|
|
| relacja: Anathema, Artrosis, Katowice "Mega Club" 24.02.2000
|
| wystąpili: |
Anathema; Artrosis
|
miejsce, data: Katowice, Mega Club (stara lokalizacja), 24.02.2000
Przede wszystkim słowa uznania należą się organizatorom. Jeszcze do tej
pory przecieram oczy ze zdziwienia... Podczas tych paru koncertów, na
których byłem w "Mega Clubie", były różne niedociągnięcia: a to koncert
się opóźniał o paręnaście lub parędziesiąt minut, a to sprzedano za
dużo biletów, a to ochrona miała jakieś ale... Tym razem mile się
rozczarowałem. Punktualność i co za uprzejmość w środku... Jedyne
mankamenty to mała ilość miejsca w szatni (nauczka dla spóźnialskich -
przyjdźcie wcześniej, a czas w środku możecie umilić sobie np. małym
jasnym...), brak Tower no i w środku - brak jakiejkolwiek wentylacji. Z
początku nie stanowiło to problemu, ale później - jak w saunie. Zawsze
są jakieś niedociągnięcia, ale atmosfera w środku i sam koncert pozwolił
zapomnieć o tym wszystkim.
Nie wystąpił Tower. Na pierwszy ogień poszedł Artrosis. Pierwszy
raz widziałem ich dwa lata temu, kiedy grali trasę z Aion i
Sacriversum. Widać, że ten czas nie został zmarnowany. Kapela
zaprezentowała przekrój swojej dotychczasowej twórczości z nieśmiertelną,
wyśpiewaną przez fanów "Szmaragdową Nocą" i bisowanym "Nazgulem". Dzięki
dobremu nagłośnieniu wszystkie utwory wypadły super. Mnie powalił
"Morfeusz" z najnowszej płyty "Pośród Kwiatów i Cieni". Potężne,
industrialne brzmienie gitar stworzyło niezapomnianą atmosferę. Jeszcze
długo po zejściu Medeah i reszty publika domagała się kontynuacji
występu. Potem przerwa na zregenerowanie sił, dopchanie się do toalety
(niemal cud!!!), uzupełnienie płynów (wyskokowych lub nie) i oczekiwanie
na gwiazdę wieczoru.
Parę dni przed koncertem uzupełniałem braki w znajomości twórczości
Anathemy - głównie "Judgement". Miałem pewne obawy co do brzmienia,
bo i ich ostatnia płyta, jak i poprzednia "Altetrnative 4", były raczej
spokojne. Jeszcze raz sprawdziła się teoria, że kapele na żywo prezentują
się całkiem inaczej (czytaj: ostrzej). Repertuar w większości składał
się utworów z "Judgement". Przysłowiowa szczena opadła mi, kiedy zagrali
cover Metalliki "Orion", który zabrzmiał prawie jak oryginał... Oprócz
"Oriona" zagrali jeszcze inne przeróbki, też świetne, ale niestety nie
potrafię podać ani tytułu, ani wykonawcy, a wiem, że takowe mają w swoim
repertuarze. Nie zapomnieli też o starszych utworach. Przy "A Dying Wish"
miało się wrażenie, że "Mega Club" zaraz pęknie - taki był czad!!!
Bardzo dobrze spisali się też ludzie odpowiedzialni za oświetlenie,
które znakomicie współgrało z bajecznymi dźwiękami. Widać było, że
zespół znakomicie czuje się w Polsce. W końcu 10 koncertów to nie byle
co!!! Warto też się skupić przy osobie wokalisty (Vincent Cavanagh),
który bez problemu umiał nawiązać kontakt z szalejącą publiką. Największą
owację wywołął mały sprawdzian znajomości języka polskiego czyli: jak
się czujecie, jednego z fanów poprosił nawet o fajkę, itd... "Mega Club"
ma właśnie to do siebie, że umożliwia bardzo bliski kontakt z zespołem
i właściwie zależy on tylko od jego oblicza i charyzmy. Bardzo udana
impreza, oby takich nie brakowało w tym roku.
autor: Tomasz Solarz
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|