|
|
| relacja: John Wetton, Kraków "Hala Wisły" 13.05.1998
|
| wystąpili: |
John Wetton; Quidam
|
miejsce, data: Kraków, Hala Wisły, 13.05.1998
Długo przyszło czekać na koncerty Wettona w naszym kraju. Były one
zapowiadane październik - listopad ubiegłego roku, ale nie doszły
do skutku i zostały przesunięte o kilka miesięcy. Jednym
z dwóch koncertów, które Wetton zagrał w Polsce, był koncert w Krakowskiej
"Hali Wisły". Oczywiście tradycyjnie już koncert opóźnił się, a to z powodu
spóźnienia się jednego z muzyków.
O godzinie 19:30 rozpoczął się koncert inowrocławskiej grupy Quidam.
Był to krótki występ, poprzedzający właściwy koncert Wettona i trwał
około 45 minut. Rozpoczął się od nowego utworu, który nie zrobił
na mnie większego wrażenia. Następnie zespół zagrał "Głęboką
rzekę", ale nie brzmiało to całkiem dobrze. Pod koniec nawet
zaczęli fałszować. Do tego najbardziej niekorzystną rzeczą była
zarówno kiepska akustyka sali (boisko koszykówki nie jest pomieszczeniem
o dobrej akustyce) i fatalne nagłośnienie. Następnie przyszła pora
na nowe utwory zespołu. Pierwszy z nich, zatytułowany "Wesoła", na
początku brzmiał w miarę sensownie, ale pod koniec zupełnie się
pozmieniał, a co gorzej całkowicie wymknął się spod kontroli. Zaś
następny zatytułowany "Pod powieką" był najdłuższą kompozycją,
która znajdzie się na nowej płycie zespołu i na początku nieco
przypominał dokonania Pink Floyd (z "The Dark Side Of The Moon")
i Genesis (początek "No Son Of Mine" i fragmenty "Fountain Of
Salmacis"), a pod koniec nawet ostatnie dokonania Collage. Był to
jeden z ciekawszych utworów zagranych na tym koncercie.
Potem już nastał czas na kultowe "Sanktuarium"
z wplecionym fragmentem "Firth Of Fifth" Genesis. Kiepskie nagłośnienie
spowodowało, że flet brzmiał zdecydowanie za cicho, a poza tym
odniosłem wrażenie, że grający na nim nowoprzyjęty muzyk nie do
końca opanował swój instrument. Dużym brakiem był też fakt, że
zespół zagrał ten kawałek nie od początku, bez charakterystycznego
wstępu na instrumentach klawiszowych. Występ zakończył utwór
z najnowszego singla "Moje anioły". Na
płycie nie brzmiał najciekawiej, ale w wykonaniu na żywo nabrał
mocy. Ogólnie rzecz biorąc występ Quidam był moim zdaniem zdecydowanie
za krótki i zespół nie zdążył się jeszcze rozgrzać. Uświadomiłem
sobie także, że obecnie Quidam gra o wiele gorzej, niż krakowski
Kroner Cirkus, a jeśli wspólna trasa koncertowa tych dwóch zespołów
dojdzie do skutku, to może się zdarzyć, że na koncercie Quidamu
ludzie zaczną wychodzić z sali.
Po tym występie nastąpiła chwila przerwy i ludzie z ekipy technicznej
zwinęli sprzęt zespołu Quidam. Po przerwie na scenie pojawił się
John Wetton wraz z trójką towarzyszących mu muzyków, wśród których
znalazł się znakomity klawiszowiec Martin Orford (znany z Jadis
i IQ). Na początek Wetton wraz z zespołem zaprezentował materiał
z solowych płyt. Wkrótce potem nastąpił mały popis gry na instrumentach
klawiszowych. Nieco później Wetton przesiadł się z gitaro - basu
na gitarę akustyczną i w taki sposób zagrał m.in. "Book Of Saturday"
i "The Night Watch" z repertuaru King Crimson. Ten drugi
wypadł raczej marnie, choć zapowiadał się dobrze.
"Book Of Saturday" bardzo przypominał wersję z ostatnich koncertowych
albumów artysty. Wśród tych akustycznych kawałków znalazł się
także popis gry na gitarze, zaprezentowany przez gitarzystę
towarzyszącego Wettonowi. Kiedy Martin Orford zagrał na flecie,
było doskonale słychać ten instrument, w przeciwieństwie do Quidam,
gdzie flet stanowił tło. Potem przyszła kolej na wspaniałe "Hold
Me Now". Muszę przyznać, że bardzo mi się spodobało jego wykonanie.
Do końca głównej części koncertu Wetton zaprezentował kilka naprawdę niezłych
pereł ze swojego repertuaru, a także m.in. "Easy Money" z repertuaru
King Crimson, ze wspaniałymi improwizacjami w części środkowej,
a także dwa utwory zespołu UK, w tym "In The Dead Of The Night".
A wśród solowych utworów znalazło się także miejsce dla "Only
Time Will Tell" i chyba też, ale nie jestem do końca pewien, "The
Circle of St. Giles". Koncert zakończyły dwa bisy. Najwspanialszy
był oczywiście pierwszy - przepiękny "Starless" z repertuaru
King Crimson. Tak, jak na poprzedniej trasie koncertowej, Wetton
zagrał ten utwór w całości z improwizacjami w części środowej. Ale
to, co po nim nastąpiło. już nie było takie dobre, gdyż na drugi
bis Wett on zagrał "The Smile Has Left Your Eyes" i "Don't Cry".
Według mnie bisy powinny być zagrane w odwrotnej kolejności. Może
wiele osób ma inne zdanie odnośnie ostatnich utworów, ale takie
wrażenie odniosłem po przepęknym "Starless", który swą potęgą
i mocą znacznie przebił dwa ostatnie utwory, wykonane na tym jakże
wspaniałym koncercie.
Po koncercie wyszli do publiczności muzycy towarzyszący Wettonowi,
a w kilkanaście minut później i sam Wetton, lecz niestety pojawił
się tylko za barierkami. Wtedy była okazja do wspólnych fotografii,
a także do zdobycia autografów. Również fani zespołu Quidam mogli
zdobyć autograf od Maćka i Zbyszka. Ogólnie mówiąc, był to jeden
z najlepszych koncertów, jaki miał miejsce w "Hali Wisły".
Był niestety słabszy niż np. występ King Crimson w Warszawie
czy w Preaovie, ale Wetton solo to nie to samo, co King Crimson
i to nawet w składzie bez niego.
autor: Paweł Świrek
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|