|
|
| relacja: Legendary Pink Dots, Warszawa "Riviera-Remont" 26.0...
|
| wystąpili: |
The Legendary Pink Dots
|
miejsce, data: Warszawa, Remont, 26.04.2001
Legendary Pink Dots po raz kolejny zawitało do Polski, tym razem
na trzy koncerty - w Poznaniu, Krakowie i Warszawie. Po zeszłorocznym
odwołaniu występu na Vampira Festival z powodu choroby (zapelenie płuc)
Edwarda Ka-Spela obawiałem się, że przyszłość Różowych Kropek stanie pod
znakiem zapytania. Na szczęście byłem w wielkim błędzie - panowie zdają
się konsekwentnie realizować założenia swojej filozofii "sing while
you may" i wyruszyli w tym roku w trasę, prezentując swój najnowszy
album "A Perfect Mystery". Koncerty w Polsce były niejako rozpoczęciem
tej trasy (wcześniej zagrali tylko w Sittard).
Warszawski koncert odbył się w klubie "Remont". Organizacja była raczej
w porządku, nie było żadnych afer czy wpadek. Jedyną przykrością dla
publiczności było to, że musiała się dusić w pomieszczeniu "barowym"
przez pewien czas zanim Kropki skończyły próby i drzwi do właściwej sali
stanęły otworem. No i oczywiście niemalże godzinny poślizg, ale mi to
raczej nie przeszkadza... Z przyjaznych rzeczy należy wymienić stoisko z
rzeczami związanymi z LPD - płyty Kropek (winyle!) oraz Tear Garden(!),
koszulki itp.
LPD grali bez perkusisty - przed rozpoczęciem trasy odszedł od ekipy
Ryan Moore, ich bębniarz. Ucierpialo troszkę na tym brzmienie, jako że
żywą perkusję zastąpił automat brzmiący nieco płasko. Jeśli jestem już
przy brzmieniu, to nagłośnienie było wzorowe. Poza małą awarią jednego
z głośników (Ka-Spel klęknął i zmówił za niego cichą modlitwę) wszystko
było w jak najlepszym porządku.
Jeśli chodzi o zestaw utworów - poczułem się usatysfakcjonowany.
Poznałem kilka kawalków z "Perfect Mystery" - (podobno) bardzo dobrej
plyty. Oprócz tego zagrali same "hity" - "Princess Coldheart", "Blue
Room", "Just a Lifetime". Mniej więcej w środku koncertu przyszedł czas
na zestaw akustyczny - Martin grał na gitarze, Ka-Spel śpiewał. Najpierw
wykonali "Friend", a potem (co nie było niespodzianką, bo grali go
wcześniej na koncercie w Sittard i w Poznaniu, ale i tak bardzo chciałem
usłyszec na żywo) utwór Tear Garden pt. "Isis Veiled", lekko wspomagany
przez efekty Silvermana. Kawałek niesamowity, aczkolwiek gdy już raz
się usłyszy wrzask Ka-Spela, chce się go słuchać przez następne kilka
minut. Zdecydowanie za krótki utwór...
Po tym akustycznym fragmencie panowie zeszli ze sceny, by powrócić po
chwili (znowu tylko Martin i Edward). Edward powiedział, że kolejny
utwór będzie dla kogoś, kto z pewnością jest z nami i że ten ktoś na
pewno wie, że to jest dla niego... Zagrali (fragment?) "Belladonnę".
Reszta Kropek powróciła na scenę - wykonali niesamowitą wersję "Evolution"
oraz na bis wspomniane "Just a Lifetime" (zapowiedziane przez Ka-Spela:
"Strange Polish Word") i na koniec równie niesamowite "Grain Kings".
"Evolution" i "Grain Kings" nie potrafię przywołać z pamięci, dosłownie
porwało mi świadomość na strzępy, odfrunąłem do ciepłych krajów...
Każdy zaznajomiony z muzyką Kropek wie, iż opisywanie wrażeń z ich
koncertu graniczy z profanacją i jest raczej daremne...
Koncert genialny, jednak DUŻE zastrzeżenie do publiki - niemalże zero
reakcji na muzykę (poza brawami). Koncert w "Proximie" w 1999 roku o
wiele milej wspominam pod tym względem. Do tej pory jestem pod wrażeniem
koncertu i tkwię w pewnym błogostanie wywołanym tym nietypowym zestawem
dźwięków. Mimo tego czuję ogromny niedosyt i czekam z niecierpliwością
na koncert LPD na tegorocznym festiwalu Castle Party w Bolkowie.
autor: 11
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołu:
|
|