|
|
| relacja: Alkatraz, Warszawa "Arsus" 4.02.2002
|
miejsce, data: Warszawa, Piwnica, 4.02.2002
Do wielkich fanów Kata nigdy nie należałem, ale twórczość tego zespołu,
jak również wkład w rozwój heavy metalu w latach osiemdziesiątych,
darzę dużym szacunkiem. Chętnie więc poszedłem zobaczyć, jak prezentuje
sie nowe wcielenie kilku muzyków tej grupy. Mimo iż debiutancka
płyta Alkatraz "Error" nie przypadła mi do gustu, to jednak ciekawość
zwyciężyła. Zwyciężyła tym bardziej, że wiedziałem, że na koncertach jest
możliwość usłyszenia starych utworów twórców "Oddechu wymarłych światów".
Planowany czas rozpoczęcia już na wstępie został przesunięty o godzinę,
zmienione zostało również miejsce, a konkretnie sala, gdyż Ośrodek Kultury
"Arsus" dysponuje co najmniej dwoma pomieszczeniami nadającymi się na
koncerty. Występ Alkatraz, być może z powodu ilości ludzi, miał odbyć się
w sali kinowej. Tak więc zapowiadał się drugi w moim życiu koncert
w kinie, a przyznam, że sala sprawiała dobre wrażenie, a szczególnie
całkiem wysoka scena.
Gdy zgasły światła, rozległy się oklaski, a gdy zrobiło się jaśniej
ku mojej zaskoczeniu w składzie Alkatraz zobaczyłem dwóch
basistów. Roman Kostrzewski oczywiście pojawił się w swojej nieodłącznej
ostatnio peruce, kupionej jak się okazało za 20 zł, pomówił dłuższą
chwilę, a w tym czasie pod sceną zrobiło się tłoczno. Reszta publiczności
pozostała na krzesełkach bądź oglądała koncert stojąc. Początek wieczoru
należał do utworów "Error" i "Burczy Brzuch", niestety nagłośnienie
pozostawiało wiele do życzenia. Właściwie słychać było perkusistę,
gitarę, bas i wokal, który brzmiał niezrozumiale, choć tu chyba wina
leżała po stronie Kostrzewskiego, który niespecjalnie radził sobie
ze śpiewaniem. Po jeszcze kilku numerach z debiutanckiego albumu,
w tym "Pan Gold", które moim zdaniem czasem zbytnio "śmierdzą" nu-tone
i tego typu nowoczesnym graniem, nadszedł czas na oczekiwane przez wielu
zgromadzonych utwory Kata. Kolejna grupka ludzi opuściła swoje siedzenia
i ruszyła pod scenę. Jeśli się nie mylę, w nowych aranżacjach usłyszeliśmy
jedną z części "Diabelskiego Domu" oraz "Płaszcz Skrytobójcy". Zagrane
zostały całkiem nieźle i co najważniejsze, wreszcie były to sensowniejsze
numery niż kompozycje Alkatraz, mające zdecydowanie inny klimat. Reakcja
tłumu była do przewidzenia, nawet kilka osób nieśmiało próbowało skakać
ze sceny. W ciągu następnej pół godziny "hałasowały" "Słowa prawie te
same", "A ciule - fuck off", nie zabrakło także zapowiedzianego jako
ballada, kołyszącego "Życie-pyk, lufa-pyk", chyba najciekawszego utworu
Alkatraz, jak również "Ayy...yy", przy którym Romek zachęcał publiczność
do wspólnego "Yyyy!". Pomiędzy nimi przewinął się również kolejny
numer Kata, być może była to "Wyrocznia". Jedną z nielicznych atrakcji
tego występu był wyglądający dość komicznie, pląsający po scenie
w rytm muzyki lider grupy. W trakcie koncertu wszedłem na scenę, by
zrobić kilka fotek i tam właściwie dopiero udało mi się usłyszeć grę
pozostałych instrumentów, brzmiało to trochę lepiej, choć do nazwania
nagłośnienia dobrym było wciąż daleko. "Regulaminową" część "czadowego"
koncertu kończył ostrzejszy "Tik, Tak" z popisami solowymi gitarzysty.
Po dość długim oczekiwaniu na bis, wypełnionym okrzykami w stylu "Roman
wracaj!", w kinie ponownie zabrzmiały utwory Kata, prawdopodobnie
dlatego, że repertuar z płyty "Error" był już wyczerpany. Wśród dwóch
bądź trzech utworów znalazł się świetny "Łza Dla Cieniów Minionych". I
to by było na tyle tego wieczoru. Przyznam się, że byłem zawiedziony tym,
co zobaczyłem i usłyszałem w ciągu tych kilkudziesięciu minut. Szkoda, że
z powodu kiepskiej pracy akustyka nie dało się przynajmniej posłuchać
umiejętności muzyków.
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|