zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku wtorek, 24 stycznia 2017

recenzja: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"

12.02.2016  autor: Megakruk
okładka płyty
Nazwa zespołu: Cradle Of Filth
Tytuł płyty: "Hammer Of The Witches"
Utwory: Walpurgis Eve; Yours Immortally...; Enshrined In Crematoria; Deflowering The Maidenhead, Displeasuring The Goddess; Blackest Magick In Practice; The Monstrous Sabbat (Summoning The Coven); Hammer Of The Witches; Right Wing Of The Garden Triptych; The Vampyre At My Side; Onward Christian Soldiers; Blooding The Hounds Of Hell
Wykonawcy: Dani Filth - wokal; Martin Skaroupka - instrumenty perkusyjne, instrumenty klawiszowe; Daniel Firth - gitara basowa; Lindsay Schoolcraft - wokal; Richard Shaw - gitara; Marek Smerda - gitara
Wydawcy: Nuclear Blast Records
Rok wydania: 2015
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9

Na wstępie wypada uspokoić. "Hammer Of The Witches", mimo tytułu, to nie tribute album w hołdzie "Malleus Maleficarum" Pestilence z 1988 r. Ok, uspokojeni? To jedziemy dalej. Najnowsza propozycja Wampirów, kiedyś z Suffolk, a dziś już z Suffolk, Kanady, Szkocji i Czech, koniec końców wypada jednak jak tribute album, ale traktujący o własnych sławetnych dokonaniach z okolic trzech pierwszych płyt i jednego mini, z naciskiem na kanoniczną, dla mnie najlepszą w dyskografii "Dusk And Her Embrace".

Zanim ktoś otworzy japę pytając "po co?", przypomnę, że nawet jak ktoś się do dzisiaj wstydzi, wypiera i zarzeka, że Cradle Of Filth nigdy nie słuchał, nie lubił, a dorastał w latach 90, to albo kłamie, albo jest po lobotomii lub po prostu nie dorastał w latach 90, tylko sfałszował papiery, żeby nie wyrzucili go z monopolowego. Na poparcie swoich argumentów posiadam w skrzyneczce, gdzieś w piwnicy, stosy zinów od totalnych kserówek, po "Mystic" i "Thrash 'Em All", gdzie "Principle Of Evil Made Flesh", "Dusk..." i "Vampire" wynoszone są pod niebiosa. Tak po prawdzie było, i ja osobiście słabości do tamtych czasów i nagrań nigdy nie ukrywałem, nawet w erze po odejściu mojego ukochanego drummera Nicka Barkera, trwającej już 17 lat, naznaczonej kilkoma wzlotami ekipy Danniego ("Midian", "Darkly Darkly Venus Aversa") i wieloma upadkami (jak dla mnie cała reszta dyskografii).

Po tylu latach od utraty legendarnego statusu, nawet nie przypuszczam, żeby ktoś wziął to, co napisałem powyżej serio, lub w ogóle się nową płytą Kredek zainteresował, no dobra, może ci (te?), którzy nie mogą spać z powodu sześcioletniego już milczenia polsko - norweskiej konkurencji Cradle, czyli Dimmu Borgir. Niemniej jednak z uwagi na bardzo wysoką jakość i wielce udany powrót klimatyczny do korzeni, niedocenienie "Hammer Of The Witches" byłoby grzechem ciężkim. Naprawdę jest czego słuchać.

Już sekundę po wybrzmieniu "skrzypkowego" intro, rusza pochód riffów, blastów i maidenowych melodii "Yours Immortally", który kazał mi od razu sprawdzić, czy aby na pewno omyłkowo nie wrzuciłem do odtwarzacza "Dusk And Her Embrace". Cholera, nawet Martinowi Skaroupce udało się zbliżyć do gęstości legendarnych bić Wuja Festera. Dałem sobie jednak na wstrzymanie, bo jak wiadomo, pierwsza jaskółka Tego Prawdziwego Cradle nie czyni, ale ku mojemu zaskoczeniu w następnych kawałkach ekipa Filtha nie zwalnia ani na minutę i ssie juchę w najlepsze. Czy to w rozpędzonym "Enshrined In Crematoria", czy w nieprzyzwoicie melodyjnym, ale za to uzbrojonym w urywający dupsko refren "Deflowering The Maidenhead, Displeasuring The Goddess", czy w końcu w ultraprzebojowym, ale i motorycznym "Blackest Magic In Practice" - wybrzmiewają echa sławy i polotu, jakimi 20 lat temu czarowało Cradle Of Filth.

Co znamienne, tym razem to nie tylko ściema pod tytułem "mamy pomysł na trzy pierwsze piosenki, a resztę to się dotłucze na odpierdol". CD kręci się w odtwarzaczu, czas mija, a wampiryczne przedstawienie na wysokim poziomie wciąż trwa, by osiągnąć swoje apogeum na wysokości rozpoczynającego się dźwiękami akustycznej gitary, przepięknie dramatycznego "The Vampyre At My Side" czy zajebistego, epickiego, przypominającego historyczne "Haunted Shores" - "Onward Christian Soldiers", już zupełnie podporządkowanego, w wolnych fragmentach, melodyce starego Iron Maiden.

W ten sposób mogę ponownie na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy stwierdzić: "tak jest, kapela, na której większość położyła już lachę, nagrała płytę specjalnie dla mnie, dostałam to, co zawsze zamawiałem i jestem szczęśliwy". Produkcja, aranżacje, wykonanie prowadzą mnie na łono osobistego, metalowego albumu rodzinnego, gdzie na zdjęciach rozpoznaję starego, dobrego, małego Daniego, zwalistego Festera, Giana Pyresa czy Robina Gravesa. Przypomina mi się też jedna wypowiedź Petera z Vader, który zachodził w głowę, kto im te płyty nagrywa, bo jakoś dziwnie trzymają gitary na scenie, z drugiej strony wywiad z któregoś starego "Metal Hammera", gdzie Filth u szczytu sławy żartuje, że Emperor też wydał płytę ze słowem "Dusk" w tytule. Wspominam też czasy konkurencji z Dimmu Borgir, gdzie na łamach "Mystic" Shagrath płacze, że Dani nigdy nie dawał szans jego zespołowi, bo mają za słabego perkusistę, a teraz Barker gra u nich i mogą mu skoczyć. Oto skutki słuchania retrospektywnej "Hammer Of The Witches" - wracają wspomnienia, wraca chęć odgrzebania stareńkich wydawnictw kapeli i słuchania ich wespół z nowym materiałem.

Nawet oprawa graficzna nowej płyty - kolorystyką, pogryzionymi cyckami, kozłami i atmosferą krwawych bachanalii - nawiązuje wprost do tamtej epoki. Co ciekawe, wszystko to dostajemy po kolejnych roszadach personalnych w zespole. Obecnie w Cradle jedynym członkiem oryginalnego składu pozostaje Dani, a najdłużej figurującym na liście obecności, prócz niego, jest Martin Skaroupka. Jak w przypadku Megadeth, personalne wietrzenie szatni o dziwo wyszło zespołowi na dobre. Gitarzyści Richard Shaw i Marek Smerda wnieśli do kapeli masę ożywczego czadu i solówkowej wirtuozerii. Gwiazdą pierwszej jasności okazała się też Lindsay Schoolcraft, która wokalnie przypomina Sarah Jezebel Deve.

Jak napisałem, nie przypuszczam, żeby kogoś nowa płyta Cradle Of Filth specjalnie obeszła. Są ważniejsze sprawy na świecie. Wybuch III Wojny Światowej, spadek cen ropy, reaktywacja Guns N' Roses. Rozumiem to. Nie warto jednak dawać się ignorancji i odpuszczać "Hammer Of Gods", bo ileś tam razy im nie wyszło. Kredkom udała się sztuka z dawnych lat i nagrali klawy album, bez dłużyzn, nudów i mielizn, śmiało dokopujący się do przeszłości. Jeżeli ktoś rzeczywiście nie kumał tamtych nagrań, nie skuma i tego, jeżeli ktoś miłował (choć się tego wstydził), a teraz ma już trójkę dzieci, grubą teściową na karku i powoli srebrzące się siwizną skronie, po odsłuchu z pewnością odmłodnieje i przypomni sobie, jak to było fajnie w "tamtych" czasach, kiedy co płyta z Century Media, Roadrunnera lub Music For Nations, to od razu klasyk.

Komentarze
Dodaj komentarz »
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
theweliee
theweliee (wyślij pw), 2016-04-28 14:15:31 | odpowiedz | zgłoś
Zgadzam się z autorem recenzji niemal w każdym punkci, bo abstrahując od niepochlebnych opinii na temat muzki COF i całej tej hecy z `kindermetalem`, komercją, sprzedawaniem własnej dupy itd., idę o zakład że każdy kto tak jak ja mając lat 16 jarał się `Dusk...` do nieprzytomności, podpiszę się pod tym tekstem obiema rękami:)
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
adikson (gość, IP: 83.15.86.*), 2016-04-12 13:16:31 | odpowiedz | zgłoś
Płytka taka sobie. Biorąc pod uwagę nędzne koncerty kredkowców, to płyty powinny zwalać z nóg ale tak się nie dzieje już od kilku dobrych lat.
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
donia1965
donia1965 (wyślij pw), 2016-02-19 13:16:37 | odpowiedz | zgłoś
kruku,ty taki gość słuchasz takiej kupy.
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2016-02-19 19:53:47 | odpowiedz | zgłoś
Megakruk zmienił już słownictwo, to pewnie zmienił zespoły, których słucha :) A swoją drogą, akurat tą płytę można posłuchać.
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
Megakruk
Megakruk (wyślij pw), 2016-02-20 13:09:53 | odpowiedz | zgłoś
jak w recce - jestem wielkim fanem płyt Principle Of Evil, epki Vampire i Dusk And Her Embrace - które do dziś uważam za bardzo ważne, a w ich wykonaniu najlepsze. Kocham styl gry Nicka Barkera - ja w ogóle go kocham, na tyle, że po jego odejściu straciłem żywe zainteresowanie Cradle Of Filth, a polubiłem Daeth Cult Armageddon Burgerów - moim zdaniem, dzięki Barkerowi - ich najepszej płyty na spółę z Puritanical Euphoric.....
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
MetalZero
MetalZero (wyślij pw), 2016-06-16 11:09:15 | odpowiedz | zgłoś
Amen!
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
pik (gość, IP: 83.6.60.*), 2016-02-17 19:38:26 | odpowiedz | zgłoś
\m/
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
Wolrad
Wolrad (wyślij pw), 2016-02-17 08:59:57 | odpowiedz | zgłoś
Zabrzmi to dziwnie dla Megakruka, ale wcześniej nie znałem ich muzyki, bo ich styl mnie odstraszał. Zachęcony recenzją przesłuchałem... i wydaje się przystępna.
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
Andi69 (gość, IP: 188.146.134.*), 2016-02-13 16:01:51 | odpowiedz | zgłoś
zespół dla dzieci jak cały ten nowoczesny black metal ale cradle to wyjątkowa dziecinia. prawdziwy black był kiedyś (venom, sarcofago, celtic frost, bathory) choć nie funkcjonował wtedy termin black tak jak za czasów helloween running wild, grave digger nie funkcjonował termin power. w latach 80-ych słuchając sarcofago słuchałem thrashu/deathu, słuchając helloween słuchałem heavy metalu. po latach okazało się że słuchałem black oi power metalu. teraz na uszach mam terrorizer-world downfall i gdzie cradle of filth do takiej muzy
re: Cradle Of Filth "Hammer Of The Witches"
harabS (gość, IP: 109.243.97.*), 2016-02-16 16:49:41 | odpowiedz | zgłoś
serio? a ogólnie black metal to co jak nie dziecinada? bandy fredzli pomalowanych w pandy zabawnie skrzeczacych- oto caly black metal, szczegolnie skandynawski. ja lubie cof, bo po prostu jest klimatyczny i sluchanie tego to fun sam w sobie. jak w ogole taki rodzaj muzyki mozna brac na powaznie?
« Nowsze
1