zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 26 września 2017

recenzja: Bruce Dickinson "Skunkworks"

2.09.1999  autor: Rafał "Negrin" Lisowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Bruce Dickinson
Tytuł płyty: "Skunkworks"
Utwory: Space Race; Back From The Edge; Inertia; Faith; Solar Confinement; Dreamstate; I Will Not Accept The Truth; Inside The Machine; Headswitch; Meltdown; Octavia; Innerspace; Strange Death In Paradise
Wykonawcy: Bruce Dickinson; Alex Dickson; Chris Dale; Alessandro Elena
Wydawcy: Castle Music
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6

"Skunkworks" to bardzo kontrowersyjne dzieło. Większość zwolenników Dickinsona nie lubi tej płyty. Uważają, iż nie jest metalowa, że jest dziwnym, nieudanym eksperymentem. Faktycznie, nagrywając ten album, Bruce pragnął w jakiś sposób odciąć się od ironowskiej przeszłości. Pamiętajmy, że bądź co bądź właśnie z powodu rzekomej monotonii powstającego materiału opuścił Iron Maiden.

Brzmieniowo krążek faktycznie odstaje od wcześniejszych (a także późniejszych) dokonań Dickinsona. Prawdą jest, iż jest mniej metalowy. Skłania się raczej ku rockowi i to w dość nietypowy sposób. Większość utworów ma lekko futurystyczny charakter. Takie było chyba zamierzenie, co potwierdzają tytuły utworów ("Space Race", "Inside The Machine", "Headswitch" czy "Innerspace"). Nie można powiedzieć by brakło na płycie partii ostrych gitar. Są one bowiem podstawą akompaniamentu. Brakuje im jednak typowo metalowego ciężaru, a i rytmy odstają od tej stylistyki. Co ciekawe (a jednocześnie będące jednym z powodów krytyki albumu) w niektórych utworach można doszukać się podobieństw do dokonań takich zespołów jak Pearl Jam czy Soundgarden (na Alice In Chains są z kolei zbyt "delikatne"). Są to moje subiektywne odczucia, jakkolwiek spotkałem się z oskarżeniami pod adresem Dickinsona o uprawianie na "Skunkworks" grunge'u. Nawet wokal pachniał mi miejscami Vedderem, ale być może to jedynie złudzenie spowodowane muzyką...

Mimo, iż powyższe brzmi "groźnie", nie jest jeszcze moim zdaniem niczym strasznym. Największą zaś wadą jest monotonność całej płyty, niedopuszczalna u artystów takich jak Dickinson. Oczywiście, można odbić piłeczkę twierdząc, że to złudzenie spowodowane jednolitością stylistyczną, jednak mnie dokładniejsze wsłuchanie się w tę płytę nieco znużyło. Utworami, które stosunkowo najbardziej "wpadły mi w ucho" były "Solar Confinement" i "Meltdown", mają w sobie chyba najwięcej energii. "Skunkworks" słucha się za to dość przyjemnie jako tła muzycznego, puszczonego trochę ciszej na funkcji "repeat" na przykład podczas pracy.

Dickinson, zniechęcony porażką "Skunkworks" nie gra kawałków z tej płyty na koncertach (w ogóle gra niewiele ze swych pierwszych płyt solowych). Zwrócił się (i chwała mu za to) z powrotem w kierunku metalu, tworząc tak wspaniałe działa, jak "Accident Of Birth" i "Chemical Wedding". Tymczasem płyta nie jest w cale taka zła. Jest inna. Jest niewątpliwie gorsza od pozostałych. Jednak nie dyskredytowałbym tej pozycji w dyskografii Bruce'a. Owszem, czuje się zobowiązany ostrzec każdego potencjalnego nabywcę tego albumu: uważaj, może Ci się nie spodobać. Ale bynajmniej nie musi.

Komentarze
Dodaj komentarz »
Praca skunksa :)
lah (gość, IP: 150.254.203.*), 2011-06-02 13:43:21 | odpowiedz | zgłoś
No cóż, a ja właśnie za to cenię tą płytę że jest inna niż inne. I chyba stawiam ją na równi z genialnym "Accident of birth". Nie wiem czy to jest akurat grunge, dla mnie liczy się odwaga żeby zrobić coś innego. Taka na przykład "Tyranny of souls" to bardzo dobra płyta, ale mało zaskakująca i w rezultacie po trzecim przesłuchaniu znałem już ją na pamięć. "Skunkworks" na prawdę zaskakuje, nawet po wielu przesłuchaniach. Jest na tej płycie dużo energii, ale też dużo klimatu. Są koncertowe przeboje - szkoda że nie grane na żywo (dobrze że zachowało się z tamtego czasu dvd "Skunkworks live"). Dla mnie hitami są przede wszystkim "Back from the edge","Inertia" i "Solar confinement". Dobrze się stało że Bruce'a nie było już wtedy w Maiden, bo musiałby nagrywać nudną jak flaki z olejem "X factor", a tak przynajmniej nagrał bardzo dobrą, oryginalną płytę. PS Ciekawe czy pan Dickinson znajdzie jeszcze kiedyś czas żeby nagrać płytę solową.
re: Praca skunksa :)
Osservatore (gość, IP: 188.122.20.*), 2014-04-06 01:13:29 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam sie calkowicie z przedmowca! Mialem to samo z "Tyranny of souls". Posluchalem kilka razy i zapomnialem. A do "Skunkworks" wracam tak chetnie, ze nawet niedawno kupilem sobie ja w oryginale. Sa tu naprawde swietne partie wokalne! Plyta jest nieco dziwna i trudna w odbiorze, ale jednak dobra!