Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
84% |
| liczba ocen: |
393 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Anathema "A fine day to exit"
|
Nazwa zespołu: Anathema
Tytuł płyty: "A fine day to exit"
| Utwory: |
Pressure; Release; Looking outside inside; Leave no trace; Underworld; Barriers; Panic; A fine day to exit; Temporary peace |
| Wykonawcy: |
Vincent Cavanagh - wokal, gitara; Daniel Cavanagh - wokal, gitara; John Douglas - instrumenty perkusyjne; Dave Pybus - gitara basowa; Les Smith - syntezatory |
Wydawcy: Music For Nations
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Jeśli twój umysł nie przyzwyczaił się jeszcze do funkcjonowania w wyższym stanie świadomości, to teraz będzie miał do tego okazje. Oto muzyka przez wielkie M. To już nawet nie muzyka. To forma bezpośredniego przekazu myśli.
Szczerze mówiąc, nie bardzo wiedziałem, co Anathema ma jeszcze do zrobienia po wydaniu genialnego "Judgement". Jeśli na "Judgement" Anglicy osiągnęli szczyt tradycyjnie pojmowanego piękna, to "A fine day to exit" wyznacza zupełnie nowe kategorie estetyczne. Ta płyta poszerza horyzonty i pokazuje nowe sposoby odbierania muzyki i przeżywania uczuć.
Symbolika muzyczna "Judgement" operowała pojęciami z zupełnie innego świata, natomiast "A fine day to exit" jest w pewnym stopniu nawrotem do nowoczesnej rzeczywistości. Świadczy już o tym chociażby okładka i cały niesamowity artwork. W sferze muzycznej objawia się to elektroniką, która nie tylko rozwija nastrojowe tematy znane z "Judgement", ale wprowadza również elementy psychodeliczne. Miejscami również sam wokal brzmi tak, jakby z jego tonu wyraźnie wynikało, że odnosi się do bardziej codziennych spraw. Całą sprawa polega jednak na tym, jak wygląda ta rzeczywistość, którą obrazuje Anathema. Otóż, krótką mówiąc, wygląda zupełnie nierzeczywiście.
Ktoś określił nowe dzieło Anglików jako zupełnie nowy poziom i wymiar twórczości muzycznej. Poziom niestety niezrozumiały dla większości ludzi. Myślę, że się nie mylił.
Panie i panowie. Oto płyta roku 2001.
autor: mos
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Spójność?
O czym tu w ogóle dyskutować. Płyta jest po prostu przepiękna. Zamiast porównywać ją z poprzednimi dziełami tegoż zespołu, trzeba po prostu popłynąć razem z szumem fal... Płyta mogłaby ilustrować w encyklopedii hasło "nastrój" Jak dla mnie dzieło ponadczasowe, minęło tyle lat, tyle przesłuchań a dźwięki dalej wywołują dokładnie te same reakcje. Piękna muzyka - po prostu.
|
| |
Najlepsza płyta Anathemy
House of Cards (gość, IP: 83.25.110.*), 2008-04-12 11:01:45
| odpowiedz | zgłoś
Oczywiście to moje subiektywne zdanie. Uważam, że z tej płyty klimat się wręcz wylewa i starczyło by go dla kilkunastu "gwiazdek" klimatycznej sceny. Płyta jest spójna, a jeśli jest inaczej proszę o argumenty. Utwory łączy przede wszystkim ten klimat, psychodeliczne dźwięki wplecione gdzieś w tle, spójność tematyczna tekstów, ogóny muzyczny zamysł. Na tą płytę trzeba czasu, spokoju i sukupienia. Nie można jej słuchać "w tle".
|
| |
re: Najlepsza płyta Anathemy
zgadzam się. także z tym
''minęło tyle lat, tyle przesłuchań a dźwięki dalej wywołują dokładnie te same reakcje. Piękna muzyka - po prostu.'' - nic dodać, nic ująć.
|
| |
nie powiedziałabym
nie powiedziałabym, że ta płyta moglabybyć płytą roku 2001. Jest bardzo niespójna, nierówna i ma w sobie mało klimatu, jakim dysponuje Anathema.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|