Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
70% |
| liczba ocen: |
64 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Grzegorz Kupczyk "W Imię Prawa"
|
Nazwa zespołu: Grzegorz Kupczyk
Tytuł płyty: "W Imię Prawa"
| Utwory: |
Głosy Wyklętych; Schron; Koko Dżambo; Orgia; Galernik; Szkło; Agresja; Krzyżak; In The Name Of Law... (part two); Four Sticks; Trychotomia; Sztuczne Oddychanie a.d.'98; bonus - Koko Dżambo (cenz.) |
Wydawcy: Metal Mind Productions
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Na początek małe wyjaśnienie. Należy sie ono przede wszystkim tym,
którym nazwisko Grzegorz Kupczyk z czymkolwiek się kojarzy. Ta płyta nie
jest kontynuacją tego, co znamy z Turbo, a już w ogóle nie przypomina
poprzednich dokonań grupy CETI, założonej przez Kupczyka po odejściu
z Turbo. Dziwne to tym bardziej, że na dobrą sprawę "W imię prawa"
jest płytą zespołu CETI, tyle że rozmaite, głównie pozamuzyczne względy
zadecydowały o tym, że jest ona sygnowana nazwiskiem wokalisty. Na nowe,
tym razem już nie hardrockowe, ale zdecydownie metalowe, oblicze zespołu
duży wpływ miało na pewno odmłodzenie składu. Mniej więcej trzy lata
temu w zepole pojawili się gitarzysta Przemek "Burza" Burzyński (co
ten człowiek wyprawia z gitarą, to się w pale nie mieści! :) i basista
Bartek Urbaniak. Reszta składu - bez zmian. No i po prawie trzech latach
ich wspólnego muzykowania, mamy wreszcie zwalającą z nóg (przynajmniej mnie)
płytę "W imię prawa", wydaną przez Metal Mind.
Na okładce płyty - przekreślony czołg, wkomponowany w znak zakazu
(pamiętacie "Ghostbusters"? To coś podobnego, tylko zamiast duszka
- czołg), raczej prosta komputerowa grafika, ale ogólnie płyta wydana
całkiem ładnie: sam krążek to picture disk, a wkładka do płyty rozwija
się w plakat. Ale mniejsza o to, i tak najważniejsza jest muzyka. Płytę
otwiera klawiszowe intro ("Głosy Wyklętych"), w całości dzieło Marihuany,
no a później zaczyna się napierdalanka. Szufladkowicze będą mieli problem
z zakwalifikowaniem muzyki, jaką obecnie gra zespoł CETI. Najbliżej to
chyba do thrashu... ale potraficie sobie wyobrazić klawisze np. w takim
Slayerze czy Metallice (tej długowłosej oczywiście)? Albo żeńskie wokale
w Sepulturze?
Sporo też tu "elektroniki", wiadomo - komputery, te sprawy, w końcu mamy
prawie XXI wiek i teraz to już właściwie normalka. Perkusja jest jak
najbardziej prawdziwa, choć momentami (cały czas?) brzmi jak automat;
za to pojawiają się sample, loopy, czy jak tam się to nazywa... Ale
spokojnie. Chodzi raczej o dodatki niż przesadne udziwnianie. Np.
wsamplowane okrzyki tłumu w traktującej o (pseudo)kibicach "Agresji",
czy jęki i stękania w "Orgii" i "Koko dżambo". Ten ostatni kawałek
o intrygującym tytule to wbrew pozorom nie przerobiony dyskotekowy
(s)hit sprzed paru lat, ale jak najbardziej utwór zepołu CETI. Chociaż
bez wątpienia jajcarski, no i trochę pastiszowy. Wystarczy wsłuchać się
w tekst ("Z dystkoteki cię wyhaczam, twą głupotę ci wybaczam (...)
Myślisz, że kocham cię, a ja tylko biorę ciebie (...) jajaje kokodżambo
jajaje").
Najlepsze moim zdaniem kawałki na płycie to te najszybsze i najostrzejsze:
"Schron", "Agresja" - fakt, że zaczyna się riffem, jakby żywcem ze
Slayera, ale potem to już tylko i wyłącznie CETI, i jeszcze do tego
b. fajnie wyśpiewany refren; no i aboslutna perełka, najciekawszy
moim zdaniem kawałek "Trychotomia" - bardzo oryginalny, trzyczęściowy
utwór z "połamanym" rytmem i na dodatek świetnym tekstem (dotyczy m.in.
b. aktualnego niestety tematu - wojny w Jugosławii). Wyróżnia się też
utwór "In The Name Of Law", jedyny, oprócz covera Led Zeppelin "Four
Sticks", zaśpiewany po angielsku. Pełno tu zmian tempa, znakomite
wokale, ale w sumie obie cechy tyczą się właściwie całej płyty. Tak,
to wymaga podkreślenia: tak świetnych i zróżnicowanych partii wokalnych
nie uświadczycie chyba na żadnej innej polskiej płycie w tym gatunku!
Także zwolennicy klasycznego heavy metalu powinni tu znaleźć coś dla
siebie. Choćby zamykający album (bo ocenzurowanej wersji "Koko dżambo",
nazwanej szumnie bonusem, nie biorę pod uwagę) utwór "Sztuczne Oddychanie"
z repertuaru Turbo. To jego zupełnie nowa wersja, dłuższa i wzbogacona
- moim zdaniem lepsza od wszystkich dotychczasowych, także tej, która
właśnie ukazała się na zremasterowanej "Kawalerii Szatana". Szczególnie
druga, najmocniej zmieniona część utworu, z klawiszowymi i gitarowymi
pasażami, robi wrażenie.
Mógłbym długo o tej płycie pisać, zwłaszcza, że słuchałem jej już ze 100
razy (serio!). To, że aż dotąd mi się nie znudziła, chyba też o czymś
świadczy. Tak, to, że płyta jest ciekawa i się nie nudzi, to chyba
największa jej zaleta. Ma też dzięki temu spore szanse nie podzielić
smutnego losu swoich poprzedniczek ("Czarna Róza", "Lamiastrata" czy
"Rasizm"), które, choć całkiem niezłe (szególnie pierwsze dwie), poniosły
komercyjną klęskę. Miejmy tylko nadzieję, że doczeka się odpowiedniej
promocji. Bo co z tego, że zespół nakręcił nawet teledysk (do utworu
"Krzyżak"), skoro i tak pewnie nigdzie go nie zobaczymy. Takie nasze
polskie realia. :(
Acha! Na koniec jeszcze jedno... prawie bym zapomniał. Uważajcie
na "Szkło"! Może naprawde pokaleczyć Wasze uszy! Jest potłuczone
i porozrzucane po całym utworze perfidnie umieszczonym w samym środku
płyty... ;)
Właściwie to nie wiem, dlaczego dałem tej płycie "tylko" dziewiątkę.
Może ktoś z Was mi podsunie jakiś pretekst? "W imię prawa" musi mieć
przecież jakieś słabe strony, tylko ja ich pewnie nie zauważam. ;))
autor: Filip Malinowski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|