zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 26 września 2017

recenzja: Behemoth "Satanica"

25.11.1999  autor: Rafał "Negrin" Lisowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Behemoth
Tytuł płyty: "Satanica"
Utwory: Decade of OEPION; LAM; Ceremony of Shiva; Of sephirolic transformation and carnality; The sermon to the hypocrites; The alchemist's dream; Chant for ESXHATON 2000
Wykonawcy: Nergal - głosy, syntezatory, gitara; Inferno - instrumenty perkusyjne; L. Kaos - gitara
Wydawcy: Metal Mind Productions
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Jakże wygodnie pisze się recenzje w pewnym sensie z pozycji laika. Taki właśnie jest mój stosunek do black metalu. Nie jestem jego wielbicielem i entuzjasta, a jedynie słuchaczem, podchodzącym do blackowego repertuaru wybiórczo i krytycznie. Po takim disclaimerze mogę przejść do meritum.

Opinia ciążąca nad Nergalem zawsze skutecznie zniechęcała mnie do Behemotha. Człowiek zaś, który na pieniądzach nie śpi, musi, dokonując muzycznych zakupów, opierać się na zdaniu i rekomendacjach innych. Niewielki zastrzyk gotówki spowodował, że postanowiłem się jednak zapoznać z tą kapelą za pośrednictwem jej najnowszego wydawnictwa, ignorując wszelkie kwestie poboczne i koncentrując się na muzyce.

A muzyka jest to wybitna. Dźwięki nieszablonowe i niestandardowe. Podstawowe pytanie, jakie zadaje sobie słuchacz brzmi: czy jest to jeszcze black metal. Nawet mój "ignorancki" w tym względzie umysł podpowiada, że nie. W każdym razie na pewno nie taki, jakiego spodziewałem się usłyszeć. Pełno tu różnorodnych wpływów. Przede wszystkim czuje się ogromną dozę ducha deathmetalowego - może właśnie dlatego "Satanica" tak mi się podoba. Niemalże stricte deathowa motoryka, wokale będące czymś pośrednim między blackowym skrzekiem a deathowym growlingiem, chyba jednak częściej skłaniające się ku temu drugiemu. Gitara również zawieszona między tymi dwiema odmianami metalu, na zmianę produkująca riffy nasuwające skojarzenia to z jedną, to z drugą. Wciąż jednak nie ma wiele tej deathmetalowej "duszności", praca gitar na spółkę z klawiszami tworzy charakterystyczną dla macierzystego gatunku Behemotha przestrzeń, choć daleko mniej "rozległą". Wspomniałem już o syntezatorach - ich użycie na "Satanica" także jest dosyć oryginalne. Dźwięki przez nie generowane są różnorodne, nie ograniczone wyłącznie do wspomnianej wyżej roli. Tym niemniej nie wybijają się ani odrobinę na pierwszy plan, przed partie gitarowe. Ciekawostką jest natomiast "namiastka Limbonic Art" w jednym z utworów. Na niedługi czas pojawia się automat perkusyjny i trochę szerzej zakrojone elementy elektroniczne, podobne do tych z "In Abhorrence Dementia" (nota bene płyty również bardzo przeze mnie lubianej). Oczywiście nie chcę wywołać wrażenia natrętnej "elektronizacji" brzmienia zespołu Nergala, gdyż jest to moim zdaniem jedynie "drobny incydent" na tej płycie. W każdym razie, jeśli miałbym się bawić w proroka, powiedziałbym raczej, że Behemoth pójdzie dalej w stronę death metalu, nie zaś w kierunku muzyki elektronicznej. A może Nergal wymyśli na następnej płycie coś jeszcze innego?

Teksty na "Satanica" są w całości autorstwa niejakiego Krzysztofa Azarewicza. Co ciekawe (oraz świadczące o profesjonalności Behemotha) w "liście płac" we wkładce figuruje pozycja "konsultacja gramatyczna". To dobrze, gdy zespół dba o poprawność swoich angielskojęzycznych tekstów, gdyż "wypociny" niektórych kapel aż żal czytać. Wracając jednak do naszych baranów - liryki obracają się wokół tematyki okultystycznej. We wkładce, obok tekstów, zamieszczone są objaśnienia utworów, znane na przykład z płyt Vadera - moim zdaniem patent wart naśladowania (pomijając to, że wiele zespołów w takim objaśnieniu zwyczajnie nie miałoby co napisać...) Zastanawiam się natomiast skąd tytuł płyty - dosyć jednoznaczny, nie mający jednak bezpośredniego odbicia w tekstach. Nie sugeruję oczywiście bynajmniej, że mi to przeszkadza, raczej wręcz odwrotnie.

"'Satanica' - where black metal meets death metal", tak mogłoby brzmieć hasło reklamowe tej płyty. Jasne, slogan to niezbyt wysokich lotów (i dlatego nie planuje wybierać się z nim do MMP :-)), ale chyba dość dobrze obrazujące zawartość krążka. Moim zdaniem taka otwartość jedynie dobrze świadczy o Nergalu. Uważam, że ten napływ elementów deathowej stylistyki czyni muzykę Behemotha, zawartą na tej płycie, bardziej oryginalną i ciekawszą. W każdym razie na pewno nic przez to nie traci. Jedyny chyba zarzut, jaki można mieć pod adresem tej płyty, to ten iż jest po prostu zbyt krótka.

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o wspaniałej oprawie graficznej płyty, a właściwie jej wkładki. Wszystko utrzymane jest w jednolitych brązowych barwach, także zdjęcia muzyków - bardzo z resztą ciekawie zrobione. Ogólnie rzecz biorąc, staranność wydania powoduje, że jeszcze raz patrzę na grzbiet kasety - to naprawdę wydało MMP? :-))

Komentarze
Dodaj komentarz »
Dla mnie to....
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2011-07-26 18:20:04 | odpowiedz | zgłoś
najlepsza płyta "nowożytnego" Behemoth. Bez rozciągania dupy, zwarte kompozycje, krótki czas trwania, niedosytu ni przesytu brak. "Lam", "Alchemist Dream" - nic dodać nic ująć, potem jakby uroku zaczęło im ubywać.
Madafakadiamond
Magdalenafika (wyślij pw), 2011-07-07 15:32:27 | odpowiedz | zgłoś
Też na początku zastanawiałam się czy to jest black czy death metal.
Ale jest to moim zdaniem jedna z lepszych płyt Behemotha.

Oceń płytę:

Aktualna ocena (840 głosów):

 
 
73%
+ -
Jak oceniasz płytę?

Materiały dotyczące zespołu

Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje

Metallica "Master Of Puppets"
- autor: Tomasz Kwiatkowski
- autor: Qboot

Vader "Litany"
- autor: Marcin Ratyński

Slipknot "Iowa"
- autor: kaRel

Machine Head "The Blackening"
- autor: Mrozikos667

Slayer "Seasons in the Abyss"
- autor: Woland

Napisz recenzję

Piszesz ciekawe recenzje płyt? Chcesz je publikować na rockmetal.pl?

Zgłoś się!
Czy dużo chodzisz?