|
|
| relacja: Malevolent Creation, In Aeturnum, Hate Plow, Rotten...
|
| wystąpili: |
Malevolent Creation; Hateplow; In Aeturnum; Rotten Sound
|
miejsce, data: Warszawa, Proxima, 19.02.2001
19 lutego w "Proximie" pojawiły się zespoły spod znaku naprawdę ciężkiego
grania. Bliżej znana była mi tylko gwiazda wieczoru, patrząc jednak
po nazwach pozostałych zespołów, do głowy przychodziło mi tylko jedno
określenie: "rzeźnicy". I wydaje mi się, że nie pomyliłem się.
Za kwadrans siódma pod klubem stało dość niewiele osób. Wraz z upływem
czasu ich liczba jednak trochę zwiększyła się i na koncercie pojawiło się
"na oko" licząc około 200-250 osób.
Punktualnie o 19:00 rozpoczął swój występ Rotten Sound. Ich
twórczości nie znam kompletnie, a moja wiedza pochodzi tylko z tego,
co o nich przeczytałem. Wiem, że pochodzą z Finlandii i grają mieszankę
grind/death/core, a na ich koncie są bodajże dwa albumy: "Under Pressure"
i najnowszy "Drain". Niestety ich występ ominął mnie z powodu czekania
na wywiad z Philem Frascianą, który niebawem będziecie mogli przeczytać
na naszych łamach. Usłyszałem natomiast po koncercie opinię mojego
znajomego, która brzmiała mniej więcej tak: "Nudzili". Ciekawi mnie,
jak brzmi "nudzący" grindcore...
Na występ Hate Plow udało mi się już dotrzeć do sali. O nich
również prawie nic nie wiedziałem, poza faktem, że trzech muzyków
pochodzi z Malevolent Creation. Rozbawił mnie trochę wygląd członków
zespołu. Pocący się w "terrorystkach" gitarzyści i basista przypominali
Slipknot, a całości dopełniał wokalista w "baseballówce" przywodzący
na myśl wokalistę "Everlast". Jednakże skojarzenia wizualne w niczym
nie odzwierciedlają stylu muzycznego Hate Plow. Brutalna mieszanka
death i grind, zahaczająca czasem o core, utrzymana w szybkich, czasem
ekstremalnych tempach, raczej uboga w zwolnienia, oraz nisko growlujący
bądź wrzeszcząco-piszczący wokal to ich wizytówki. Zespół przedstawił
utwory z ostatniej płyty "Everybody Dies", jak również kilka kompozycji
z pierwszego albumu, który jak wspomniał wokalista, jest w Polsce
niedostępny (bądź bardzo słabo znany). Nagłośnienie było całkiem dobre,
do muzyków trudno mieć jakiekolwiek zarzuty, jednak czasem wydawało mi
się, że wokaliście brak tchu, ale o dobrym przyjęciu przez publiczność
niech świadczy szalejący pod sceną tłumek.
Przez pierwszą część występu In Aeturnum siedziałem na zapleczu
przeprowadzając wywiad. Kiedy wróciłem, na scenie szaleli groźnie
wygladający Szwedzi z "pieszczochami" i tym podobnymi kolcami. Końcowe
dwadzieścia minut, które obejrzałem, to szybki death z elementami black,
w całkiem dobrym wykonaniu. In Aeturnum nie należy do debiutantów,
jednakże wcześniej nie spotkałem się z ich twórczością, tak więc
trudno mi powiedzieć, jakie utwory znalazły się w zaprezentowanym tego
wieczoru repertuarze. Szwedzi niewątpliwie zaakcentowali swoją obecność w
"Proximie" rozdając pod koniec występu pewną ilość swoich płyt. Pogująca,
moshująca publiczność zgromadzona pod sceną, to ponowne świadectwo
ciepłego przyjęcia kolejnego zespołu.
Po planowej, półgodzinnej przerwie, o czym nie wiedzili zgromadzeni
ludzie, co spowodowało po jakimś czasie gwizdy i pokrzykiwania, będące
oznakami wyraźnego zniecierpliwienia, wreszcie na scenie pojawili się
członkowie Malevolent Creation. Ta dłuższa pauza na pewno im
pomogła, szczególnie muzykom udzielającym się w Hate Plow, po których
nie było widać śladu zmęczenia. Odświeżeni i wypoczęci, niezmordowanie
przez godzinę składnie machali "piórami", ciesząc moje oczy. Publika
spod sceny również nie pozostawała bierna, wariując pod nią. W trakcie
tego godzinnego występu Malevolent Creation przede wszystkim przewinęły
się utwory z "Fine Art Of Murder" i najnowszego albumu "Envenomed",
choć chyba nie zabrakło i jakiejś kompozycji z poprzednich krążków.
Brzmienie... na początko było zbyt basowe, dudniące, a gitary zbyt
"cofnięte", na szczęście po trzech czy czterech utworach sytuacja
poprawiła się. Przyczyną tego stanu rzeczy było nagrywanie materiału,
który prawdopodobnie znajdzie się na oficjalnym wydawnictwie wideo
zespołu. Szkoda tylko, że odbyło się to kosztem słuchających. Na szczęście
potem akustyk zespołu, którym jest chyba muzyk Hate Plow (tak by wynikało
z krótkiej rozmowy), pokręcił ponownie gałkami na konsolecie i wtedy
Amerykanie zabrzmieli wyczuwalnie lepiej.
Malevolent Creation zaprezentowało się w stolicy bardzo dobrze. Świetni na
scenie, czego może im pozazdrościć niejedna młoda kapela, brzmiący ciężko,
ale czytelnie. Tego wieczoru byli na pewno najlepsi i wydaje mi się,
że nie zawiedli tych, którzy zjawili się w "Proximie" tylko dla nich.
Nie należy jednak zapominać o pozostałych zespołach, które wypadły
ciekawie, chociaż chyba ze wskazaniem na Hate Plow.
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|