Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
84% |
| liczba ocen: |
100 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Bruce Dickinson "Skunkworks"
|
Nazwa zespołu: Bruce Dickinson
Tytuł płyty: "Skunkworks"
| Utwory: |
Space Race; Back From The Edge; Inertia; Faith; Solar Confinement; Dreamstate; I Will Not Accept The Truth; Inside The Machine; Headswitch; Meltdown; Octavia; Innerspace; Strange Death In Paradise |
| Wykonawcy: |
Bruce Dickinson; Alex Dickson; Chris Dale; Alessandro Elena |
Wydawcy: Castle Music
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
"Skunkworks" to bardzo kontrowersyjne dzieło. Większość zwolenników
Dickinsona nie lubi tej płyty. Uważają, iż nie jest metalowa, że jest
dziwnym, nieudanym eksperymentem. Faktycznie, nagrywając ten album,
Bruce pragnął w jakiś sposób odciąć się od ironowskiej przeszłości.
Pamiętajmy, że bądź co bądź właśnie z powodu rzekomej monotonii powstającego
materiału opuścił Iron Maiden.
Brzmieniowo krążek faktycznie odstaje od wcześniejszych (a także późniejszych)
dokonań Dickinsona. Prawdą jest, iż jest mniej metalowy. Skłania się
raczej ku rockowi i to w dość nietypowy sposób. Większość utworów ma
lekko futurystyczny charakter. Takie było chyba zamierzenie, co potwierdzają
tytuły utworów ("Space Race", "Inside The Machine", "Headswitch" czy
"Innerspace"). Nie można powiedzieć by brakło na płycie partii ostrych
gitar. Są one bowiem podstawą akompaniamentu. Brakuje im jednak typowo
metalowego ciężaru, a i rytmy odstają od tej stylistyki. Co ciekawe
(a jednocześnie będące jednym z powodów krytyki albumu) w niektórych
utworach można doszukać się podobieństw do dokonań takich zespołów
jak Pearl Jam czy Soundgarden (na Alice In Chains są z kolei zbyt "delikatne").
Są to moje subiektywne odczucia, jakkolwiek spotkałem się z oskarżeniami
pod adresem Dickinsona o uprawianie na "Skunkworks" grunge'u. Nawet
wokal pachniał mi miejscami Vedderem, ale być może to jedynie złudzenie
spowodowane muzyką...
Mimo, iż powyższe brzmi "groźnie", nie jest jeszcze moim zdaniem niczym
strasznym. Największą zaś wadą jest monotonność całej płyty, niedopuszczalna
u artystów takich jak Dickinson. Oczywiście, można odbić piłeczkę twierdząc,
że to złudzenie spowodowane jednolitością stylistyczną, jednak mnie
dokładniejsze wsłuchanie się w tę płytę nieco znużyło. Utworami, które
stosunkowo najbardziej "wpadły mi w ucho" były "Solar Confinement"
i "Meltdown", mają w sobie chyba najwięcej energii. "Skunkworks" słucha
się za to dość przyjemnie jako tła muzycznego, puszczonego trochę ciszej
na funkcji "repeat" na przykład podczas pracy.
Dickinson, zniechęcony porażką "Skunkworks" nie gra kawałków z tej
płyty na koncertach (w ogóle gra niewiele ze swych pierwszych płyt
solowych). Zwrócił się (i chwała mu za to) z powrotem w kierunku metalu,
tworząc tak wspaniałe działa, jak "Accident Of Birth" i "Chemical Wedding".
Tymczasem płyta nie jest w cale taka zła. Jest inna. Jest niewątpliwie
gorsza od pozostałych. Jednak nie dyskredytowałbym tej pozycji w dyskografii
Bruce'a. Owszem, czuje się zobowiązany ostrzec każdego potencjalnego
nabywcę tego albumu: uważaj, może Ci się nie spodobać. Ale bynajmniej
nie musi.
autor: Rafał "Negrin" Lisowski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Praca skunksa :)
lah (gość, IP: 150.254.203.*), 2011-06-02 13:43:21
| odpowiedz | zgłoś
No cóż, a ja właśnie za to cenię tą płytę że jest inna niż inne. I chyba stawiam ją na równi z genialnym "Accident of birth". Nie wiem czy to jest akurat grunge, dla mnie liczy się odwaga żeby zrobić coś innego. Taka na przykład "Tyranny of souls" to bardzo dobra płyta, ale mało zaskakująca i w rezultacie po trzecim przesłuchaniu znałem już ją na pamięć. "Skunkworks" na prawdę zaskakuje, nawet po wielu przesłuchaniach. Jest na tej płycie dużo energii, ale też dużo klimatu. Są koncertowe przeboje - szkoda że nie grane na żywo (dobrze że zachowało się z tamtego czasu dvd "Skunkworks live"). Dla mnie hitami są przede wszystkim "Back from the edge","Inertia" i "Solar confinement". Dobrze się stało że Bruce'a nie było już wtedy w Maiden, bo musiałby nagrywać nudną jak flaki z olejem "X factor", a tak przynajmniej nagrał bardzo dobrą, oryginalną płytę. PS Ciekawe czy pan Dickinson znajdzie jeszcze kiedyś czas żeby nagrać płytę solową.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|