączącą
mój metafizyczny pępek z resztą świata. Bolało jak diabli. Przede
wszystkim bolały słowa, z muzyką, z jaką się zetknąłem na tej
płycie, byłem już na "ty". Oczywiście kursowały w tamtych latach
jakieś kserokopie tekstów Slayera, AC/DC, Metallicy, ale pisane
były dziwnym pismem (dziś wiem, że był to angielski) i sporo sił
kosztowało ich przetłumaczenie i zrozumienie. A tu Kostrzewski
śpiewał nie dość, że o tym, co i ciebie męczy w nocnych koszmarach,
to śpiewał to w ukochanej polszczyźnie. Bzdura, jeśli ktoś mówi,
że muzyka metalowa może żyć sama, bez jej tekstów. Może żyć dzień,
dwa... ale nie latami. Jedne teksty są jak przynęta, inne jak główny
nurt rzeki. Wiele zależy od stylu - black metal możnaby porównać
ze ściekiem, jeśli usunąć z niego teksty, heavy metal stałby się
schematem bez tekstów, które poruszając przeróżne tematy, nadają
utworom odmienność.
"Bastard" to jak dla mnie 75% teksty, 25% muzyka. Jednak te 25%
muzyki na płycie to cztery razy więcej, niż na "Oddech wymarłych
światów", czy jeszcze wcześniejszej "666". Muzyka jest o wiele
bogatsza, zaskakuje rozbudowaną formą z nieustającymi wariacjami,
szybko zmieniającym się rytmem. Chciałbym usłyszeć samą muzykę
zawartą na tym albumie, bez wokalu, by nie odciągał mej uwagi od
gitar i perkusji, ciekaw jestem, jakie wtedy wyobrażenia nasunełyby
mi się przed oczy, co bym w tym jazgocie ujrzał. Oczywiście, jest
to najpiękniejszy jazgot dla mojego serca... niech ktoś źle tego
nie odczyta.
Utwór "W bezkształtnej bryle uwięziony" zaczyna się impulsami
natężeń dźwięku, szybkimi gitarkami, potem podczas zwrotki riff w
stylu "Metallica", ale to KAT, a nie jakaś pierdolona popowa kapela
z USA! Zresztą zaraz widać różnicę w stylach, gra jest szybsza,
nie jest tak schematyczna, porozbijana na zwrotki. Tu ciągle dzieje
się coś nowego. Szczególnie ciekawa jest perkusja, może jedynie
werbel poddany jest regule, tombas nie jest dokładny, nie ma okresu,
gdy wszystko zaczyna się powtarzać, wybija różne wersje, by jedynie
w całości (na przestrzeni zwrotek) wypaść w miarę identycznie.
Fajna sztuczka.
"Zawieszony sznur" zaczyna się ostrą grą gitar, krótka salwa gitar
z perkusją, potem długie rozciągniecie dwudźwięków na całe takty,
znów salwa, znów dłuższy odpoczynek, potem szybka jazda slalomem,
aż wchodzi główny riff, cudo! Jeden z najlepszych momentów na
płycie. W refrenie Irek (perkusista) gra dużo stopami, co ma prawo
się w tym fragmencie podobać, jednakże własnie taka gra na dwie
stopy, podobna do odgłosu silnika maluszka chodzącego na małych
obrotach, ogólnie nie podoba mi się za bardzo. Tutaj jest to jeszcze
stosowane z iście aptekarskim umiarem, co świadczy na plus. Po
dwóch zwrotkach następuje zmiana klimatu, po dwóch akordach gitary
zmieniają całkiem linie melodyczną, rozpoczyna się drugi akt utworu.
Akompaniament gitar do słów o egzekucji więźnia, po czym długa
solówka pełna malowniczych legatt. III akt to powrót do pierwszych
riffów, w tym do tego Jedynego.
"Bastard" to krótkie uderzenia w talerze, po czym startuje szybki
riff, który zwalnia dopiero po połowie utwóru. Po solówce dostajemy
fajną porcję perkusji, bardzo bardzo. Powrót znów do szybkiego
grania, z tła muzyki wybuchają małe strumienie lawy solówek.
Następuje utwór "Piwniczne widziadła". Uwagę zwracają na siebie
subtelne talerze, gitary przerywają to długimi kaskadami nut, które
pną się po pięciolinii i już grają skoczny riff zwrotki. Do tego
utworu został nakręcony video-clip. Widziałem go kilka razy,
szczęśliwie. Fajnie nakręcony, w śmiesznych kolorach, różowy,
niebieski, fioletowy, żółty itd. Konktury niewyraźne, skaczą,
wszystko rysowane jakby piórem świetlnym. Kostrzewski, z tego co
pamiętam, miał czerwone oczy. Ciężko było rozpoznać kontury, wszystko
drgało. Naprawdę, dziwny teledysk. Kumpel nagrał go i ma na stanie
o ile jeszcze nie skasował... tak na lewo to mogę się postarać o
jakieś przypadkowe kopie. Jak ktoś chce to niech się ze mną
skontaktuje i podrzuci kasetę.
"W sadzie śmiertelnego piękna", śpiewane przez Kostrzewskiego niskim
głosem, jedynie refren ze słowami "W sadzie śmiertelnego piękna..."
wydarty ciszy z krzykiem. Utwór spokojny, z trochę ostrzejszą
perkusja przed ostatnią zwrotką (druga powtórzona), gitary grają
ostre riffy wysokimi nutami.
"Odmieńcy" zaczynają się szybką jazdą, zapowiada się najszybszy
numer na płycie. Perkusja wali jak oszalała, gitary prują przed
siebie, to wszystko przez ponad minutę, zanim wejdzie wokal. Wtedy
na chwilę przed, wszystko się uspokaja, słychać akompaniament
akustycznej gitary, wolne solo, potem powraca przesterowana gitara,
średnie tempo grania widoczne na całej płycie. Kostrzewski próbuje
umelodyjnić swój głos, często wyciąga głoski w górę. Koniec to
znowu tempo z poczatku utworu, najszybsze na płycie.
Po tym szybkim graniu przychodzi czas na balladę "Łza dla cieniów
minionych", przy akompaniamencie akustycznych gitar spokojny,
melodyjny głos Romana Kostrzewskiego. Od razu ogarnia mnie pogrzebowy
nastrój. Gitary są pełne smutku, wygrywają wolną, liryczną melodie.
Często wstaję i biorę do rąk swojego klasyka i gram z nimi, zamykam
oczy i gram. W połowie utworu gitary zmieniają brzmienie na
przesterowane, wolna melodia wybucha z nową silą, w tle znów zaczyna
przygrywać klasyk, potem dochodzą wysokie tony trzeciej gitary,
solowej. Do tego Kostrzewski śpiewający podwójnie - jeden głos
niższy i drugi, nakładany, z echem, wyższy. Chwyt zastosowany prawie
na całej płycie, niewiele jest fragmentów, w których słyszymy jeden
głos Kostrzewskiego. Tutaj pod koniec utworu dochodzi cichy, trzeci
głos w tle, który już bez mała krzyczy.
Cichnie na dworze... zamikł głos Kata, a we mnie powstaje pustka,
którą żal i smutek wolno napełnia. Przyszedłeś następny dniu, minęła
chwila i odchodzisz, kto cię prosił. Kacie, czyń swą powinność!
Wołam o śmierć.
autor: Wełna
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|