Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
85% |
| liczba ocen: |
128 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Fear Factory "Soul of a New Machine"
|
Nazwa zespołu: Fear Factory
Tytuł płyty: "Soul of a New Machine"
| Utwory: |
Martyr; Leechmaster; Scapegoat; Crisis; Crash test; Flesh hold; Lifeblind; Scumgrief; Natividad; Big God/Raped Souls; Arise Above Oppression; Self Immolation; Suffer Age; W.O.E.; Desecrate; Escape Confusion; Manipulation |
Wydawcy: Metal Mind Productions / Roadrunner Records
Rok wydania: 1993
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Fear Factory to zespół znany. Popularność na skalę światową zyskał
dzięki albumowi "Demanufacture". Był to drugi album zespołu. Mało
osób zna natomiast ich debiut, album za który pokochali ich fani
brutalniejszej muzy. Muzy, która jest w dodatku oryginalna ponad
wszystko! Ja sam niedawno kupiłem sobie "Soul..." i teraz się nim
podniecam. Stwierdziłem, że jest to album tak dobry, że trzeba się
wrażeniami z kimś podzielić...
Zaczyna się fajnie, ale... przez pięć sekund. Potem mamy jakieś disco
moolskie pizd pizd i gadkę Burtona. Na szczęście drugiego takiego
fragmentu na albumie nie znalazłem. Wejście "właściwej" muzyki powoduje
pojawienie się wyrazu zdziwienia na mojej twarzy i pytanie: to jest
Fear Factory? Trochę brutalniejsze! Uwagę zwracają przede wszystkim
czyste wokale. Nie są to jednak wokale, jakie znajdziecie na ostatnich
płytach Therion, o nie! Są chore, psychodeliczne i nieokiełznane, mimo
tego wciąż jeszcze czyste. Oczywiście wszyscy, którzy znają Fear
Factory wiedzą, że oni zawsze korzystali z usług automatu perkusyjnego.
Tutaj też go nie brakuje. Muzycznie trochę Morbid Angel, trochę
Suffocation z "Breeding the Spawn", trójeczka Monstrosity też siedzi
w tych klimatach. Ale do tego wszystkiego dodana jest potężna doza
oryginalności! Śpiew, o którym już pisałem, kontrastuje z potężnymi,
potężnie nastrojonymi przez potężnego gościa gitarami :) Muzyka
wytwarza taką atmosferę, jakiej nigdy nie doznaliście oglądając, czy
słuchając czegokolwiek. Tego się nie da skopiować! Oczywiście każdy
utwór jest inny na swój sposób. W jednym jest więcej growli, w drugim
mniej. Tutaj cudna siekierezada, tam nie katują aż tak automatu (jeśli
automat da się skatować). Przejdźmy jednak do opisu poszczególnych
utworów...
O "Martyr" już było, następny jest "Leechmaster". Utwór
zaczyna się jak jakieś Monstrosity albo Suffocation, jednak takie wrażenie
opuszcza nas, kiedy z głośników zaczyna rozbrzmiewać refren.
Melodyjny wokal, można nawet pokusić się o stwierdzenie, że
industrialny (industrialny wokal - tego jeszcze nie było). W
"Scapegoat" mamy zajebisty melodyjny refren. W "Crisis" jest chwila
na posłuchanie urywków z filmu, który się zaciął po "motherfucker"
i słuchamy go kilka razy :) W tym utworze uwagę należy zwrócić na
pesymistyczny klimat, jaki stwarza refren. W "Crushtest" mamy
kolejne intro, nawet można powiedzieć: kolejne zajebiste intro! A
dalej grają równie zajebiście! Najlepszy utwór z płyty! Kojarzy mi
się z Morbid Angel z "Domination" i Cannibal Corpse z "Gallery of
Suicide". Naprawdę świetny utwór. Potem krótka przerwa i kolejne
intro - "Natividad" zaczyna walić po moich bębenkach. Coś spada na
ziemię i fajnie przy tym dudni. W "Big God/Raped Souls" mamy
doskonały efekt zmieszania czystych wokali z growlem. Potem
najbrutalniejszy fragment tego albumu daje się we znaki sąsiadom,
"Arise Above Oppression" faktycznie wprawiło mnie w nie lada
opresję. Potem numer strasznie dziwny. Tu już nie ma czystych wokali,
nastrój płyty stopniowo przechodzi w znany z końcówek filmów
sensacyjnych. Coraz bardziej nerwowa atmosfera, napięcie rośnie z
każdym brzdęknięciem basu (zajebiste brzmienie - to tak przy okazji).
Perkusja jednak nie rozpędza się do granic możliwości automatu, o
nie! Oni potrafią wytworzyć klimat bez bezproduktywnego napierdalania.
Im wystarczy stałe tempo, bez większych kombinacji. "Self Immolation"
zaczyna się jak jakieś intro chorych aniołów (to przez czyste wokale
w tle). A potem jak nie przy...sadzi! Brutalny Death Metal to nie
obcy im gatunek! W refrenie dochodzi przesterowany wokal, który wraz
z normalnym przesterowanym growlem :) wytwarza nalot Grindcore'a.
Utwór potwierdza moją teorię: im dalej tym mniej kompromisów
i czystych wokali. "Suffer Age" stylem przypomina mi jakiś zespół,
nie niestety pamiętam jaki. Ta wątpliwość dręczy mnie wybitnie ostatnimi
dniami. Trochę bezcelowy utwór, ale powracają czyste wokale! Kawałek
zrobiony lekko na siłę. Jednak pojawia się w nim
charakterystyczna dla tego albumu polirytmia, człowiek od razu
zapomina o wszystkich wadach utworu i wsłuchuje się w te piekielne
dźwięki. Po raz kolejny zaznaczę: skojarzenia, jakie towarzyszą takim
polirytmiom, to "Domination" Morbid Angela. Znaleźć tam można
właśnie takie zagrywki. Ale już kolejna sieka dobiega z głośników.
Wycofuję zdanie, które powiedziałem "x" zdań temu. To jest dopiero
brutalność! Nastrój - na jeszcze lepszy - natychmiastowo poprawia
grindowy wokal w pogłosie tego standardowego, achhh rodzime klimaty!
Ale zwolnienie obniża końcową ocenę. "W.O.E." - to tytuł tego
kawałka. W środku bas daje się we znaki, a po nim pojawiają się
patenty kojarzące się z niektórymi momentami z "Covenant" Morbid
Angela. Kto grał w kultową PC'tową przygodówkę pod tytułem "Alone
in the Dark"? "Desecrate" właśnie początkowo (czysta gitara) ociera
się o ten klimat. Potem ten sam motyw, ale stopniowo wspierany coraz
to brutalniejszymi instrumentami, po to tylko, żeby znowu udowodnić
nam, jak mocno potrafią człowieka trafić. Refren trochę Monstrosity
z "Imperial Doom" z tym, że Burton jakby... rapuje. Wypowiada w
równych odstępach teksty. Zaraz potem znów ta
cudowna polirytmia. Jakieś dwadzieścia sekund dalej mamy zwolnienie
i czysty wokal. Ta partia jednak mi się nie podoba. Za to dalej idzie
jak Morbid Angel. I znów motyw z początku, zapomniany już przez nas,
dzięki zalewowi innych w tym utworze. "Manipulation" to sieka.
Pojawiają się takie charakterystyczne dla Hardcore/Punk sprzężenia.
Potem tempo nie jest już tak szybkie, nie zmniejsza to jednak
wrażenia brutalności. Te charakterystyczne aż do dziś zrywy zawsze
były mocnym punktem zespołu. Oczywiście tradycyjnie znów Morbid
Angel daje się chłopakom we znaki. Uwagę powinniśmy też zwrócić na
ciekawie zaprogramowane talerze.
No i koniec albumu. :( Co na koniec? Na pewno jest to album, jakich nie
ma wiele. Brzmienie zajebiste, muzyka też :). W tym momencie nie
jestem w stanie podać powodu, dla którego mielibyście tego albumu nie
kupić. To jest naprawdę cudowna sprawa. Tak oryginalnej muzy i przy
tym tak zajebistej ze świecą szukać. "Demanufacture" przy tym
wydawnictwie jest niczym! Ostatnio goście z Metal Mindu chyba
ruszyli dupska, bo w sklepach widziałem sporo egzemplarzy "Soul of a
New Machine". Szkoda, że tylko na kasetach. Naprawdę album wart może
nie każdej, ale sporej forsy. Jeśli jednak sugerujecie się dosłownie
moją oceną i myślicie, że jest to muza w stylu Morbid Angel, to srogo
się zawiedziecie. To jest muzyka z otwartymi horyzontami, bez klapek
na uszy. Fakt, inspirowana przez właśnie Morbid Angel (bardzo często
przypomina "Domination", który wyszedł dopiero dwa lata później) i
pierwszy album Monstrosity. Ale przede wszystkim to jest Fear Factory.
I niech odwzorowaniem stanu emocjonalnego, w jakim znajduję
się słuchając tej płyty będzie 9.
autor: Beastorizer
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
urywki filmowe
Ten zapętlony urywek jest z filmu "Apocalypse Now", a we wstawce jest jeszcze modlitwa z "Full Metal Jacket".
Mój ulubiony album FF.
|
| |
Piękne czasy...
Ktoś tam (gość, IP: 88.156.0.*), 2011-04-06 13:13:31
| odpowiedz | zgłoś
W latach '90 połowa kapel undergroundowych zasuwała cover Scapegoat na próbach. Wiem, bo też do tej połowy należę :-) Wspaniała płyta, wtedy to było jak tchnienie świeżości w całym tym deathowym i grobowym klimacie. Koszulkę (oryginał!!!) mam do dziś. To już 18 lat...
|
| |
Re.
No z tym automatem perkusyjnym polemizowałbym, tak owszem na "Demo91" jest automat.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|