Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
66% |
| liczba ocen: |
159 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Besatt "In Nomine Satanas"
|
Nazwa zespołu: Besatt
Tytuł płyty: "In Nomine Satanas"
| Utwory: |
Intro; Taste Of The Nightly Prayers; The Time Of The Wolf; My Religion; The Devils Baptism; Deadly Psalm; Night Voice; Chalice Of Truth |
| Wykonawcy: |
Beldaroh - gitara basowa; Fulmineus - wokal, instrumenty perkusyjne; Creon - gitara; Weronis - gitara |
Wydawcy: Besatt / Pagan Records
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Panowie z Besatt lubią rogatego, oj lubią. A coż to za muzyka może kryć
się pod tytułem "In Nomine Satanas"? Kto pomyślał "Black Metal", ten miał
rację. Bessat to kapela już nie młoda, jak twierdzą sami muzycy, istnieje
od 1991 roku. "In Nomine..." to oficjalny debiut tej formacji, wcześniej
ukazało się demo "Czarci Majestat". Oficjalne wydawnictwo zostało wydane
własnym sumptem, ale w miarę profesjonalnie. Nie czas rozpisywać się nad
wkładką, zajmijmy się muzyką.
Besatt to czysty, surowy black metal, bez jakichkolwiek klawiszowych
ozdobników, bez melodyjek. Na początku "Intro", które stanowi preludium do
reszty utworów, z jego dźwięków wynika, że znaleźliśmy się na sabacie ku
czci Pana Ciemności. Reszta kawałków, a jest ich 7, została zagrana
sprawnie i na poziomie, nie ma w nich miejsca na miernotę. Od czasu
do czasu pojawia się wycie wilków, odgłosy burzy czy bicie dzwonów,
ma to spotęgować nastrój, co w pewnej mierze udaje się muzykom.
O wokalu nie można powiedzieć nic oprócz tego, że jest. Wyraźny growling,
któremu nie można też niczego zarzucić. Muzykę można porównać do kapel,
grających na początku lat dziewięćdziesiątych. Opiera się wyłącznie na
gitarach. Jest surowa, zimna i szalona. Ma w sobie siłę, jest potężna,
czasami wręcz monumentalna. Gitary w podkładach "brzęcza" przez cały
album. Choć należy pochwalić muzyków za to, że nie poszli na łatwiznę
i podkłady też się zmieniają kilka razy w każdym z utworów, co daje
pewne odczucie melodyjności, choć ich szybkość jest raczej stała
(zdarzają sie też wolniejsze fragmenty). Za to gitara prowadząca bardzo
często zmienia tempa. Muzyk na niej grający, przebiera palcami po gryfie
co powoduje, że powstają swego rodzju melodie. I własnie to odróżnia
Bessat od innych kapel, grających bezkompromisowy, brutalny black, to że
w pewien sposób ich muzka jest melodyjna. Mimo tego, jest w niej dużo
brudu, ciemnych zakamarków, bluźnierstwa, dzikiej pasji, nienawiści,
agresji, złości i innych negatywnych odczuć, ta muzyka poprostu skopie
każdemu dupę. Perkusji możnaby nadać nieco głębsze brzmienie, przez co
materiał byłby brutalniejszy i potężniejszy. Mimo tego, kompozycje mają
w sobie to coś, co przyciaga uwagę słuchacza na dłużej, co sprawia, że
chce się zagłebić w mroczną krainę Besatt i już z niej nie wrócić.
Besatt potrafi też zagrać, hmmm, spokojniej, to niezbyt dobre określenie,
ale inne nie przychodzi mi do głowy. Muzyka Besatt zabiera słuchacza na
blisko 40 minutową wycieczkę po piekle i mrocznych zakamarkach ludzkiej
duszy. Materiał został nagrany w 1997, tak więc być może muzycy wydadzą
niedługo coś nowego, z niecierpliwością oczekuje ich nowego materiału
bo na pewno będzie to coś pięknego w swym szaleństwie.
autor: tymothy
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|