| zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co? |
|
| www.rockmetal.pl >> relacje >> "Ino-Rock Festival 2011", Inowrocław "Teatr Letni" 10.09.2011 |
|
To już po raz czwarty jestem w Inowrocławiu na "Ino-Rock Festival". Spoglądając na twarze zgromadzonych fanów, miałem nieodparte wrażenie, że sporo z nich już kiedyś widziałem. Prawdopodobnie właśnie tutaj. Zresztą nie tylko, kilka osób spotykam też na innych koncertach w Polsce. Ta impreza nabiera coraz ważniejszej rangi w gronie rockowych widowisk i przyciąga stałą widownię. Jest to ostatni z wakacyjnych festiwali w naszym kraju (mam na myśli, że ostatni każdego lata). Gdy wszedłem do amfiteatru, od razu zwróciłem uwagę na odnowioną scenę oraz nową posadzkę na podłożu. Wyglądało także na to, że lekkiemu odświeżeniu poddane zostały także ławki. No i ogrodzenie całego terenu też jakby wypiękniało. Oprócz tego po sąsiedzku wyrósł nowoczesny obiekt sportowy - stadion. O godzinie 17:00, czyli zgodnie z rozkładem jazdy, na estradzie pojawia się konferansjer i już za parę minut rozpoczyna swój koncert pierwszy wykonawca.
Lebowski, 17:05 - 17:45 Ten młody kwartet ze Szczecina ma już na swym koncie wydaną jedną płytę - "Cinematic". Rozpoczęli utworem "Trip to Doha", otwierającym album. Grupa prezentuje muzykę instrumentalną o spokojnej barwie, gdzie klimat tworzą atmosferyczne gitary i klawisze. Cechą charakterystyczną ich brzmienia na debiucie są wplatane fragmenty dialogów z polskich filmów powstałych w latach sześćdziesiątych (między innymi głosy aktorów: Leona Niemczyka i Zdzisława Maklakiewicza). Dalej zagrali kolejne dwa kawałki, czyli "Aperitif for Breakfast" i tytułowy "Cinematic". W swoim krótkim secie artyści pokazali nam także mocniejsze oblicze w postaci dwóch nowych nagrań z przygotowywanej drugiej płyty, jedno z nich - "Midnight Syndrome" - zakończyło występ. Lista utworów: Trip to Doha, Aperitif for Breakfast, Cinematic, Split Universe, Iceland, Midnight Syndrome.
Wolf People, 18:15 - 19:25 W trakcie koncertu tej ekipy cofnęliśmy się w czasie do przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Czy tego chcieliśmy, czy też nie. W tym, co proponują Wolf People, pobrzmiewa wczesny Jethro Tull, Wishbone Ash i wiele innych mniej znanych kapel, które wydały w tamtych czasach jedną lub parę płyt i zniknęły, bo nie było dla nich miejsca na muzycznym rynku. Można się domyślać, że taki jest właśnie zamiar czterech Brytyjczyków. Grać, jak to było na początku. Przeważają surowe, trochę przybrudzone, ale energetyczne dźwięki gitar. Zakręcone solówki lub ich dialogi. Wszystko w archaicznym retro rocku z posmakiem bluesa, który zaprezentowali w amfiteatrze. Na przywitanie "Morning Born", a po nim "Silbury Sands", czyli pewnego rodzaju mini max. Słów mało, a muzyki dużo więcej. W trzecim kawałku można było usłyszeć wyraźny cytat z naszego Breakoutu ("Poszłabym za tobą"). Wokalnie lidera i gitarzystę Jacka Sharpa w niektórych numerach wyręczał basista. Początkowo słuchałem ich siedząc na widowni, ale coś mi nie pasowało i podszedłem pod scenę. Wtedy dopiero poczułem niesamowitą moc i energię tej muzyki. Ze swego ostatniego albumu nazwanego "Steeple", wydanego w roku 2010, przedstawili także "Castle Keep". Ostatnie wyśmienite nagranie (nie rozpoznałem tytułu niestety) - to odjazdowe gitary w końcówce. W sumie usłyszeliśmy jedenaście propozycji.
Pain of Salvation, 20:05 - 21:35 Generalnie na tegorocznym festiwalu wśród wykonawców mieliśmy dwie gwiazdy, każda odmiennego formatu i innej specjalności. Pierwsza z nich - Szwedzi z Pain of Salvation. Gdy rozpoczęli swój set, było już ciemno. Najpierw w głośnikach intro, czyli zabawne śpiewy jakby skandynawskich duszków leśnych przy wesołej muzyczce. Potem również z taśmy poszło instrumentalne "Remedy Lane", podczas którego artyści ustawiali się na scenie. Prawdziwy żywy początek to "Of Two Beginnings" połączone z "Ending Theme". W tych kawałkach doskonale współgrały światła z dynamicznymi przejściami rytmu. Daniel Gildenlow pośrodku przed mikrofonem i z gitarą. Wybór repertuaru doskonały, jeżeli chodzi o start. To był materiał z krążka "Remedy Lane". Następnie formacja przeszła do prezentacji numerów z ostatniej jak dotychczas płyty "Road Salt One", przeplecionych wcześniejszymi nagraniami. Wśród nich gotycki i klimatyczny "Ashes" z ich starszego wydawnictwa. Potem "No Way" i "Of Dust" z ostatniego kompaktu. Ballada "Road Salt" zabrzmiała magicznie. Daniel odłożył gitarę i śpiewając podchodził do krawędzi sceny. Z płyty "Be" zagrali jeden fragment "Diffidentia", rozpoczynający się od pulsującego klawiszowego rytmu, który przewija się przez całość i łączy się z metalowymi riffami i solówkami. Do tego głęboki wokal dopełnia całości. Dalej zmienił się nastrój koncertu. Zrobiło się jeszcze bardziej metalowo. Artyści przedstawili nowe nagranie "Conditioned" z albumu "Road Salt Two", ukazującego się 26 września. A później cofnęli się do początku swojej twórczości. Klimat, który został do tej pory wypracowany, został zmieniony i chyba na niekorzyść dla całego spektaklu. Może jeszcze w trakcie bisu przy "Working Class Hero" (Gildenlow na perkusji i wokalu) była próba powrotu do bardziej progresywnego grania, może również podczas "Falling" - tu z kolei lider w długiej improwizacji gitarowej. Jednak Pain Of Salvation nie zawiódł i przyciągnął na swój występ najwięcej widowni tej sobotniej nocy.
Lista utworów - tytuł utworu i album, z którego pochodzi:
Remedy Lane (Remedy Lane) Bis:
Working Class Hero (cover Johna Lennona)
Brendan Perry, 22:05 - 23:35 Przed nami druga i ostatnia gwiazda - Brendan Perry, założyciel Dead Can Dance obecnie prowadzący działalność solową. Rozpoczął ze swym zespołem, mając za sprzymierzeńca klimat tworzony przez księżyc w pełni, który niczym wielka lampa świecił po prawej stronie na niebie. A na estradzie pięć postaci przy instrumentach. Wśród muzyków jedyna kobieta, którą mogliśmy oglądać tego wieczoru w Inowrocławiu - Astrid Williamson na klawiszach. W składzie także drugi zestaw klawiszowy, perkusja i gitara basowa. Nastąpiło spowolnienie i wyciszenie. Lider na gitarze i przy głównym mikrofonie przedstawił ze swoją kompanią program oparty na spokojnych, refleksyjnych nagraniach. Najciekawiej zabrzmiały fragmenty, podczas których Perry przedstawił nam kolejno trzy kompozycje ze swej drugiej i najnowszej płyty "Ark": "This Boy", "Wintersun" i "Utopia". Trzeba także wspomnieć, że pomiędzy niektórymi pozycjami wokalista bardzo poprawnie po polsku dziękował za oklaski. Także dobrze zaprezentowały się "Song to the Siren" i nagrania z repertuaru Dead Can Dance. Pierwsza płyta solowa Perrego, "Eye of the Hunter", nie miała przedstawiciela.
Może nie był to wybitny występ artysty, ale tak właśnie wygląda jego przekaz na żywo. Nastrojowo, bez agresji i to, co zwykle. A że przyszło mu pokazać się w amfiteatrze pod gołym niebem zamiast w przytulnej sali lub klubie, to już inna sprawa. Lista utworów:
Tree of Life Bis:
Severance (Dead Can Dance) Czwarta edycja "Ino-Rock Festival" ugruntowała rosnącą z roku na rok markę tej plenerowej imprezy. Jeżeli chodzi o program, każdy ze słuchaczy mógł jak zwykle znaleźć coś dla siebie. Organizacyjnie też to jest już bardzo dobry poziom. Czekamy na piąte spotkanie z muzyką rockową w Teatrze Letnim w Inowrocławiu. Chyba nie muszę zapewniać, że się tam wybieram po raz kolejny. Do zobaczenia. Zobacz zdjęcia: Brendan Perry, Pain Of Salvation, Wolf People, Lebowski. autor: Meloman
Uwaga! Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz własną relację z koncertu i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
|
"rock i metal po polsku" istnieje od 14 grudnia 1996. Wszelkie prawa zastrzeżone, © 1996-2012 rockmetal.pl. www.rockmetal.pl | nowe na stronie | |