relacja: Mystic Festival '99, Kraków "Hala Wisły" 9.10.1999
|
|
|
Emperor, Amorphis, Limbonic Art, Peccatum, God Dethroned, Necromancer,
Sceptic
"O Boże!", krzyknęła sprzedawczyni i skryła się za swoim kramem,
na widok swoich klientów. Nie ma się co dziwić - takiego spędu
Kraków już dawno nie widział. Z najodleglejszych krańców Polski,
nawet z najbardziej zadresionych dzielnic, wychynęły czarno odziane
postacie, by o godzinie 13 stawić się przed halą "T.S. Wisła".
Wszechobecna czerń ubrań mogła oznaczać tylko jedno - nadszedł
dzień święta - dzień w którym odbędzie się pierwsza edycja Mystic
Festival!
Krakowska hala Wisły jest obiektem sportowym, w którym jednak
często odbywają się różne koncerty. W porównaniu z tymi koncertami
Mystic festival wypadł zdecydowanie pozytywnie. Po pierwsze: nagłośnienie.
Do ideału było daleko (firma Mystic powinna się zastanowić nad
zorganizowaniem przyszłorocznej edycji w studiu Kraków TV "Łęg"),
ale było zdecydowanie lepiej niż przewiduje "standard" tej sali.
Paradoksalnie najlepiej wszystko było słychać za kulisami (no,
ale tu wstęp mieli tylko nieliczni) i na schodach przed halą.
Pewnie dlatego część osób wybrało właśnie te schody na swoją siedzibę
- nawet za cenę utraty wrażeń wizualnych. Po drugie: wejście na
koncert. Pomimo dużej ilości osób poszło sprawnie. Fakt, że podczas
występu supportu część ludzi stała jeszcze na zewnątrz, ale w
chwili rozpoczęcia właściwego koncertu, na zewnątrz stała już
tylko niewielka grupka spóźnialskich. Pamiętam imprezy, gdzie
w połowie czasu trwania, na zewnątrz wciąż stała większość publiczności...
Po trzecie: ochrona. Chłopaki nie zachowywali się prowokująco,
nie zabierali cudzych napojów, które potem by pili lub sprzedawali,
nie bili kogo popadnie i w ogóle sprawiali dość pozytywne wrażenie.
Co mi się nie podobało: płatne toalety. To można porównać do płatnych
toalet w pubie - im więcej pijesz (płacisz) tym więcej lejesz
(znów płacisz). Bilety były w takiej cenie, że odpłatność za toalety
można było chyba sobie podarować. Poza tym taka drobnostka - jakoś
tak się złożyło, że nie wziąłem ze sobą żadnej kasy... Gdyby nie
to, że akredytacja prasowa upoważniała mnie do wejścia za kulisy
(a tam nie trzeba było płacić za toaletę ;) ), to chyba bym musiał
latać przed halę....
Pora zająć się tym, co było najważniejsze - muzyką. Po godzinie
przeznaczonej na wpuszczenie publiczności, jako support rozpoczął
grę polski zespół death-metalowy Sceptic. Większość ich
występu spędziłem czekając przy wejściu na moją drugą połowę i
praktycznie zobaczyłem tylko dwa ostatnie kawałki (oczywiście
czekając słyszałem wszystkie). Szczerze mówiąc, nie wsłuchałem
się zbytnio w muzykę, ale podobało mi się (trzeba będzie kupić
jakiś album i posłuchać spokojnie). Co ciekawe, to właśnie dzięki
Sceptic, a konkretniej wokaliście - Marcinowi Urnasiowi - będącym
także znanym sportowcem (a także dzięki AWS i pochodnym, protestującym
przeciwko tej imprezie), o koncercie napisały normalne gazety.
Mam smutne wrażenie, że dla niektórych muzyka metalowa nie ma
nic wspólnego z kulturą, więc nie warto o takim wydarzeniu pisać...
Wróćmy jednak do koncertu. Jako drugi na scenie zaprezentował
się Necromancer. Zespół prawie nieznany (sądząc z rozmów
ze znajomymi, nie tylko mi), pewnie dlatego chłopaki starali się
wypaść jak najlepiej i trzeba przyznać, że wyszło całkiem nieźle.
Następni na deskach pojawili się God Dethorned. Pod sceną
zrobiło się gęściej i duszniej, a zespół dał z siebie wszystko.
Oczekując na występ następnej grupy, ocierając pot z czoła, już
wiedziałem, że nie będę żałował pieniędzy wydanych na bilet :)
Czas na Peccatum. Chyba każdy słyszał o tej kapeli, w końcu
to sam Ihsahn i jego żona Ihriel tworzą tę muzykę, a wszystkie
ziny wylewają sam miód na papier, opisując ich debiutancki album.
Przed koncertem Peccatum obiecywało niezwykły show - teatr a nie
koncert. Niestety spełnienie obietnic nieco nie wyszło. Oświetlenie
jakoś nie specjalnie współgrało z występem (może to dlatego, że
wciąż było za jasno?), do tego playback... Owszem Ihsahn i Ihriel
dali z siebie wszystko (trzeba przyznać, że widać było jakąś celowość
tych ruchów na scenie) i mogliby dostać najwyższą ocenę, no ale...
Zanim zdołaliśmy ochłonąć, na scenie pojawili się już Limbonic
Art. Grupa, która zdecydowanie najlepiej wypadła ze wszystkich
występujących na festiwalu. Grali najdłużej, porwali tyle samo
publiczności, co gwiazda koncertu i mieli najlepsze oświetlenie.
Oczywiście nie obyło się bez drobnych problemów technicznych (podobno
w ich przypadku to już tradycja...), ale to przecież nie ich wina.
W czasie kiedy rozgrzana publiczność przygotowywała się na występ
następnego zespołu, atmosfera została nieco ochłodzona... Nagash
trafił do szpitala, więc Kovenant nie zagra... W zamian
za to, rozrzucono nam kilkanaście kaset... Lacrimosy... oraz bardzo
długo kazano czekać na następnego wykonawcę tego wieczoru czyli
Amorphis. (Czy to był aż taki problem, żeby wyszli wcześniej
na scenę? (czekano na zmrok - przyp.red.)). Występu tej grupy
się bardzo się obawiałem: po prostu Amorphis nie pasował do reszty
zespołów, a do tego ich nowa płyta jakaś taka... no, nie ważne.
Liczy się to, że wypadli bardzo dobrze! Grali dużo starych kawałków
(no bez przesady, poza "Tales from the thousand lakes" się nie
cofnęli), co publiczności się podobało. Do tego brzmienie, wyraźnie
nastrojone pod pozostałe grupy, wyszło naprawdę ciężko :) Szkoda,
że z osób będących na sali, tylko jakaś połowa znała i lubiła
tę grupę.
Reszta oczekiwała już na gwiazdę wieczoru czyli Emperor.
Eh, od razu widać, że większość osób na Mystic przyjechała tylko
dla nich, śpiący do tej pory po kątach się budzą, siedzący do
tej pory na ławkach wstają i dołączają do tych parkiecie, nawet
Ci siedzący na schodach odważyli się przejść do wewnątrz hali,
by zobaczyć ten występ. I zaczęło się :) Ogólnie schemat był taki:
raz coś nowego, raz coś starego. W sumie to niezły pomysł, bo
przy kawałkach z nowej płyty mogłem złapać oddech, by za chwilę
szaleć przy starych. A było ich całkiem sporo: "Thus Spake The
Nightspirit", "I Am The Black Wizards" (heh, ludzie się na mnie
dziwnie patrzyli, kiedy po zapowiedzi tego kawałka cieszyłem się
jak dziecko, które dostaje lizaka :)), "With Strength I Burn",
"The Loss And Curse Of Reverence", "Wrath Of The Tyrant" oraz
"Inno A Satana". Piękne, po prostu piękne :) Gdyby jeszcze gitary
nie brzmiały tak jak na "IX Equilibrium", a tak jak na "Anthems..."
i gdyby nie grali tak krótko (przecież to właśnie dla nich ta
sala była tak wypełniona!!)... eh i tak było nieźle...
Koncert się zakończył, serce wciąż waliło w rytm perkusji, przed
oczami wciąż błyskały światła, a my powoli wychodziliśmy z hali.
Obiecanych skinów, demonstracji AWS/Ligi Republikańskiej i innych
"atrakcji" nie było, powitał nas za to zimny deszcz - dopiero
po chwili przypomniałem sobie, że warto by było coś na siebie
włożyć (a teraz się dziwię, że jestem chory ;)). W nocy i przez
następne kilka dni wciąż czułem się, jakbym dopiero co wyszedł
z koncertu... Warto było, kto się nie załapał niech żałuje, bo
ma czego! Ci którzy byli: do zobaczenia za rok! Firma Mystic:
dziękuję i tak trzymać!
PS. Ah. Anty-nobel dla tej ekipy z Warszawy, która zaraz po przyjeździe
uznała za stosowne narąbać komuś w makijażu... :( Co tu się dziwić,
że ludzie potem nie lubią stolicy...
zdjęcia: rick (zobacz wszystkie
zdjęcia z Mystic Festival '99)
autor: Bart/2 (irc: Ihsahn)
tutaj od 99.10.18
|