|
|
| relacja: Artrosis, Carnal, Warszawa "Proxima" 7.10.2001
|
| wystąpili: |
Artrosis; Carnal
|
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 7.10.2001
Ostatnio widziałem Artrosis w lutym zeszłego roku. Zrobili na mnie na tyle
dobre wrażenie, że bez zastanowienia wybrałem się na kolejny koncert. Poza
tym byłem ciekawy, co też reprezentuje sobą Asgaard, który znam dość
pobieżnie, a także tego, jak prezentuje się nowy dorobek Aion. Słowem
- zapowiadało się ciekawie.
Już przed wyjściem do klubu wiedziałem, że wystąpi tylko Artrosis
i muszę przyznać, że takie robienie publiczności w balona wcale mi
się nie podoba - bierze się kasę za trzy zespoły, a występuje jeden
- istny raj dla organizatora, ale raczej nie dla publiki.
A publiki jakoś przesadnie dużo nie przybyło. Co prawda moje
spojrzenie jest nieco wypaczone, bo widziałem w Proximie tylko Anathemę
i Theriona, na które siłą rzeczy przychodzi chmara ludzi. Grubo po 20:00,
o której miał się rozpocząć koncert, na scenę wyszło kilku długowłosych
(i jeden krótkowłosy) panów. Wokalista coś tam powiedział, ale nie
było go słychać, więc przez dłuższy czas zastanawiałem się, kto też
tam gra. Okazało się, że to Carnal, zespół, którego dorobek
nie jest mi obcy, a który charakteryzuje to, że posiada jeden utwór,
który bardzo mi się podoba i resztę, która w ogóle do mnie nie trafia.
W sumie grali fajnie, z kopem; niestety wokalista mówił bardzo cicho
i nieśmiało, i nie wiem, co miał do powiedzenia publice... a śpiewał
i ryczał bardzo wyraźnie... dziwne...
Po niezbyt długiej przerwie na scenie pojawił się
Artrosis. Zabrakło w ich składzie basisty, a na klawiszach zagrał
Johan Edlund (przynajmniej tak to wyglądało :) ). Nie wiem, czy brak basu
był zamierzony, czy nie (zespół nic o tym nie wspomniał), ale Artrosis
stracił zdecydowaną większość mocy, która tak mnie mile zaskoczyła
poprzednim razem. Utwory brzmiały troche płytko, jakoś tak niewyraźnie
- ani stać, ani skakać... W końcu zdecydowałem się na to drugie. Swoją
drogą "gotycka" część publiczności wyglądała na nieco zdziwioną
pogującymi metalowcami :). Koncert obfitował zarówno w nowe, jak i
w stare utwory. Starsze dokonania brzmiały jednak dużo lżej, niż się
tego spodziewałem. Przypadek, czy przemiana - tego nie wiem, ale nie
wyszło to muzyce na dobre. Wśród starych kawałków pojawiła się nowa
wersja "Szmaragdowej nocy", prawdę mówiąc... żałosna. Medeah śpiewała,
jakby dostała poważnej infekcji dróg oddechowych, towarzyszył temu
minimalistyczny podkład, poza tym utwór był krótszy niż w oryginalnej
wersji. Nowe kawałki mi się nie spodobały - zdecydowanie za dużo
w nich ściemniania - w tle jednostajny rytm na perkusji, do tego
oszczędnie pobrzękuje gitarka - takich wstawek jest sporo, a nie bardzo
wiem, czemu mają one służyć. Znudzeniu publiki? Poza utworami autorskimi,
zespół zagrał jeszcze cover Pornografii.
Zanim, drogi czytelniku, zaczniesz wysyłać mi maile z pogróżkami
za objechanie Twojej ulubionej kapeli, dotrwaj do końca, bo...
w sumie koncert był fajny. Nie tak fajny, jak poprzedni, ale nie
uważam go za zły. Było sympatycznie, zespół został ciepło przyjęty
i bisował mnóstwo razy. Mimo wszelkich wad tego występu, daleki jestem
od stwierdzenia, że wyrzuciłem pieniądze w błoto.
autor: Do diabła
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|