Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
90% |
| liczba ocen: |
88 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Edge Of Sanity "Infernal"
|
Nazwa zespołu: Edge Of Sanity
Tytuł płyty: "Infernal"
| Utwory: |
Hell Is Where The Heart Is; Helter Skelter; 15:36; The Bleakness Of It All; Damned (By The Damned); Forever Together Forever; Losing Myself; Hollow; Inferno; Burn The Sun; The Last Song |
Wydawcy: Black Mark Production
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Wstąpiłem do sklepu muzycznego, by kupić bratu taśmę jakiegoś grindu
na jego birthsday i z leksza oniemiałem, wpatrując się w półkę
z kompaktami. W efekcie końcowym, przy gorącym aplauzie małżonki,
opuściłem ten przybytek uzbrojony w dwa CD - Cemetary dla brachola
i Edge Of Sanity "Infernal". Prawda, byłem w lekkim szoku, bo oba
CD za cenę 25 zł każdy, no i w końcu moje ukochane Edge Of Sanity!
Wracamy do domu i w końcu następuje ta chwila... PLAY!
Pierwszy utwór "Hell Is Where The Heart Is" to wszystko, co najlepsze
w EOS - odpowiedni ciężki growling plus ciężkie brzmienie muzyki.
A ta melodyka! Od razu przypomina się (troszkę) "Crimson". W końcówce
utworu wchodzi wers śpiewany "normalnym" głosem Dana Swano. Następny
utwór zaskakuje blackową manierą śpiewania i jest
szybki-wolny-ciężki-melodyjny. Tu wokalem popisuje się Andreas
Axelson. Trochę dziwna muza, niezbyt kojarzy się z wcześniejszymi
albumami. "15:36" - trzeci utwór zaczyna się ciekawą gitarą (groovy?)
i "normalnym" głosem Swano, by przejść w jego charakterystyczny
growling, brzmienie, szczególnie w końcówce cholernie zwalnia.
Miodzio. Czwarty utwór, "The Bleakness Of It All" - znów wrzaskliwy
wokal Axelsona, a utwór kojarzy mi się trochę z którymś fragmentem
"Crimson" - bardzo fajne (choć w blackowej konwencji) dialogi
Axelsona z Axelsonem. Dalej, w kolejnych utworach udziela się już
tylko Swano. "Damned (By The Damned)" oraz "Forever Together Forever"
- bardzo specyficzny klimat, znany z poprzednich produkcji grupy,
wokal - ciężki growling i fantastyczne brzmienie (wydaje mi się,
że właśnie przez to brzmienie tak ukochałem tę muzykę). "Losing
Myself" - utwór, tzw. "dla żon" (tu pozdrowienia dla Matthew "The
Gravedigger" z żoną :-))), świetna muzyka i "normalny" wokal Dana
Swano. Muszę stwierdzić, że facet ma coś w tym swoim śpiewaniu,
gdyż dostaję tzw. dreszczy na całym ciele. Boskie! "Hollow" -
przywraca nas do deathowej rzeczywistości i to dość potężnym uderzeniem.
"Inferno" - równe napierdalanie i trzymanie dość skocznego tępa,
i szybki growling. Żona stwierdziła, że muzyka fajna, tylko, że
dobrze by było, gdyby nie śpiewał. No i o to chodzi :-)). "Burn The
Sun" - coś jakby dodatkowy rozdział do opowieści "Crimson" -
szczególnie muzycznie. Ostatni utwór i niestety też ostatni z Danem
Swano w Edge Of Sanity - "The Last Song" - bardzo wymowny tytuł.
Kolejny utwór "dla żon" - tu odrobina wytchnienia - pojawia się
fortepian i szmyczki w tle. Bardzo ckliwe, szczególnie z cichym,
głębokim głosem (romantycznym?). W końcówce utworu trochę mocniejsze
dźwięki, a na zakończenie klimaty podobne do ostatniej części
"Crimson".
Trudno mi ocenić ten album - jest tak zróżnicowany, że stanowi
swojego rodzaju epilog działalności zespołu. Szkoda tylko, że
ostatni ze Swano. Jakoś nie mam przekonania do nowego albumu
"Cryptic" (no i w ogóle go jeszcze nie słyszałem), tym bardziej,
że właśnie wokal Swano, poza brzmieniem, był tym czymś co nadawało
muzyce zespołu swoistego uroku.
autor: ezraa
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|