Chlupot Mózgu: Bartek Adamczak - perkusja, Jacek Staniszewski - gitara, głos, Grzegoveli - bas Droga na plażę była długa i najeżona niebezpieczeństwami, bo zarośnięta drzewami nadmorska alejka, pozbawiona jakiegokolwiek oświetlenia, okazała się jednym z najciemniejszych miejsc w jakich miałem okazję się znaleźć. Spragnionym żywej muzyki i piwa będąc, za nic jednak miałem ryzyko i serce zabiło szybciej, gdy wkraczałem na deski klubu - w kameralnej, nieco retro muszli kończyli przygotowania muzycy, z daleka błyskał zachęcająco złoty kijaszek. Gdy zobaczyłem neon "Atomic", stanąłem w pół drogi do baru. Pamiętałem bowiem osłupienie, w jakie wpadłem, gdy dwa bodaj lata temu poprosiłem o szklaneczkę 0,2l Pepsi w Atomic Beach Club, znajdującym się wtedy w sopockich Łazienkach Północnych, i usłyszałem "dwa złote" (a wtedy była to cena naprawdę zaporowa, jak na tę lokalizację i standard lokalu). W trakcie koncertu jednak ośmieliłem się podejść do baru i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że duże piwo kosztuje zaledwie 3 zł! No cóż, w Łazienkach w tym roku całkiem inny wisiał szyld, chłopakom musiała podwinąć się noga, to i spokornieli. Tak sobie wtedy myślałem, ale potem obiło mi się o uszy, że to całkiem inna załoga. Nieważne. Zespół Chlupot Mózgu wystąpił w składzie niezmiennym od prawie trzech lat swojego istnienia. Trzy lata - niby niedużo - muzycy mają jednak za sobą niejedno. Choćby tylko: przedni naciąg bazy perkusji świecił nazwą zespołu w którym przez ładnych parę lat produkowała się obecna sekcja Chlupotu: Ego, a trzeba pamiętać, że formacja Ego osiągnęła zasięg krajowy - od 1994 często pojawiali się w radio i TV, pod koniec swego istnienia dorobili się nawet strony internetowej oraz płyty ("Światowid", Antena Krzyku 1997), ciepło przyjętej przez tzw. środowisko. A teraz parę konkretów:
Kilka luźnych refleksji:
Z ciekawostek:
Nagłośnienie było dupa, ale to normalka. Zdążyłem się już przyzwyczaić. Sądzę, że przeżyję kiedyś szok, gdy usłyszę bez zarzutu nagłośniony koncert w naszej strefie geopolitycznej. Podejrzewam nawet, że mój zdeformowany słuch odrzuci prawidłowy dźwięk jako nieprzyswajalną dewiację. Taak... Koncert można by ocenić z rozmaitych punktów widzenia, ale co akurat mi się nasuwa, to refleksja, że oto interesujący przykład, jak można do tradycyjnego rockowego grania zaprząc zdobycze techniki z korzyścią dla tego pierwszego. No bo były i podkłady, i komputerowe dźwięki, i loopy, i cyfrowe przystawki, a jednak nic na siłę - to były przyprawy wzmacniające smak zasadniczej potrawy. Tona przypraw nie zrobi z kiepskiego dania czegoś wykwintnego, ale smaczna potrawa właściwie przyprawiona jest jeszcze smaczniejsza. Mimo pewnych braków, warto było przespacerować się ciemną alejką. Darmowy wstęp, tanie piwo i dobra pogoda mogłyby oznaczać tłumy, ale te nie nadeszły. Po widowni hulały przeciągi. Gdzie się oni wszyscy podziali? - pytałem siebie. Telewizja? Inne imprezy? Nic fajnego nie leciało tego dnia, żaden kasowy amerykański film, żaden kolejny samobójczy mecz walecznej polskiej drużyny piłkarskiej, za rogiem nie spadł samolot, w sąsiednim lokalu nie grał Kazik ani Reni Jussis, w okolicy nie zauważyłem plakatów zapraszających na technoparty. Więc gdzie byłaś droga publiczności rockowa trójmiejska, którą z estrady chwaliłeś jako najlepszą na świecie, drogi Skawalkerze latem 1992 podczas rockowej części festiwalu sopockiego na molo opodal? Stąd, na koniec moja mała prośba do społeczeństwa: chodźcie na koncerty, proszę. Bo niedługo nie będzie co recenzować. W końcu brak popytu w końcu zawsze doprowadzi do braku podaży. No i tyle. P.S. Po koncercie chłopaki chwalili się, że dużo improwizowali. Że właściwie wszystko było improwizacją. To znaczyłoby mniej więcej tyle, że naprawdę umieją to robić. autor: Wojciech Michałowski tutaj od 99.11.04 |
|
"rock i metal po polsku" istnieje od 14 grudnia 1996. Wszelkie prawa zastrzeżone, © 1996-2012 rockmetal.pl. www.rockmetal.pl | nowe na stronie | |