|
|
| relacja: Tool, Cortizone, Kraków "Hala Wisły" 20.06.2001
|
| wystąpili: |
Tool; Cortizone
|
miejsce, data: Kraków, Hala Wisły, 20.06.2001
Jazda pociągiem bez większych ekscesów. Z tego, co widziałem na mapach,
z dworca jest prosta droga do Hali Wisły. Więc... Cały czas idę we
właściwą stronę (tak przynajmniej twierdzą pytani przeze mnie ludzie),
przechodzę przez jakiś park, napotkany koleś karze mi skręcić, potem już
widzę tłumy w czarnych koszulkach z napisami Tool, Lateralus itp. wiec
idę za nimi. No ładnie, zrobiłem kolko wokół parku...
Jestem pod Hala, z zewnątrz wygląda na dość dużą, zero
narąbanej młodzieży(!!!), wszyscy kulturalnie stoją i czekają na
"wpuszczanie". Bramki otworzyli około 18:40, o 19 byłem w środku, pierwszy
szok - mała ta hala, a ma do niej wejść 2 tys. ludzi. Drugi szok - 50
gr za kibel, na minutę chyba z 10 zł utargu (chociaż i na niego znalazły
się sposoby).Trzeci szok - ale tu duszno i gorąco, coś mi się wydaje ze
"oczyszczenie" dokona się w 100%.
Usadowiłem się mniej więcej w połowie długości płyty, siadłem sobie
na ziemi i czekałem. Do moich uszu dobiegała jakaś dziwna muza, ni to
techno, ni to rock, nagle (20:00) na scenę wpadli jacyś kolesie, odwalili
5 kawałków i zniknęli. To był support, zespól o nazwie Cortizone,
jeden utwór nawet mi się spodobał, ale nie do tego stopnia, żeby podnieść
swoja obolały i zmęczony tyłek z podłogi.
Potem po scenie szwendali się techniczni Tool, tutaj miało miejsce
dość zabawne zdarzenie - perkusja Tool była ze trzy razy większa niż
Cortizone, przez co dostała większy aplauz niż cały support. :)
Było jakoś przed 21, kiedy zgasły światła, hala była już pełna, zaczyna
się. Znowu jakieś dziwne dźwięki i ryk 2000 gardeł, są!!! Jest Adam Jones,
jest Maynard łysa pala - to dobrze, że znowu się ogolił, bo ostatnio,
jak widziałem go w telewizji, nie prezentował się rewelacyjnie. Nagle
"zaczęła chodzić" basówka, "The Grudge" - nie dociera do mnie że jestem
na koncercie, troszkę się bujam, ale nie na maksa... Koniec utworu, coś
mi nie gra, jakaś dziwna przerwa - tak chyba nie miało być? Do czasu -
czwarty szok - "Stinkfist" - łubudu!!! Ludzie w górze, potworny ryk gitar,
czyli jednak jestem na koncercie, poddałem się muzyce i w końcu zacząłem
odczuwać dźwięki całym ciałem. Koniec "Stinkfist" , zgadujemy co dalej,
może "46&2"? A gdzie tam, zaskoczenie number 5 - "Eulogy"!!! Dziękuje
wam chłopaki, że to zagraliście, oglądając playlisty z całej trasy
koncertowej, widzę że tylko Kraków został uraczony TAKĄ zmiana. DZIĘKUJĘ.
Podczas tego utworu pomyślałem sobie "nie żałuje ani złotówki, mogę już
wracać do domu". Potem było coś z "Undertow", zdaje się "Swamp Song",
ale głowy za to nie dam. Potem "Schizm", "Push It", "Dispositions" i
"Reflectoins", po czym nastąpiło tzw. "Intermission", w czasie którego
wyświetlany był teledysk do "Schizm". Napoiłem się, umyłem i "świerzy"
wróciłem na płytę. Tłum skandował SOBER! SOBER! Wielmożny pan James
spełnił prośbę. "Sober" - cała sala "jęczała" razem z wokalistą, cudowne
przeżycie, aż tyle osób zna słowa - coś niesamowitego. Nie wiem dokładnie
kiedy, ale pod koniec utworu, zauważyłem że Mynard jest w samych slipkach,
wyglądał dość zabawnie, wijąc się i rzucając się na wszystkie strony. Po
"chóralnych śpiewach" zaczęły się jęki - "Parabol". Co ten koleś wyrabia
z głosem? Jak on to robi? I do tego tak długo, jak można wyć przez 20
sekund jednym tonem? Słucham, słucham i odliczam, zaraz będą gitary
i zacznie się "Parabola", już ,już BUM!!! Gdzie ja jestem??? Co się
dzieje??? Widzę tylko błyski, w tym momencie chciałem latać, ale "This
Body Holding Me", dostałem w zęby "Pain Is An Illusion". Zdecydowanie
najlepiej bawiłem się przy tym kawałku. "Dzięki, to była ogromna
przyjemność i zaszczyt grac tutaj."
TOOL!!! TOOL!!! - wyszli na bis. "Opiate" i "Aenima", i znowu polska
publiczność pokazała, że można nauczyć się trudnego angielskiego tekstu,
wszyscy ładnie i składnie "wyli" razem z Mynardem (oczywiście kończąc
każdy wyraz kilka sekund prędzej niż on). Potem był jeszcze tytułowy
"Lateralus", przyznam się, że nie jest moim ulubionym kawałkiem, wiec
w tym czasie skupiłem się na dokładniejszym obserwowaniu zespołu.
Gitara i bas z przodu sceny, jeden na prawym drugi na lewym krańcu,
w ogóle się nie ruszali, stali jak zamurowani. Perkusja - czy tan koleś
dostał jakieś nagrody?? On jest człowiekiem, czy cyborgiem?? Duże brawa
dla tego pana, to co on wydobywał ze swoich garów, nie da się w żaden
sposób opisać. Wokal - w samych slipach, łyse "coś", on miał koncert sam
dla siebie, był obrócony tyłem do publiki i wił się do wyświetlanych
"scenek", raz się miotał, raz szalał w konwulsjach, po czym stawał w
bezruchu w dziwnych pozach.
Koncert trwał dobre dwie godziny, co dla zebranej ludności była
wystarczającą dawka muzyki, nie spotkałem się z opinia, że komuś
się nie podobało - dziwne?? PRZECIEŻ TO TOOL!!! Zdecydowanie zespól
numero uno. Pisząc o spektaklu, trzeba wspomnieć jeszcze o filmikach
wyświetlanych cały czas za pomocą rzutnika, jakieś zabawy z mirrorami,
kolorowe kształty, operacja na oku(!), za to powinni dostać nagrodę.
Nie wiem, czy jakikolwiek koncert jeszcze mi się spodoba...
autor: Marcin Panek
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem relacji? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten koncert lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną relację z koncertu
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|
| materiały dotyczące zespołów:
|
|