zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku piątek, 22 września 2017

recenzja: Budgie "Power Supply (reedycja)"

16.08.2017  autor: Meloman
okładka płyty
Nazwa zespołu: Budgie
Tytuł płyty: "Power Supply (reedycja)"
Utwory: Forearm Smash; Hellbender; Heavy Revolution; Gunslinger; Power Supply; Secrets In My Head; Time To Remember; Crime Against The World; Crime Against The World (wersja singlowa); Gunslinger (wersja koncertowa z 1981 roku); Crime Against The World (wersja koncertowa z 1981 roku)
Wykonawcy: Burke Shelley - wokal, gitara basowa; John Thomas - gitara; Steve Williams - instrumenty perkusyjne
Wydawcy: Noteworthy Productions
Rok wydania: 2012
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 5

Po nagraniu płyty "Impeckable" oraz koncertach w Europie i za Atlantykiem, ekipę Budgie opuścił dotychczasowy gitarzysta Tony Bourge. Chciał ratować swoje małżeństwo i życie rodzinne, miał dosyć tras koncertowych. Zamierzał wrócić do drużyny po jakimś czasie, ale tak się nie stało. Jednocześnie współpracę z ekipą zakończył drugi gitarzysta Myf Isaacs. Ostatni występ, kiedy obydwaj zagrali w zespole, odbył się w Cardiff w dniu 1 lipca 1978 roku. Ale to nie był koniec złych wydarzeń i decyzji zawiązanych z działalnością Budgie. Dotychczasowy menedżer Graham Moloney, zniechęcony poziomem ostatnich dwóch albumów, też rozstał się z ekipą, a wytwórnia płytowa A&M rozwiązała umowę z zespołem. Moloney jeszcze jakiś czas im pomagał, dali wspólnie ogłoszenie i we trójkę przesłuchiwali kandydatów na gitarę.

Początkowo przyjęto Huw Lloyda Langtona. Jednak w tym czasie zgłosił się z Dallas niejaki Rob Kendrick (eks-Trapeze) i nawet przyleciał z USA na przesłuchanie, więc go zatrudniono. Langton nie pozostał w Budgie, natomiast ekipa uaktywniła się w składzie: Shelley - Williams - Kendrick i udała się do Dallas w Teksasie. Tam spędzili aż dziewięć miesięcy koncertując i nagrywając materiał demo, którego nigdy nie wydano. Po powrocie do Walii w październiku 1979 roku Kendrick odszedł z zespołu. Jego obecność w formacji okazała się niewypałem, gdyż na scenie nieustannie się popisywał, nie zwracając uwagi na grę. W związku z tym był w nieustannym konflikcie z kolegami i jego odejście przyjęto z ulgą. Wreszcie skład formacji ustabilizował się na dłużej, kiedy dołączył do teamu gitarzysta John Thomas z Birmingham, poprzednio w Bombshell i George Hatcher Band. Pierwszy raz zagrał z Budgie w swoim rodzinnym mieście 15 grudnia 1979 roku.

Muzycy w nowym składzie rozpoczęli tworzenie nowego materiału. Kompozycje przeważnie były dziełem duetu Shelley - Thomas. Najpierw w lipcu 1980 roku wydano się EP-kę "If Swallowed Do Not Induce Vomiting" z czterema nagraniami, później w październiku ukazał się ósmy album, "Power Supply". Nagrano go w walijskim "Old Mill", które należało do kompleksu znanego studia "Rockfield". Opiekę menedżerską nad muzykami objął Paul Cox. Formacja podpisała kontrakt z Active Records podległej RCA i wyraźnie zmieniła stylistykę. John Thomas nie opierał się na klimatach bluesowych, tak jak jego poprzednik. Solówki oraz warstwa rytmiczna została znacznie uproszczona. Przeważało metrum 4/4. Słychać wyraźnie, że utwory nabrały rockandrollowego napędu i metalowego brzmienia. Poziom artystyczny jest w miarę równy, ale kilka nagrań trzeba wyróżnić. Do nich należy najlepszy na krążku "Time To Remember", jako klasyczna rockowa ballada z dynamicznym finałem, oraz numer "Gunslinger" z akustycznym wstępem, przechodzący w hardrockowe zagrywki gitary, i z sekcją rytmiczną niczym walec drogowy. Mamy również dwa melodyjne przeboje przywodzące na myśl formację AC/DC: "Heavy Revolution" i "Crime Against The World", świetne na koncertową zabawę pod sceną. Pozostałe utwory charakteryzują się schematem polegającym na dynamicznej płynnej akcji w postaci zwrotki, refrenu i obowiązkowej krótkiej gitarowej solówki, przy czasie trwania od trzech do pięciu minut.

Płyta "Power Supply" może się spodobać, ale raczej tym słuchaczom, którzy nie znają dobrze lub wcale pierwszych pięciu wydawnictw Budgie. Na tym krążku formacja zaprezentowała swój wariant heavy metalu. Dla potwierdzenia tej tezy można zacytować sformułowanie, jakim wytwórnia RCA anonsowała longplay: "jeden z najmocniejszych heavymetalowych albumów roku". W sierpniu 1980 zespół wystąpił na dwudziestej, trzydniowej edycji "Reading Festival", obok takich drużyn z ówczesnej brytyjskiej sceny rockowej i metalowej, jak między innymi Rory Gallagher, Gillan, UFO, Iron Maden, Whitesnake, Def Leppard, Gary Moore's G-Force i Blizard Of Oz.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Budgie "Power Supply (reedycja)"
Thrashattack
Thrashattack (wyślij pw), 2017-08-22 11:29:32 | odpowiedz | zgłoś
Power Supply to jedna z lepszych pły Budgie i jedna z lepszych płyt rockowo-metalowych ever.
Mimo, ze inna niz ich debiut czy Never Turn czy In For The Kill to równie świetna.
re: Budgie "Power Supply (reedycja)"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2017-08-22 11:42:58 | odpowiedz | zgłoś
Jedna z najlepszych płyt Budgie, a tak po za tym to raczej nie. Ma słabe momenty.
re: Budgie "Power Supply (reedycja)"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2017-08-16 23:40:15 | odpowiedz | zgłoś
To całkiem niezła płytka, szczególnie balladowy 'Time To Remember', taki kawałek w stylu Journey.
re: Budgie "Power Supply (reedycja)"
jarema37 (wyślij pw), 2017-08-16 20:47:49 | odpowiedz | zgłoś
Najwieksza zaleta tej recenzji (autor mam nadzieje mi wybaczy), ze "przykryła" recenzję największej porażki tego roku. A, kto wie, moze i dziesieciolecia. Nie wiem, czy nie pora przejść do kolejnej fazy żałoby- pogodzenia.
A w temacie. Rozważałem przez jakis czas uzupełnienie kolekcji, zeby dopełnić "grzbietowy" obrazek (kto ma wiedziec, ten wie). Ale raczej odpuszczę. Czyli przedmiotu recenzji nie zakupie. W tym przypadku fan wygra z kolekcjonerem.
A no. przypadku majdaingów jest odrotnie. Czyli równowaga w przyrodzie zachowana
(Prosze o wybaczenie, ze bredzę dzisiaj od rzeczy. To wcale nie przez Nostradamusa, ktory leci w tle. Co by ludzie nie mówili - zacna płyta.
Dobra, juz nie pije :P)