Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
82% |
| liczba ocen: |
121 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Chris Cornell "Euphoria Morning"
|
Nazwa zespołu: Chris Cornell
Tytuł płyty: "Euphoria Morning"
| Utwory: |
Can't change me; Flutter girl; Preaching the end of the world; Follow my way; When I'm down; Mission; Wave goodbye; Moonchild; Sweet euphoria; Disappearing one; Pillow of your bones; Steel rain; Can't change me (French version) |
Wydawcy: A&M Records Inc.
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Euphoria Morning to solowy debiut wokalisty rozwiązanej rok temu grupy
Soundgarden Chrisa Cornella. Artysta, nie ukrywając swych beatlesowskich
oraz bluesowych fascynacji, postanowil zwrócic się ku graniu bardziej
melodyjnemu, piosenkowemu i akustycznemu.
Elementem centralnym jest tu niepowtarzalny głos Cornella, wokół którego
zbudowana jest cała reszta. Tak więc ci, którzy spodziewali się nowego
Soundgarden, mogą się srodze zawieść. Ciężkich gitar, do których w
otoczeniu Cornella w ciągu kilkunastu lat działalności zdążyliśmy się
przyzwyczaić (patrz Kim Thayil), jak na lekarstwo. Muzyka tym razem
podczas nagrywania wspierali Alain Johannes - gitara, bass, Natasha
Shneider (Eleven) - klawisze oraz kilku perkusistów między innymi Matt
Cameron (w utworze "Dissapearing one").
Płytę rozpoczyna chyba najbardziej przebojowy (wybrany na singiel
promujący) "Can't change me" z ciekawą acz mało skomplikowaną zagrywką
gitarową. Dalej jest różnie, głównie melancholijnie i nastrojowo. W
większosci utwory mają pokazać nieprzeciętną skalę głosu artysty, który
czasami niemalże wydaje się nim upajać ("Sweet euphoria", "Dissapearing
one"). Najmocniejsze punkty albumu to utrzymany w spokojnym nastroju
"Preaching the end of the world", nieco psychodeliczna ballada "Moonchild"
oraz najbardziej soundgardenowski w klimacie "Pillow of your bones" -
mój zdecydowany numer jeden. A na koniec niespodzianka: "Can't change me"
w wersji francuskiej(!), który przyjąłem z nieco mieszanymi uczuciami,
bo chociaż Chris ma nawet niezły akcent, to w końcu to facet od "Rusty
Cage", "Outshined" czy "Blow up your outside world", a nie Sting... I
tu chyba jest problem, bo tak naprawdę to wszyscy chcielibyśmy usłyszeć
kolejny album Soundgarden na miarę "Badmotorfinger" czy "Superunknown".
Ale jak się nie ma co się lubi...
Soundgarden przeszedł do historii, a Chris Cornell nagrywa i, mimo że
nie jest to jakis olśniewający album, a część z tych kompozycji po kilku
przesłuchaniach może po prostu nużyć, to zapełnia on w pewnym stopniu
tę lukę, która pozostawił rozpad grupy.
I jeszcze jedno... Trochę nie rozumiem, jak tytuł albumu ma korespondować
z jego muzyczną zawartością - w końcu na albumie przeważają kompozycje
melancholijne - jak i z okładką. Słowo "euforia" kojarzy się przeciętnemu
obywatelowi raczej z czymś wesołym, tymczasem na drugiej stronie pudełka
możemy obejrzeć szare i przygnębiające zdjęcie, siedzącego na łóżku
Chrisa, który wygląda tak, jakby w ten euforyczny poranek obudził się
z ostrym kacem i za chwilę chciał co najmniej wyskoczyć przez okno.
autor: Ra
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
gratulacje dla autora
I jeszcze jedno... Trochę nie rozumiem, jak tytuł albumu ma korespondować z "jego muzyczną zawartością - w końcu na albumie przeważają kompozycje melancholijne - jak i z okładką. Słowo "euforia" kojarzy się przeciętnemu obywatelowi raczej z czymś wesołym, tymczasem na drugiej stronie pudełka możemy obejrzeć szare i przygnębiające zdjęcie, siedzącego na łóżku Chrisa, który wygląda tak, jakby w ten euforyczny poranek obudził się z ostrym kacem i za chwilę chciał co najmniej wyskoczyć przez okno."
Ciekawe czy autor recenzji słyszał o czymś takim jak sarkazm ;]
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|