Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
90% |
| liczba ocen: |
65 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Flotsam & Jetsam "No Place For Disgrace"
|
Nazwa zespołu: Flotsam & Jetsam
Tytuł płyty: "No Place For Disgrace"
| Utwory: |
No Place For Disgrace; Dreams Of Death; N.E. Terror; Escape From Within; Saturday's Night All Right For Fighting; Hard On You; I Live You Die; Misguided Fortune; P.A.A.B.; The Jones |
| Wykonawcy: |
Kelly Smith - instrumenty perkusyjne, wokal; Troy Gregory - gitara basowa, wokal; Michael Gilbert - gitara, wokal; Ed Carlson - gitara, wokal; Eric A. K. Knutson - wokal |
Wydawcy: Roadrunner Records / Elektra Records
Rok wydania: 1988
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Płyta rządzi od samego początku. Pomimo tego, że została wydana w 1988
roku, zmiata z powierzchni ziemi większość nowszych produkcji. THIS
IS THRASH METAL, SO FUCK OFF. Tu nie ma miejsca na pitolenie
i wykorzystywanie instrumentów klawiszowych, up-to-date kobiecych
wokali, jakichś śmiesznych klimatów, którymi próbuje się maskować
nieudolność gitarzystów. To jest prawdziwa MUZYKA. Wszystkie 10
kawałków masakruje Twój umysł. I co najważniejsze, każdy z nich jest
niepowtarzalny, przebojowy i thrashowy na wylot. Techniczne zagrania
i rozbudowane, finezyjne solówki, niesamowicie ekspresyjny wokal Erica
A. K. powoduje, że druga płyta thrashers z Phoenix nie znudziła mi się
przez 11 lat. Niewiele jest takich kapel, które w dobie zalewu chłamem,
pozostały wierne sobie i swoim korzeniom, kontynując obraną wcześniej
drogę. Do nich bez wątpienia należy Flotsam & Jetsam. Przy powstawaniu
płyty udzielało się, co może wydać się nieco paradoksalne, aż trzech
gitarzystów basowych. Byli to kolejno Jason Newsted, jeszcze przed
odejściem do Metalliki, Michael Spencer - raczej krótki staż w zespole
- i wreszcie Troy Gregory. Przejdźmy jednak do zawartości krążka.
"No Place For Disgrace", kawałek tytułowy i zarazem pierwszy na płycie,
rozpoczyna się gitarą, by później dać nam nieźle popalić. Wyjeżdża
perkusja, wspomagana przez niezwykle melodyjne riffy Eda Carlsona
i Michaela Gilberta. To, co odróżnia thrash metal od innych gatunków, to
chóralne refreny - są!!!!!!! Dalej zwolnienie, melodia, niesamowity śpiew
i ta solówka. Thrash 'till death. To trzeba usłyszeć, tym trzeba żyć. Kolej
na "Dreams Of Death". Nie ma miejsca na kompromis, potężny kop od samego
początku. Szybki, technicznie zagrany utwór. Swoja linią melodyczną
odbiega nieco od tego, co mogliśmy usłyszeć poprzednio. Szybkość
- to chyba najbardziej trafne określenie. Klasyczny thrashowy kawał
mięcha, bez ściemniania. Tutaj również wspaniałe gitary i partia
solowa, w tle pracująca sekcja rytmiczna. Oni są bogami. Jedziemy
dalej. "N. E. Terror" startuje i miażdży nas niczym walec drogowy. Cóż,
nie rozumiem jednego. Dlaczego ten zespół nie jest w Polsce bardziej
popularny niż na przykład Dimmu Borgir czy Emperor? Chyba dlatego,
że metal przechodzi jakiś okres zapaści. Szkoda czasu. Otrzeźwia mnie
dopiero gitara, która choć przez chwile pozwala przypomnieć sobie stare,
dobre czasy, kiedy Metallica grała jeszcze metal, a nie pop rock. Riffy,
riffy, takie niepowtarzalne i bardzo charakterystyczne dla każdego
zespołu w owym okresie, tego brakuje dzisiejszym muzykom. Trend na
metalowe ballady reprezentuje "Escape From Within". Przypomina może
"One", a może "The Ballad". Równie spokojny początek, konkretne
zagrania, przejrzysty motyw, dobry tekst, po czym szybkie thrashowe
granie, popisy najlepszego wokalisty na świecie. Wszystko okraszone
solówkami. A na koniec piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii z respiratora, kiedy
Twoje życie odchodzi. Dalej przerobiony Elton John "Saturday`s Night All
Right For Fighting". Dla mnie bomba, szczególnie jeśli chodzi o pianinko
pobrzmiewające gdzieś obok refrenu. Teledysk do tego numeru prezentowany
w Headbangers Ball dawno temu - i co nam z tego zostało?
"Hard On You" jest taki jak tytuł. Wolniejszy, zdecydowanie na
pierwszym planie perkusja Kelly Smitha i bas Troya Gregory. Dzięki temu
tandemowi wszystko brzmi potężnie. Gitary jakby trochę schowane. Krótka
melodyjna solówka, odbiegająca od tego, czym katowali nas Kerry King
i Jeff Hanneman. Teraz "I Live You Die" - na początku popisy basisty
i perkusisty, połączone w całość thrashowym riffem... I tak jest do
końca, bogactwo brzmienia, ściana dźwięku, po prostu każdy utwór jest
doskonały. To, co odróżnia tę płytę od innych z tamtego okresu, to
ciężar połączony z melodią. Nie ma tego na "Pleasures Of The Flesh"
Exodus, "Under The Influence" Overkill, "The New Order" Testament,
"Among The Living" Anthrax, "South Of Heaven" Slayer czy "Frolic Through
The Park" Death Angel, żeby wymienić tylko tych największych. Trudno
tutaj w ogóle znaleźć jakieś porównania. Ta płyta być może jest tak
wielka jak "...And Justice For All". Kto jeszcze gra dwuminutowe partie
solowe na dwie gitary ? Nikt. Flotsam & Jetsam uderzają dalej. Kolejno
"Misguided Fortune", "P.A.A.B." i instrumentalny "The Jones". I każdy z
tych utworów jest inny, każdy ma swoja żywiołowość, feeling i technikę...
Wszystko... Ta płyta jest tak dobra, że nigdy mogłaby się nie
kończyć... Ponad 50 minut machania piórami i stage-divingu z kanapy na
dywan... Czego życzę wszystkim.
autor: Lopakka
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Rewelacja!
Racja, to jedna z najlepszych płyt thrashowych lat 80. (czyli w sumie jedna z najlepszych płyt thrashowych w ogóle), zupełnie niezasłużenie zapomniana, bo jest naprawdę świetna, też z czystym sumieniem dałbym 10! I tylko szkoda, że żadna z późniejszych płyt F&J tej już nie dorównuje...
|
| |
Sama prawda!
WinD (gość, IP: 130.161.203.*), 2008-01-28 18:08:03
| odpowiedz | zgłoś
Ja też uwielbiam ten album i podpisuję się całym sobą pod powyższym tekstem.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|