Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
83% |
| liczba ocen: |
128 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
Nazwa zespołu: Dio
Tytuł płyty: "Magica"
| Utwory: |
Discovery; Magica Theme; Lord Of The Last Day; Fever Dreams; Turn To Stone; Feed My Head; Eriel; Challis; As Long As It's Not About Love; Losing My Insanity; Otherworld; Magica Reprise; Lord Of The Last Day - Reprise; Magica Story |
Wydawcy: Spitfire Records
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Koncept-albumem "Magica" zespół Dio wraca do starych i sprawdzonych
korzeni heavy metalu. Ponieważ Ronnie był niezadowolony ze swoich
ostatnich płyt, postanowił zmienić skład swojej grupy. Powrócili Craig
Goldy (zastąpił pod koniec lat 80-tych Viviana Campbella), Jimmy Bain i
Simon Wright. Razem nagrali bardzo nierówny album, który niczego nowego
do gatunku nie wnosi i równie dobrze mógł zostać nagrany 20 lat temu.
Przede wszystkim brakuje szybkich, czadowych utworów (w stylu "Rainbow In
The Dark" czy "Stand Up and Shout"), ciekawych riffów oraz solówek. W
większości "kawałków" występuje coś, co można określić "pseudosolówkami",
a ciekawe riffy można znaleźć w zaledwie pięciu utworach. Potwierdza się,
że Craig Goldy nie jest gitarzystą wybitnym, a tylko ponadprzeciętnym
rzemieślnikiem. Pochwały jednak mu się należą, bowiem trzeba przyznać,
że klawisze (gra na nich z Ronniem) brzmią na tej płycie fenomenalnie,
stanowią doskonale tło dla gitary i zapełniają pustą przestrzeń pomiędzy
kolejnymi utworami.
"Magica" zaczyna się od świetnego mrocznego efektu klawiszy, po czym
następują... wypowiedzi przybyszów z kosmosu wygłaszane w języku
angielskim (pojawiają się jeszcze na kilka razy). Może to dziwić,
ale myślę, że fani Dio są już przyzwyczajeni do takich "dziwactw"
(wystarczy wspomnieć piosenki "Breathless" czy "Holy Diver"). Po tym
następuje kolejne zaskoczenie - nagłe przejście w bardzo ciekawe intro
z fajnym motywem gitarowym i doskonale brzmiącymi klawiszami w tle. Po
nim w końcu słyszymy pierwszy utwór - bardzo ciekawy riff i niesamowity
głos Ronniego. Już po tej piosence można stwierdzić, że wokalista jest w
szczytowej formie, trudno uwierzyć, że ten pan ma grubo ponad 50 lat. Po
zakończeniu utworu słyszymy... chór kościelny, przerwany gongiem i ostrym
wejściem gitary. Muszę przyznać, że to naprawdę robi wrażenie, na dodatek
solówka pokazuje, że Craig Goldy jednak na gitarze grać potrafi. Po tych
dwóch piosenkach i intrze można tylko żałować, że Ronnie samodzielnie
napisał tylko trzy "kawałki", reszta (z małymi wyjątkami) nie jest już
taka dobra. Udowadnia to następny utwór z riffem bardzo podobnym do
"Lord Of The Last Day", w której jedynym godnym zauważenia elementem
jest dosyć szybka solówka. "Feed My Head" to prawdziwy wokalny popis,
zwłaszcza w momencie zwolnienia tempa. Z kolei "Eriel" ma naprawdę
fenomenalny początek, klawisze przerywane ostrymi wejściami gitar
i perkusji, brzmią jak orkiestra, czy soundtrack do jakiegoś filmu
akcji. Niestety wstęp przechodzi w nieciekawy riff, można się tu
trochę nudzić. Powód? Wszystkie dotychczasowe piosenki utrzymane były
w tym samym wolny tempie, a to rzeczywiście może denerwować. Następny
"Challis" jest na pewno szybszy i posiada ciekawy riff, ale już utwór
"As Long As It's Not About Love", to smętna i nudna ballada, w której
intryguje tylko śpiew. Na szczęście pod numerem 10 ukrywa się najlepsza i
najciekawsza kompozycja albumu. Zaczyna się od przypominającego melodie
ludowe wstępu na gitarze akustycznej z klawiszami w tle, po czym włącza
się gitara elektryczna. W końcu mamy fajny riff, dobrą solówkę i przede
wszystkim prędkość. Piosenka jest po prostu rewelacyjna, gdyby wydano
ją na singlu z pewnością stałaby się wielkim hitem. Szkoda, że zespół
nie napisał więcej takich utworów. Niestety kolejny "kawałek" to powrót
do wolnego tempa i nudnego grania.
Potem mamy intro wzbogacone o wokal (naprawdę pięknie zaśpiewane)
i nie wiadomo dlaczego fragment "Lord Of The Last Day". Na sam koniec
następuje długa historia fantasy o książce "Magica" i nieśmiertelnym
temacie walki Dobra ze Złem, czytana przez Ronniego. Po jej wysłuchaniu
wiemy już, po co na płycie umieszczono głosy obcych i co oznaczają tytuły
poszczególnych utworów.
Podsumowując, "Magica" jest albumem przeciętnym, a jej głównymi
atutami są wspaniały wokal Ronniego i doskonale brzmiące instrumenty
klawiszowe. Warto ją kupić, chociażby dla utworów "Losing My Inasinity"
i "Lord Of The Last Day". Poza tym mam jeszcze jedną uwagę, dotyczącą
"książeczki". Myślę, że jednostronicowy suchy spis twórców, brak
jakichkolwiek zdjęć i tekstów piosenek to w dzisiejszych czasach kpina
z fanów!
autor: Elwood
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Magica
Noxbi (gość, IP: 83.24.123.*), 2008-10-10 18:51:26
| odpowiedz | zgłoś
Hmm... Z wielu wywiadów z Dio, które czytałem wywnioskować można, że to nie on był niezadowolony ze Strange Highways i Angry Machines, a wytwórnia płytowa. Postanowił wrócić do starego stylu, ponieważ Tracy G sam odszedł... A przecież nikt nie zastąpi tak świetnego gitarzysty jak on.
Osobiście uważam, że to świetna płyta. Wspaniałe melodie i porywający klimat (w który niestety trzeba się wczuć, poczuć tę "magię"), Magikę mogę słuchać bez końca.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|