|
|
| relacja: Glenn Hughes, Uli Roth, Warszawa "Proxima" 6.06.200...
|
| wystąpili: |
Glenn Hughes; Uli Jon Roth
|
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 6.06.2001
Można złośliwie powiedzieć, że obydwaj występujący w warszawskiej
"Proximie" artyści to dziś muzycy odcinający kupony od swej przeszłości.
Obu przed laty dane było grać w grupach o olbrzymiej sławie, a dziś
będących już prawdziwymi legendami rocka - grupach, których ilość
sprzedanych płyt nieporównywalnie przewyższa dokonania solowe wspomnianych
artystów. Nie można jednak mówić, że bez Deep Purple i Scorpions świat
na pewno nie usłyszałby o tych dwóch panach, których talent i umiejętności
nie przez przypadek zetknęły z czołówką światowej sceny rockowej.
Uli Jon Roth uraczył nas około godzinnym występem, podczas
którego okazał się być nieprzeciętnym technikiem o wyjątkowej fantazji i
klasycznym zacięciu. Jego występ obfitował w rockowe aranżacje klasycznych
mistrzów, takich jak Vivaldi, Mozart, Bach czy Beethoven. Z repertuarem
nieźle współgrał sceniczny wizerunek niemieckiego gitarzysty, odzianego
w obcisły strój minstrela i zawadiacki kapelusik z piórkiem. Podczas
koncertu popisy techniki dawał nie tylko Uli (na siedmiostrunowym wiośle -
typowym narzędziu "sportowych" gitarzystów), ale i inni członkowie jego
grupy. Między innymi mieliśmy przyjemność wysłuchać długiej, wyścigowej
solówki na basie. Zdecydowanie jednak nie dopisała publiczność, której
pod sceną w trakcie występu Rotha zgromadzonych było nie więcej niż
kilkadziesiąt sztuk, przyznać jednak trzeba, że z wielkim entuzjazmem
reagujących na popisy Uliego. Przed samym zakończeniem występu
usłyszeliśmy jeszcze jedyny wokalny utwór - "Polar Nights" z repertaru
starych dobrych Scorpions, a na koniec uraczono nas wyjątkowo porywającym
wykonaniem "IX Symfonii" Beethovena. Uli Roth okazał się wyjątkowo
skromnym człowiekiem albo wybitnie uzdolnionym aktorem, gdyż scenę
opuszczał z autentycznym zadowoleniem, serdecznie dziękując za przyjęcie.
Glenn Hughes obiecywał, że dla Polaków zagra dość wyjątkowy
repertuar, będący niejako przeglądem całej swojej twórczości. Chyba mu
się to udało, choć do roboty zabrał się nie całkiem chronologicznie -
występ rozpoczął porywający, dynamiczny i niezapomniany "Stormbringer"
równie niezapomnianych Deep Purple. "Głos Rocka" dość dobrze zdawał sobie
najwyraźniej sprawę z tego, której kapeli zawdzięcza sławę i możliwość
koncertowania do dziś po całym świecie przed setkami fanów, jako że
purpura dominowała tego wieczora nie tylko wśród scenicznych świateł.
Niejednego mógł zdumieć niezwykły ciężar wykonywanych przez Hughesa
kompozycji, wśród których utwory Deep Purple brzmiały niemal
popowo. Nawet łagodna "Medusa" - najstarsza kompozycja z wykonywanych
przez Hughesa tego wieczoru, z pierwszej płyty Trapeze z 1970 roku -
zagrana została wybitnie ciężko, wręcz przytłaczająco. Trzeba przyznać,
że wokalna, muzyczna oraz fizyczna forma Hughesa nie mogła
rozczarować, mimo iż artysta nie był tego dnia w pełni sił,
do czego zresztą przyznał się w trakcie występu. Zdawał się poza
tym szczerze cieszyć się z występu w naszym kraju, co niejednokrotnie
powtarzał, przepraszając przy okazji za swoją niedyspozycję. Udało mu się
nawiązać naprawdę sympatyczny kontakt z publicznością, czego brakowało
na przykład na jego występie w Niemczech w zeszłym roku. Szczególnie
urzekł widownię zainteresowaniem wynikiem rozgrywanego tego dnia przez
polską reprezentację piłkarską meczu eliminacyjnego do Mistrzostw Świata.
Oprócz trzech utworów z okresu solowej kariery i dwu Trapeze (w
tym wspomnianej "Medusy"), wieczór wypełniły kompozycje Purpli -
usłyszeliśmy "Might Just Take Your Life", "You Fool No One" czy "Getting
Tighter" w bardzo długiej wersji, rozpoczęte motywem "This Time Around",
przechodzącym przez "Sail Away" oraz kawalkadę innych kompozycji Purpli
z okresu 1974-76, przeplataną szalonymi improwizacjami. Jako ostatnia
przed bisami zabrzmiała perła płyty "Come Taste The Band" - przepiękny,
nastrojowy "You Keep On Moving", w którym pamiętny dwugłos Coverdale'a z
Hughesem zastąpił... kilkusetgardłowy śpiew, jako że całą zwrotkę Hughes
pozostawił do wykonania publiczności...
Na bis czekał nas prawdziwy "pożar z turbodoładowaniem". Przed
wykonaniem bodaj największego przeboju Deep Purple Mark III - "Burn"
- na scenie obok Hughesa pojawił się... Grzegorz Kupczyk, który
wspólnie z Glennem wykonał purpurpowy klasyk, zupełnie jak niegdyś
David Coverdale... Nie trzeba mówić, ile to wydarzenie wywołało emocji
wśród publiczności. Duet poradził sobie z numerem po
mistrzowsku. Jeśli jeszcze dodać, że w utwór wpleciony został bardzo
obszerny cytat z "Mistreated", zaśpiewany przez Hughesa...
Glenn Hughes nie zawiódł na pewno polskiej publiczności, mimo nieco
słyszalnej niedyspozycji zdrowotnej i trochę skróconego z tej przyczyny
występu. Pozostaje nam teraz tylko czekać na występ kolejnego byłego
członka Deep Purple, który zamierza nas wkrótce odwiedzić ze swą pełną
uroku blond-małżonką...
autor: Maciej Mąsiorski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|