Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
90% |
| liczba ocen: |
153 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Genesis "Calling All Stations"
|
Nazwa zespołu: Genesis
Tytuł płyty: "Calling All Stations"
| Utwory: |
Calling All Stations; Congo; Shipwrecked; Alied Afternoon; Not About Us; If That's What You Need; The Dividing Line; Uncertain Weather; Small Talk; There Must Be Some Other Way; One Man's Fool |
Wydawcy: Virgin Records
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Nowa płyta Genesis bez Phila Collinsa!? Tak! I nie dajmy sobie wmówić,
że odszedł najważniejszy członek zespołu. To tylko powierzchowna opinia,
układ sił w zespole był nieco inny. Od odejścia Petera Gabriela liderem
był i będzie Tony Banks. Lider został i wraz z Rutherfordem i Wilsonem
- nowym wokalistą - nagrali album "Calling All Stations". Spośród wielu
konkurentów, głos Raya Wilsona najbardziej pasował do charakterystycznego
brzmienia Genesis, a skojarzenia z głosem Petera Gabriela wydają się
nadzwyczaj trafne.
Zespół postanowił odejść od zwartych i przebojowych kompozycji
charakterystycznych dla Genesis lat 80-tych. Tutaj powraca do czasów,
kiedy w jednym utworze pojawiało się co najmniej dziesięć muzycznych
tematów. Tak jak na płytach "Lamb Lies Down On Broadway" i "A Trick Of
The Tail", również i tutaj więcej jest urozmaiconej warstwy aranżacyjnej
niż przebojowej melodii. Zwracają uwagę czarujące brzmienia instrumenów
Banksa w "There Must Be Some Other Way" i "One Man's Fool". Gitara
Rutherforda brzmi na "Calling All Stations" ostro, wręcz hardrockowo
("The Dividing Line"). Już sam początek - utwór tytułowy - najlepiej
pokazuje nam zmiany, jakie zaszły w muzyce Genesis. Mamy tu dawno nie
słyszane ekspresyjne gitarowe sola. Nie brak na płycie interesujących
ballad, kojarzących się z solowymi dokonaniami Banksa ("Uncertain Weather",
If That's What..."), czy grupy Mike & The Mechanics ("Shipwrecked",
"Not About Us"). Bez wątpienia najważniejsze jest to, że mimo zmian to
ciągle jest muzyka Genesis.
Nie ma siły, Banks, Rutherford i Wilson nagrali jeden
z najciekawszych albumów roku 1997 i jeden z najciekawszych w swojej
dyskografii. Wspaniałe, że ci kilkudziesięcioletni panowie nadal mają nam
coś intrygującego do powiedzenia, a to że świat się na tym nie poznał...
Cóż, muzycy Genesis są przyzwyczajeni do podejmowania wyzwań i miejmy
nadzieję, że niedługo posłuchamy ich następnego dzieła.
autor: Przemysław Semik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Wilson
Grazyna Kotecka (gość, IP: 83.11.23.*), 2010-05-16 19:22:05
| odpowiedz | zgłoś
Powiem tak - to najlepszy głos obok Petera Gabriela w Genesis. Barwa męska, silna! Świetna robota! Więcej chciałoby się. To jedna z płyt, które słucham na okragło - wszystkie utwory sa dopracowane i nie nudzą się.
|
| |
Świetna, świetna, świetna!!!
Genesis_Fan (gość, IP: 87.99.30.*), 2008-06-11 16:06:54
| odpowiedz | zgłoś
Ale nie zgadzam się, że Banks został liderem po odejściu Gabriela. Był nim wcześniej!! Co nie znaczy, że inni członkowie mieli mało do powiedzenia! Charakterystyczne brzmienie płyt Genesis z ich najbardziej komercyjnego okresu zawdzięczamy genialnemu, niepowtarzalnemu stylowi gry na perkusji Phila Collinsa!!! (który to zresztą styl został zapoczątkowany podczas udziału Collinsa w solowym projekcie Gabriela jakim była jego trzecia płyta - Gabriel zażyczył sobie aby Collins grał tylko na bębnach)
Ale C.A.S. jest świetna, bardziej gitarowa !
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|