Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
88% |
| liczba ocen: |
227 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Black Sabbath "Volume 4"
|
Nazwa zespołu: Black Sabbath
Tytuł płyty: "Volume 4"
| Utwory: |
Wheels Of Confusion; Tomorrow's Dream; Changes; FX; Supernaut; Snowblind; Cornucopia; Laguna Sunrise; St. Vitus Dance; Under the Sun |
| Wykonawcy: |
Ozzy Osbourne - wokal; Tony Iommi - gitara, instrumenty klawiszowe; Geezer Butler - gitara basowa; Bill Ward - instrumenty perkusyjne |
Rok wydania: 1972
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Pierwotnie album ten miał nosić tytuł "Snowblind", jednak już po raz drugi
(wcześniej zmiana "War Pigs" na "Paranoid") wytwórnia nie zgodziła się na
nazwę proponowaną przez zespół. Tym razem poszło o jawne wychwalanie
kokainy.
"Volume 4" wyraźnie różni się od trzech poprzednich wydawnictw zespołu.
Black Sabbath zaczął eksperymentować i szukać nowych brzmień, jednocześnie
starając się rozbudować fakturę swoich utworów i wzbogacić ich aranżację.
Pojawia się tu nawet fortepian! W cień usunął się Butler, którego partie
na basie nie są już tak wyeksponowane, jak miało to miejsce na poprzednich
albumach.
Ciekawa jest historia powstania "Vol. 4", jak wspomina Iommi: "Na czas
nagrywania naszego czwartego albumu zajęliśmy ogromną posiadłość w Los
Angeles. Co wieczór upijaliśmy się, potem braliśmy pełno prochów i
spotykaliśmy się w znajdującej się tam ogromnej sali balowej, gdzie
tworzyliśmy razem muzykę - do czwartej, piątej nad ranem. W takich
okolicznościach powstała większość utworów, które znalazły się na "Volume
4."
W rezultacie słuchacze otrzymali płytę dosyć dziwną i zakręconą, z małą
ilością kawałków wpadających w ucho. Na główny plan wybijają się
"Snowblind", "Supernaut", "Changes" i świetny instrumentalny "kawałek" -
"Laguna Sunrise". To właśnie te utwory po przesłuchaniu całej płyty
pamięta się najlepiej, reszta nie pozostawia prawie żadnych wspomnień.
Przyjrzyjmy się teraz utworom, które znalazły się na albumie...
"Wheels of Confusion" (7/10) - trochę dziwny, nietypowy dla BS wstęp na
gitarze przechodzi w ostry i namolnie grany riff. Po drugiej zwrotce
mamy dosyć ciekawą, rozbudowaną część instrumentalną. Potem przez kilka
minut z nadzieją czekamy na zakończenie utworu, kiedy pojawia się fajna
solóweczka, która niespodziewanie przechodzi w gitarę akustyczną i
rewelacyjną melodię (ciekawe klawisze i perkusja), a potem kolejną, długą
solówkę. To piosenka, która ma zarówno świetne, jak i
beznadziejne momenty. Gdyby nie odlotowe motywy instrumentalne, byłby to
raczej mdły i nieciekawy utwór.
"Tomorrow's Dream" (7/10) - rozpoczyna się fajnym riffem, ale potem jest
raczej nudno. Warto zwrócić uwagę na ciekawy wokal w trzeciej zwrotce i
następującą po niej solówkę, a także przebrzmiewające od czasu do czasu
klawisze.
"Changes" (8/10) - kiedy pierwszy raz słyszy się te piosenkę, naprawdę
trudno uwierzyć, że to Black Sabbath! Podkład muzyczny wykonywany jest
tylko i wyłącznie na fortepianie (gra na nim Iommi), czasami można
dosłuchać się jeszcze innych instrumentów klawiszowych. Podoba mi się
wokal Ozzy'ego i tekst, opowiadający o utraconej miłości. Nie przekonuje
za to słaby refren. Motyw na fortepianie i cała piosenka jest OK, tylko
że to wszystko trwa zbyt długo, gdyby utwór kończył się po 2,5 minutach,
byłoby rewelacyjnie. Ale w sumie to całkiem fajna ballada!
"FX" (bez oceny) - chyba jeden z najbardziej hybrydalnych utworów w
dziejach muzyki. Nie ma tu żadnego rytmu, słyszymy tylko dziwaczne dźwięki
i jakieś uderzenia, wsłuchując się możemy usłyszeć nawet czyjś głos. Brzmi
to wszystko, jak nagrane uderzenia prętem w szafę, z dodanym echem. Tworzy
tajemniczy, psychodeliczny klimat. Geezer Butler tłumaczy genezę
powstania tego utworu w ten sposób: "Pewnej nocy Tony postanowił pójść do
studia. Kiedy tam wszedł, zdjął całe ubranie i zaczął tańczyć dookoła,
mając tylko gitarę i krzyż zwisający z szyi, uderzający w struny. Byliśmy
tak nawaleni, że pomyśleliśmy, że nagranie tego i umieszczenie na płycie
będzie świetnym pomysłem." Jakoś niezbyt mnie to przekonuje, ale kto
wie...
"Supernaut" (10/10) - chyba najbardziej melodyjny i przebojowy utwór na
albumie. Świetny, łatwo wpadający w ucho riff Iommiego, doskonała linia
melodyczna z fajnie wydzierającym się Ozzym, ponadto odlotowa solówka z
głównym riffem w podkładzie, powodują, że warto posłuchać go jeszcze raz,
a potem jeszcze i jeszcze... Warto zwrócić uwagę na ciekawy fragment pod
sam koniec utworu, w którym słyszymy różne instrumenty perkusyjne,
tworzące interesujący, wręcz latynoski rytm. Dla mnie numer 1 z tej płyty!
"Snowblind" (9/10) - zdecydowanie najbardziej znany utwór z tegoż albumu,
ze świetnym riffem, fajnym wokalem i fantastycznym refrenem. Polecam
wsłuchać się w tekst, po wychwalaniu marihuany ("Sweet Leaf" z "Master of
Reality") przyszedł czas na kokainę...
"Cornucopia" (8/10) - ciężki, mroczny riff, a potem fajna linia melodyczna
z bardzo dobrym wokalem i odlotowym refrenem. Mamy tutaj dosyć dziwaczną
solówkę z ciekawymi efektami dźwiękowymi (m.in. gong). Ponoć Bill Ward nie
mógł nauczyć się swojej partii do tego utworu i przez to omal nie wyleciał
z zespołu, ale wsłuchując się w perkusję, raczej nie wydaje się to
prawdopodobne.
"Laguna Sunrise" (10/10) - drugi w historii zespołu utwór instrumentalny
wykonany na gitarze akustycznej. Znacznie przebija "Orchid" z poprzedniego
albumu. Mamy tu przede wszystkim o wiele ciekawszy riff, a ponadto cudowne
klawisze w tle. Naprawdę odlotowy, relaksujący utwór, którego słucha się
z przyjemnością i który wprowadza w doskonały nastrój. REWELACJA!
"St. Vitus Dance" (7/10) - całkiem fajny melodyjny riff, ale raczej słaby
wokal, tworzą przeciętną i krótką piosenką. Jedyne, co zwraca tu uwagę to
doskonała gra Tony'ego.
"Under the Sun" (8/10) - na poczatek toporny, mroczny riff, a potem nagłe
przyspieszenie i dosyć fajna linia melodyczna. Znowu mamy dziwne dwie
solówki, w drugiej uwagę zwraca fajny podkład.
I to już wszystko... Myślę, że "Volume 4" nie sprawia takiego wrażenia,
jak poprzednie wydawnictwa zespołu, ale także słucha się go z
przyjemnością. Jest to po prostu kawał dobrej roboty i myślę, że warto
tego posłuchać!
autor: Elwood
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
8??? nie ma mowy
wacuch (gość, IP: 109.243.149.*), 2011-09-26 11:21:03
| odpowiedz | zgłoś
pierwsze 6 albumów BS zasługuje na 11tke, H&H na 10 i będzie OK, to są po prostu od początku do końca arcydzieła hard rocka, w tamtych czasach to był kosmos a dziś megazacna muza
|
| |
re: 8??? nie ma mowy
racja, wypada jeszcze dodać że właśnie na 4-ce narodził się gatunek stoner/sludge
|
| |
re: 8??? nie ma mowy
ert777 (gość, IP: 89.75.176.*), 2011-09-27 18:26:50
| odpowiedz | zgłoś
Narodziny stoner/sludge to raczej miały miejsce już na Master of Reality.
|
| |
re: 8??? nie ma mowy
można dyskutować, ja jednak stawiam na vol. 4
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|