Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
84% |
| liczba ocen: |
91 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Arena "Immortal?"
|
Nazwa zespołu: Arena
Tytuł płyty: "Immortal?"
| Utwory: |
Chosen; Waiting for a Flood; The Butterfly Man; Ghost in the Firewall; Climbing the Net; Moviedrome; Friday's Dream |
| Wykonawcy: |
Mick Pointer - instrumenty perkusyjne; Ian Salmon - gitara basowa; Clive Nolan - instrumenty klawiszowe; John Mitchell - gitara; Rob Sowden - wokal |
Wydawcy: Rock Serwis / Verglas Music
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
"Immortal?" to tytuł nowego krążka progresywnej grupy Arena. Po kilku
miesiącach doczekaliśmy się prezentu od zespołu. A prezent ten jest
naprawdę przedniej jakości. Tak to zazwyczaj bywa, kiedy na wspólne
granie decyduje się pięciu mistrzów w swojej profesji.
Skład Areny od poprzedniej płyty "Visitor" nieco się zmienił. Przybyło
trzech nowych, rewelacyjnych muzyków. Pierwszym z nich jest Rob
Sowden - wokal, drugim - John Mitchell, a trzecim basista Ian Salmon.
Połączenie trzech nowych z dwoma pozostałymi stałymi filarami zespołu
(na klawiszach - Clive Nolan i najstarszy z piątki perkusista - Mick
Pointer), możemy podziwiać na nowym wydawnictwie Areny. Jest istotnie
czego posłuchać. Wydawnictwo to jest wspaniałe, jeśli chodzi o materiał
dźwiękowy, nie znajdziemy na niej żadnego niepotrzebnego dźwięku.
Tak do końca nie wiadomo dlaczego "Immortal?", ale w jednym z wywiadów,
Nolan wyznał, że postanowili dodać do słowa "nieśmiertelny" znak
zapytania, ponieważ wiele grup przed Areną użyło takiej nazwy!
No cóż, co znajdziemy na płycie?
"Chosen" - tak nazwano się pierwszy utwór. Bardzo dostojny kawałek, z
melodyjnym, rytmicznym, ale także drapieżnym refrenem, stanowiący wstęp
do całości. Przez niektórych uważany za najlepszy na płycie, lecz dla
mnie jest zbyt nowoczesny, jeśli chodzi o formę i treść, jak na zespół,
grający muzykę z pod znaku art-rocka. Utwór drugi, "Waiting for a Flood",
jest czymś w rodzaju lekkiej, łatwej i przyjemnej balladki z progresywnym
charakterem, która porusza nas swoją ukrytą prostotą. Numer trzy,
to prawdziwa perełka wśród wszystkich piosenek na płycie, ale także
w ogóle, w całej dotychczasowej dyskografii Areny! Na tenże utwór,
należy szczgólnie zwrócić uwagę. Dlaczego? Już dawno nie słyszeliśmy
tak CUDOWNEJ kompozycji i tak CUDOWNYCH partii gitarowych, wykonywanych
z niekłamaną głebią, wywodzącą się prosto z duszy Johna Mitchella!
"The Butterfly Man" to popis Johna. Niektóre momenty pokazują wszystko,
co potrafi, a może nawet więcej. W rozwinięciu czuję ciarki, przechodzące
po plecach, spowodowane głębią dźwięku gitary Mitchella. Można odnieść
wrażenie, że gitarzysta stoi przed nami ze swoim instrumentem. Jedyny
minus tego utworu to jego długość i rozbudowana forma. Kilka nowych,
równie ciekawych fragmentów spowodowałyby zwiększenie dynamiki całości
i wzbogaciłyby go. "The Butterfly Man" został uznany przez fanów,
odwiedzjących witrynę internetową Areny, za najlepszy kawałek na krążku!
Niezbyt wiele ciekawostek kryje się pod "strasznym" tytułem "Ghost
in the Firewall". W utwór ten wkomponowano kilka ciekawych i nowych
dźwięków, dzięki którym całość zyskała w moich oczach i uszach, ale
nie na tyle, żeby zasługiwała na wiele pochwał. Piosenka ta jest
chyba najmniej udaną częścią "Immortal?". Piąty "Climing the Net"
jest równie ciekawy co "The Butterfly Man". Tym razem jednak jest
to popis "cichego" jak dotąd Clive'a Nolana. Przedstawienie zaczyna
się już na samym początku, kiedy to porywająca talentem i wyobraźnią
mistrza "kompozycja klawiszowa" powala z nóg optymizmem tryskającym z
każdego dźwięku. Do tego bas Iana Salmona, perkusja Pointera, wokal Roba
Sowdena, no i gitara Johna stworzyły naprawdę dobry, bardzo dynamiczny
i żywiołowy, progresywny utwór. "Moviedrome", 21-minutowa suita, która
miała być flagowym kawałkiem płyty, okazała się bardzo dobrym "pomnikiem"
umiejętności muzyków zespołu. "Moviedrome" to utwór przereklamowny,
naciągnięty treścią do oporu, a chwilami nawet nudzący. Można wyróżnić
w nim trzy części, których połączenia ze sobą są zbyt chaotyczne. Może
jako całość nie jest to rewelacja, ale pojedyncze części robią dobre
wrażenie. "Moviedrome" jest także przykładem na znakomitą współpracę
wszystkich członków zespołu. W ciągu 21 minut pokazali nam to wszystko,
co umieszczono na krążku. Trochę zbyt rozbudowany, ale naprawdę niezły
utwór, obfitujący w wiele progresynych zmian "akcji". Słuchanie ostatnich
momentów albumu spędzimy przy "Friday's Dream". Jest to piękna, prawie
akustyczna piosenka, stanowiąca prawdziwy kontrast, do poprzednich
kompozycji, a także będąca dobrym zakończeniem nowego krążka Areny.
W ten sposób kończy się "Immortal?". Płyta, która stała się szansą na
lepszą (nową), własną muzykę tego zespołu. Miejmy tylko nadzieję, że
wyznaczona nowym albumem droga Areny będzie szeroka i długa. Pozostaje
nam teraz tylko czekać na koncert, a potem... na to, co powie sąsiad
zza miedzy - Pendragon!
autor: Marcin
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|