Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
68% |
| liczba ocen: |
72 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: The Gathering "Almost a Dance..."
|
Nazwa zespołu: The Gathering
Tytuł płyty: "Almost a Dance..."
| Utwory: |
On A Wave; The Blue Vessel; Her Last Flight; The Sky People; Nobody Dares; Like Fountains; Proof; Heartbeat Amplifier; A Passage to Desire |
Rok wydania: 1994
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 7
Debiut The Gathering "Always..." wywarł na mnie ogromne wrażenie. Bez
cienia wątpliwości był to (i jest nadal) jeden z najważniejszych
albumów w historii doom metalu, jeden z tych najbardziej przełomowych,
rewolucyjnych. Mistyczna atmosfera, egipski nastrój, brutalność
spleciona z pięknem i delikatnością... Jak na tamte czasy był to
bardzo odważny eksperyment. Coś absolutnie wyjątkowego, niespotykanego,
urzekającego. Coś, co bez wątpienia ustawiło zespół w pierwszym rzędzie
"klimatycznych" mistrzów. Mniej więcej rok po fenomenalnym debiucie The
Gathering uderzył ponownie, z drugą pełnometrażową płytą "Almost A Dance".
Ten materiał od samego początku wzbudzał sporo kontrowersji, przez
wielu nawet określany był jako "wypadek przy pracy". A wszystko przez
jeden, aczkolwiek bardzo istotny szczegół. Czasem tak już jest - jeden
(nie)świadomy gest, jedno uchybienie nie pozwala docenić ukrytego piękna,
nie daje szans na miłe wspomnienia... Muzyka zawarta na "Almost A Dance"
na pewno nie jest tak brutalna jak na debiucie. The Gathering już tutaj
na dobre zrezygnował z deathowych naleciałości - nie tylko z growlingów,
ale także z dźwiękowej brutalności i ociężałych brzmień. Czasem pojawiają
się jakieś szybsze tempa ("Her Last Flight", "Proof"), jednak wyraźnie
słychać, że zespół obrał nieco inny kierunek, inaczej konstruuje
utwory. Niewątpliwie kompozycje są bardziej rozbudowane, jest więcej
melodii i zmian nastroju. Nie brakuje też fragmentów akustycznych
("A Passage to Desire", "Nobody Dares"). Tak, niewątpliwie na "dwójce"
mocniej wyeksponowano subtelne piękno i rozmarzone melodie. To jednak
nadal ta sama kraina dźwięków, nadal muzykę objąć można ramionami
metalu "klimatycznego". W wielu momentach nawet wydaje się, że pewne
kompozycje swą pomysłowością i dojrzałością przewyższają utwory z
"Always...". Niestety większość z nich umyka uwadze. Dla wielu
słuchaczy na zawsze pozostaną one w ukryciu. A wszystko przez wcześniej
wspomniany "drobny" szczegół. Po nagraniu "Always ..." szeregi The
Gathering opuściła para wokalistów. Grupa musiała znaleźć odpowiednich
następców - w przypadku kobiecego głosu wyszli obronną ręką - Martine
Van Loon prezentuje się co najmniej dobrze. Subtelny, pełen słodyczy i
niewinności głos doskonale współgra z muzycznym klimatem. Szkoda, że jej
głos jest tylko epizodem, że tak mało jest go na "Almost A Dance". Bo
Niels Duffhues wokalnymi uzdolnieniami niestety nie grzeszy. Męski śpiew
to po prostu katastrofa - choć growling do tej płyty by nie pasował, to
jednak lepiej wyszłoby, gdyby Niels właśnie "pomrukiwał". Trudno opisać
jego manierę wokalną - coś z pogranicza pudel metalu, totalnego fałszu i
braku wyczucia... Prawda jest taka, że ten wokal "zabił" płytę. A szoda,
bo muzyka naprawdę brzmiała ciekawie i dojrzale.
Mimo tej wady "Almost A Dance" jednak warto posłuchać. Choćby
dlatego, że to rozdział historii jednej z najważniejszych grup
metalu "klimatycznego". Zresztą po którymś tam przesłuchaniu ta
lalusiowata maniera już jakby nie drażni. Można się do niej po prostu
przyzwyczaić. The Gathering wyciągnęli słuszne wnioski - od następnej
płyty jedyną osobą odpowiedziałną za śpiew została Anneke Van
Giersbergen. A do tego, że był to strzał w dziesiątkę chyba nikogo
przekonywać nie trzeba.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Pudel singer
absu (gość, IP: 213.76.158.*), 2008-05-12 14:43:44
| odpowiedz | zgłoś
Niestety nie od zespołu zależała decyzja o takim a nie innym wokaliście. Fundation 2000 ponaglało zespół do wydania płyty i zaoferowało takiego a nie innego wokalistę. Kontrakt cisnął w plecy to i z takim wokalista nagrano płytę. Prawdę powiedziawszy teraz nie przeszkadza mi akurat bo mimo wszystko chłop się starał a melodia i tak jest ważniejsza na tej płycie.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|