Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
94% |
| liczba ocen: |
256 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Faith No More "Album Of The Year"
|
Nazwa zespołu: Faith No More
Tytuł płyty: "Album Of The Year"
| Utwory: |
Collision; Stripsearch; Last Cup Of Sorrow; Naked In Front Of The Computer; Helpless; Mouth To Mouth; Ashes To Ashes; She Loves Me Not; Got That Feeling; Paths Of Glory; Home Sick Home; Pristina |
| Wykonawcy: |
Mike Patton - wokal; Jon Hudson - gitara; Billy Gould - gitara basowa, gitara; Roddy Bottum - instrumenty klawiszowe; Mike Bordin - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Polygram Music / Slash Records
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Prawdę mówiąc, nie wierzyłem, że Faith No More nagrają jeszcze coś,
co będzie godne mojej uwagi. Po genialnej płycie "Angel Dust", zaczęły
docierać do mnie niepokojące wieści, które niestety się sprawdziły. Odszedł
z zespołu Jim Martin, który jest jednym z moich ulubionych gitarzystów. I
tak się zdenerwowałem, że następna płyta "King For A Day, Fool For A Lifetime"
przeszła koło mnie prawie nie zauważona. Aż tu pewnego pięknego słucham sobie
radia i czuję na plecach ciary. Zawsze tak u mnie jest, że jak muzyka mnie
rusza, to mam dreszcze. :) Okazało się, że to jest Faith No More z nowej płyty.
No ładnie, myślę sobie, chyba nadszedł czas, żeby się wreszcie z nimi
przeprosić.
Już po pierwszym przesłuchaniu nie miałem wątpliwości - to na pewno
jest płyta Faith No More. Nie można się nudzić, ponieważ, jak to bywało na
poprzednich, chłopcy się nie powtarzają. Są momenty, które dają niezłego
kopa, ale są i takie, przy których można odpocząć, a nawet pomarzyć. No ale
prawie po kolei...
"Collision" - typowe dla Faith No More stopniowanie nastroju; subtelny
wstęp z mięciutkim głosem Pattona, który przechodzi w agresywny refren z
potężnymi klawiszami. Tak połączyć delikatne granie z szaleństwem w refrenach
potrafi chyba jeszcze tylko Henry Rollins.
"Stripsearch" - zaczyna się dźwiękami rodem z muzyki techno, ale potem
już jest normalnie :) - śliczna, wolniutka i melodyjna piosenka i dopiero na
samym końcu robi się nieco mocniej i bardziej tajemniczo z interesującymi
dźwiękami, płynącymi spod palców klawiszowca.
"Last Cup Of Sorrow", to jeden z moich ulubionych utworów tej płyty.
Glos Pattona można tu usłyszeć w kilku barwach, raz jakby z megafonu, innym
razem jeszcze inaczej przetworzony. Swoją drogą, nie znam w tej chwili człowieka,
który przewyższałby wokalistę Faith No More. Tak jak powiedział jeden z moich
kumpli: "jeżeli można śpiewać jeszcze lepiej to to jest koniec świata". :)
W "Naked In Front Of Computer" zaczyna się istne szaleństwo.
Rwane riffy gitary i punkowo-hardcore'owa stopa-werbel przywodzi na myśl
dokonania Helmet. Co Patton wyczynia z głosem, to już jest następna para
kaloszy... W podobnym klimacie utrzymane są "Mouth To Mouth" z jakby wschodnimi motywami na klawiszach i "Got That Feeling" z kolejnym popisem
wokalnym Mike'a.
W "Helpless" odpoczywamy, w tle śliczna akustyczna gitara i
pierwszorzędne chórki. Troche elektrycznie robi się dopiero pod sam koniec,
ale czuć, że to wzmocnienie jest konieczne. Naprawdę Faith No More nie pozwalają
się nudzić. Dla samego pogwizdywania Michała i jakichś nieartykułowanych
krzyków na sam koniec warto posłuchać. :)
"Ashes To Ashes" to ten numer, który spowodował, że kupiłem "Album Of
The Year". Mogę go określić jednym słowem: ARCYDZIEŁO. Jest tu wszystko. Sila,
agresja, ale i wspaniale uspokojenie, a wszystko zatopione w tak ukochanej
przeze mnie melodii.
"She Loves Me Not" przypomina "Edge Of The World" z "The Real Thing".
Podobnie jak tamten utwór, bliższy jest stylistyce popowej. No, ale znając
"Easy" - utwór Lionela Ritchie, który tak wdzięcznie zagrało kiedyś Faith No
More - nie ma sie co dziwić. Widać chłopaki to lubią. :).
"Paths Of Glory" według mnie równie dobrze mogłoby sie znaleźć na
"Angel Dust". Jest tu to, co najbardziej lubię w muzyce Faith No More -
przytłaczające i przestrzenne klawisze i powolne sączenie ciężkich riffów.
Można sie troche bać... Genialne... Jakby kontynuacją tego utworu jest
"Home Sick Home" z potężnymi zaśpiewami w refrenach. Swoją drogą muszę
policzyć ile wokali musiał Patton nagrać do tego numeru, a zapewniam,
ze sporo. :)
I tak wspólnymi silami dobrnęliśmy do "Pristiny", który jest
najbardziej zakręconym utworem na "Album Of The Year". Ucztą dla ucha jest
poznanie kolejnych barw głosu wokalisty, który urasta w moich oczach
(uszach?) do rangi czarodzieja.
Jestem przekonany, że większość recenzentów tej płyty będzie się
zastanawiała, czy zasłużyła ona na swój tytuł. Ja się zastanawiać nie muszę.
Żadna płyta nie będzie lepsza od "Album Of The Year" w 1997 roku, jestem
tego pewien.
P.S. Jedynym minusem wydawnictwa jest brak tekstów we wkładce, ale
przecież najważniejsza jest muzyka i dlatego postanowiłem nie zabierać
punktów z tego powodu.
autor: RaMoNe
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Faith No More
winterrrrr (gość, IP: 83.31.75.*), 2010-11-10 12:31:49
| odpowiedz | zgłoś
świetny album, ale nie tak genialny jak Angel Dust.. hmm sie zdziwiłem że nie ma tu ani jednej recki AD.. myślalem że są co najmniej trzy ;) może i dobrze i tak żadne słowa nie opiszą tej muzy na tymże krążku :) jak dla mnie to zdecydowanie jeden z najlepszych albumów w historii rocka, nigdy nie mam go dosyć, za każdym razem sie tego świetnie słucha a Mr. Patton to juz w ogóle- jego wokale to po prostu rewelacja!!! każdy fan dobrego rocka/metalu powinien znać, (mieć?) tą płytę, tyle w temacie.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|