Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
95% |
| liczba ocen: |
64 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Explorer's Club "Age of Impact"
|
Nazwa zespołu: Explorer's Club
Tytuł płyty: "Age of Impact"
| Utwory: |
Impact 1 - Fate Speaks; Impact 2 - Fading Fast; Impact 3 - No Returning; Impact 4 - Time Enough; Impact 5 - Last Call |
Wydawcy: Magna Carta Records
Rok wydania: 1998
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Tym razem będzie mniej o poszczególnych utworach, niż w przypadku
recenzji Liquid Tension Experiment (mam nadzieję, że ktoś to czytał).
Muzyki zawartej na krążku "zespołu" Explorer's Club nie da się opisać
nutka po nutce. Dzieje się tak z bardzo prostego względu: to
koncept album, treściowo bardzo spójny, muzycznie rozbudowany do
bólu i w zasadzie nie do rozłożenia na czynniki pierwsze
schematem typu: zwrotka, solówka, refren, dwie solówki, zwrotka
itd.
"Age Of Impact" to kolejna płyta (po kilku innych tego typu projektach)
stworzona przez ludzi, którzy ponad komercyjne sukcesy
przedkładają żywą muzykę, niekonwencjonalną, bezkompromisową
i niesłychanie żywiołową. Wystarczy spojrzeć na skład: aż
roi się tam od znanych osobistości progresywnego rocka/metalu.
Taki, a nie inny skład, to wspaniała mieszanka wybuchowa, będąca
w stanie stworzyć tylko i wyłącznie przekrojowe muzyczne
arcydzieło. I taka jest właśnie ta płyta - pełna uczuć, czasem
melancholijna, czasem bardzo ostra - metalowa w dosłownym tego
słowa znaczeniu. Począwszy od delikatnych akordów
rozpoczynającego płytę Steve'a Howe'a, znanego z jednej
z prekursorów Art Rocka grupy Yes, kończąc na szaleńczej grze
genialnego perkusisty Terry'ego Bozzio'a (tekst "Bozzio goes
wild" z książeczki do płyty mówi sam za siebie) znanego
z odjechanych płyt solowych z udziałem TYLKO instrumentów
perkusyjnych i pochodnych. Płyta "Age of Impact" oferuje jeszcze
wiele innych atrakcji. Te atrakcje to wspaniałe solówki gitarowe
Johna Petrucciego (Dream Theater) i Jamesa Murphy'ego (tak, tak
szanowni panowie DEATHOWCY - to ten Murphy, znany Wam z Death,
Obituary czy Testamentu), klawiszowe majstersztyki Trenta
Gardnera (Magellan), Dereka Sheriniana (ex-Dream Theater
- zaliczył tylko jedno solo na płycie, ale takie, że spadają buty
- kto zna Jego dokonania z DT wie, o co chodzi) czy Matta Guillory
(Dali's Dilemma). Na prowadzącym basie udziela się jeden
z najlepszych basistów w światku metalowym - Billy Sheehan, znany
z gry w komercyjnym Mr. Bigu. Tutaj jednak pokazuje swoją klasę
- Jego bas brzmi rewelacyjnie. Na koniec opowieści personalnych
zostawiłem wokalistów, których jest kilku: począwszy od Breta
Douglasa (Cairo), przez Jamesa LaBrie (DT), Matta Bradleya
(Dali's Dilemma) i Trenta Gardnera (Magellan), do genialnego
D.C. Coopera (ex-Royal Hunt) - mozna rzec: sama śmietanka prog
metalu.
Ponieważ muzyka trudna jest do opisania w kilku,
a nawet kilkunastu słowach, ograniczę się do technikaliów.
A oznacza to dokładnie fakt, iż wszystkie numery są strasznie
długie, co jest dość charakterystyczne dla muzyki progresywnej
- najdłuższy kawałek trwa aż 16 minut, a najkrótszy ponad 8 minut.
Nasuwa mi się w związku z tym pewien wniosek. Mianowicie żeby
tworzyć tak rozbudowane utwory, trzeba mieć wiele do powiedzenia
i przekazania słuchaczowi. Często zdarza się, że taki sposób
komponowania spotyka się z krytyką, uważa się bowiem, iż jest to
tworzenie na siłę, byle tylko kawałki były dłuższe. Płyta "Age of
Impact" obala tę teorię doszczętnie, gdyż czuje się tu wielki
polot, z jakim muzycy tworzyli i odegrali materiał. Nie ma na
momentu, gdzie słuchacz mógłby się nudzić, cały czas coś
się dzieję, nawet w tych bardziej refleksyjnych momentach.
Podsumowując cały wywód, jednoznacznie trzeba stwierdzić, iż bardzo
mało jest jeszcze tego typu eksperymentów na scenie,
wykraczających poza ogólnie przyjęte ramy muzyczne, każda
taka płyta jest witana przez fanów szczególnie entuzjastycznie.
Magna Carta Records - wytwórnia specjalizująca się w muzyce
progresywnej ma wielkiego nosa - wydaje płyty znakomite, nie
bojąc się, że trafiają one do wąskiego grona słuchaczy. Ale nie
musi się bać, gdyż nazwiska figurujące na "liście płac" tworzą
muzykę przez duże M - mogą sobie pozwolić na przekazanie tego, co
czują naprawdę, bez silenia się na oryginalność. I taka jest ta
płyta. Autentyczna aż do bólu. Polecam.
autor: Michał Rosiński
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|