|
|
| relacja: Sacriversum, Sceptic, Tenebris, Łódź "Od Zmierzchu ...
|
| wystąpili: |
Sacriversum; Sceptic; Tenebris
|
miejsce, data: Łódź, Od Zmierzchu do Świtu, 12.10.2001
Koncert z okazji "okrągłych" dziewiątych urodzin łódzkiego
Sacriversum, któremu patronował nasz serwis, mający odbyć
się w łódzkim klubie "Od Zmierzchu Do Świtu", zapowiadał się
interesująco. Niestety na kilka dni przed imprezą dowiedziałem się,
że niestety Lux Occulta, jeden z zapowiadanych zespołów, z powodów
personalnych (brak perkusisty) w Łodzi się nie zjawi. Wierzyłem jednak,
że reszta kapel jest w stanie zrekompensować ich nieobecność.
Do klubu udało mi się przybyć prawie na czas. Nie zdążyłem tylko
na krótkie przeprosiny U.Recka z Lux Occulta, zdołałem je usłyszeć
będąc jeszcze na zewnątrz. Pierwsze, co mnie bardzo zaskoczyło,
to tłum na schodach i w środku. Klub dosłownie pękał w szwach,
a jak się później dowiedziałem, zjawiło się w nim tego wieczoru ponad
600 osób. Jedynym minusem takiej ilości ludzi był niestety zaduch,
ale mimo potu ściekającego ze mnie strugami, jakoś przeżyłem.
Pierwszym zaproszonym gościem była niegdysiejsza podpora łódzkiego
podziemia, zespół Tenebris. O grupie ucichło jakieś dwa, trzy
lata temu, jednak kilka miesięcy temu reaktywowali się i są naprawdę
w dobrej formie. Skład pozostał prawie ten sam, ale za to zmieniło
się instrumentarium, z którego zniknęły klawisze. W związku
z tym teraz w zespole mamy czterech gitarzystów. Pierwszą część
koncertu Tenebris stanowiły starsze utwory, wśród nich pochodzące
z "Only Fearless Dreams". Pomimo upływu lat zabrzmiały dość świeżo,
również nagłośnienie było bez zarzutu. Później przyszła pora na
nowe kompozycje, które naprawdę mnie zaciekawiły. To, co obecnie
oferuje Tenebris, to ciekawy, zakręcony, niezbyt szybki death metal
z fajnymi wokalami Szymona i ładnie wyeksponowanym basem. A dzięki trzem
gitarom dzieje się tam sporo. Z takim materiałem powinni wkrótce znowu być
w czołówce. Miejmy nadzieję, że niedługo pojawi się ich nowy krążek.
Po krótkiej przerwie na scenie zainstalował się Sceptic, również
nie grający prostego death metalu. Krakowianie przyjechali z nowym
gitarzystą. Zajął on miejsce Czesława Semli, który opuścił zespół jakieś
dwa miesiące wcześniej. Widziałem już kilka występów Sceptic, zawsze
byłem pod wrażeniem i tym razem także się nie zawiodłem. Świetna gra,
doskonała technika gitarzystów, jak zwykle wszystkie elementy dobrze ze
sobą współgrały. Może jedynie na początku wokal Warana był mało słyszalny,
stałem jednak w pobliżu akustyka i moja prośba spowodowała, że sytuacja
uległa zmianie. Kolejny koncert, który moim zdaniem zespół może zaliczyć
do udanych. Publiczność również. Na ponad półgodzinną dawkę technicznego
death metalu, jaką zaserwował nam Sceptic, składały się między innymi
"Ancient Portal", "Ancestors Of All Powers" (mój ulubiony utwór
z "Pathetic Being"), "Die From Within". Nie zabrakło oczywiście coveru
Death "Lack Of Comprehension", podczas którego nastąpiła krótkotrwała
awaria zasilania, dzięki czemu mogliśmy usłyszeć połowę utworu raz
jeszcze. Całość zakończył "Lost Identity".
Mineło trochę więcej czasu, który można było spożytkować na zakup
piwa, krótkie rozmowy ze znajomymi, zanim na scenie zjawili się
jubilaci. Sacriversum dało koncert naprawdę godny takiej
rocznicy, jaką obchodziliśmy tego wieczoru. Repertuar mógł zadowolić
zarówno fana starszych, jak i nowszych utworów. Mnie usatysfakcjonował
w pełni. Bardzo dobre nagłośnienie, jak zwykle charyzmatyczny, dający
z siebie wszystko Remo, nie ujmując oczywiście reszcie zespołu,
i utwory, których się nie spodziewałem. Szczególnie jednego.
Koncert rozpoczął ostry "Waiting For Godot", który dobrze pasuje na
początek, by rozruszać zgromadzoną publiczność, a tej wcale nie trzeba
było zachęcać do szaleństw. Już przy drugim kawałku mało nie przysiadłem
z wrażenia. Ze sceny poleciał "Revenger" z pierwszej kasety zespołu
"Dreams Of Destiny" w nieco przearanżowanej wersji. Dalsze kilkadziesiąt
minut to pyszna mieszanka z płyt "Soteria" i "Beckettia". Zabrzmiały
m.in.: "The Krapp's Last Tape", "Majesty Is Blind", "Not Me", "Paradise",
świetny "Lullaby", a także "Salieri", jedna z najnowszych kompozycji.
A na zakończenie cholernie dobry "Overwhelming Monuments". Ale był
to tylko połowiczny koniec. Na deser Sacriversum przygotowało trzy
utwory innych wykonawców, zagrane bardzo fajnie. Ostatni kwadrans
wypełniły więc covery: Tiamat "The Ar", Paradise Lost "Say Just Words"
i Motorhead "Ace Of Spades", gdzie wokal Remo bardzo przypominał głos
Lemmy'ego. Koncert udany, dużo smakowitych kawałków i chyba tylko Kasia
mogła zaśpiewać trochę lepiej.
Cała impreza wypadła świetnie, myślę, że wszystkie zespoły jak
i publiczność byli zadowoleni. A co się działo potem, to długo by
opowiadać. Szkoda tylko, że bardzo wcześnie rano wstałem i pojechałem
do Krakowa na Mystic Festival...
autor: m00n
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|