Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
95% |
| liczba ocen: |
561 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Guns N' Roses "Appetite For Destruction"
|
Nazwa zespołu: Guns N' Roses
Tytuł płyty: "Appetite For Destruction"
| Utwory: |
Welcome To The Jungle; It's So Easy; Nightrain; Out Ta Get Me; Mr. Brownstone; Paradise City; My Michelle; Think About You; Sweet Child O' Mine; You Are Crazy; Anything Goes; Rocket Queen |
Rok wydania: 1988
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Mało kto pamięta w tej chwili album Guns N' Roses -
"Appetite For Destruction", a jest on przecież
jednym z ważniejszych wydawnictw w historii heavy metalu. Oto mało znany
amerykański zespół, korzystając ze starych i sprawdzonych wzorców tchnął
w skostniały heavy metal nową siłę, zapoczątkowując renesans tegoż
gatunku. Utwory z "Appetite..." grano w radio i telewizji na okrągło,
a sam zespół wyrósł na jedną z największych gwiazd tego okresu. W czym
więc tkwił sukces zespołu?
Przede wszystkim w charyzmatycznym wokaliście zespołu Axlu Rose, którego
głos natychmiast kojarzy się z Ozzym Osbournem, co jest oczywiście
wielkim plusem. Na tym albumie Axl prezentuje nam swoje duże możliwości,
znajdziemy tu bardzo wiele interpretacji głosowych, od szeptów i recytacji
do jęków i dzikich wrzasków. Poza tym jest doskonałym komentatorem
otaczającej go rzeczywistości, dużym atutem albumu są świetne, różnorodne
i rozbrajająco szczere teksty, wzięte głównie "z własnych doświadczeń".
Drugi powód to doskonali gitarzyści. Słychać, że Izzy i Slash rozumieją
się doskonale, ich dialogi gitarowe, różne "smaczki", przestery i przede
wszystkim solówki w wykonaniu Slasha robią naprawdę spore wrażenie. Nic
dziwnego, że Slash z miejsca dołączył do grona najlepszych gitarzystów
świata i dostawał zaproszenia na nagrywania z Davidem Bowiem, Michaelem
Jacksonem, czy Queen. Przejdźmy teraz do sekcji rytmicznej. Duff MacKagan
jest raczej słabo słyszalny (cóż, taka jest niewdzięczna rola basisty
w zespole heavy metalowym), ale kiedy tylko cichną gitary elektryczne,
słychać jak dobry jest technicznie. Natomiast Steve Adler to perkusista
kompetentny, kiedy trzeba wali w bębny z siłą młota pneumatycznego,
kiedy nie - uspokoi tempo.
Czas najwyższy omówić sam album. Naprawdę doskonała robota, na próżno
szukać w nim jakiegoś słabego punktu albo typowej "zapchajdziury". Zespół
od początku narzuca nam ostre i bardzo szybkie tempo, które utrzymuje
się przez 13 utworów, tu nie ma czasu na odpoczynek. Szkoda, że gunsi
nie wrzucili gdzieś jakieś spokojnej balladki (jej pozory zachowują
"My Michelle" i "Paradise City"), bo po pewnym czasie utwory zlewają
się w papkę i ma się wrażenie, że wszystkie są grane na "jedno kopyto",
co oczywiście jest rozumowaniem błędnym. Powoduje to jednak, że po
wysłuchaniu albumu pamiętamy prawie wszystkie refreny, a nie możemy
sobie przypomnieć linii melodycznych poszczególnych piosenek.
Na pierwszy plan albumu wysuwa się pięć genialnych utworów: "Welcome
To the Jungle", "Nightrain", "Mr. Brownstone", "Think About You"
i przede wszystkim "Sweet Child O'Mine". Otwierający płytę "Welcome
To The Jungle" charakteryzuje się doskonałym wstępem (pierwsze akordy
Izzy'ego i pojękiwania Axla, przerwane nagłym, ostrym wejściem Slasha
i Stevena), świetną linią melodyczną i solówką oraz bardzo dobrym
tekstem, opowiadającym o chłopaku z prowincji, który po raz pierwszy
przybył do wielkiego miasta. Nic dziwnego, że utwór z miejsca stał się
hitem. Następny mój faworyt - "Nightrain" to doskonałe gitary, chwytliwy
refren (bardzo podobny do tego z "Out Ta Get Me") i różnorodne tempo
(w miarę spokojne przyspiesza i nabiera dynamiki w refrenie). Dalej
rewelacyjny "Mr. Brownstone" - za sam wstęp do tego utworu przyznałbym
zespołowi jakąś nagrodę, niesamowicie brzmiące przesterowane gitary i
perkusja przechodzą w świetny riff, a ten w doskonałą linię melodyczną
i cudowny refren (uwielbiam fragment zaczynający się od słów "I used
to do a little/ but this little was too little...") . Piosenka jest
naprawdę zabójcza, na uwagę zasługuje kolejny świetny tekst, opowiadający
o heroinowym uzależnieniu członków zespołu. "Think About You" - świetny
riff, doskonała gra Slasha i niezwykle melodyjny refren, można słuchać
tej piosenki wielokrotnie. No i w końcu największy hicior - "Sweet Child
O'Mine". To jeden z największych przebojów zespołu, charakteryzuje się
rewelacyjnym riffem, zaliczanym do riffów wszech czasów. Piosenka jest
niezwykle melodyjna, wszyscy członkowie zespołu ostro dają czadu, a w
solówkach Slash przechodzi samego siebie. Totalny odlot!
Poza tym mamy tu jeszcze osiem dobrych i bardzo dobrych piosenek,
których jedyną wadą jest to, że nie wyróżniają się wśród całości. Cóż
mogę jeszcze powiedzieć? Naprawdę doskonała płyta i lektura obowiązkowa
dla wszystkich fanów dobrej muzyki.
autor: Elwood
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Nie rozumiem
Nie rozumiem dlaczego wokala Axla ma się natychmiast kojarzyć z wokalem Ozzy'ego. Są przecież niemal zupełnie od siebie różne, czy mówimy o barwie, czy technice.
|
| |
Poraschka!
Ktoś, kto daje Apetytowi 8 punktów i mówi, że "mało kto go dzisiaj pamięta" po prostu nie ma pojęcia o czym pisze. Odpowiem tylko, że jest to najlepiej sprzedający się debiut w Ameryce, który znalazł 18 000 000 nabywców w samych Stanach.
Idźcie i nie bluźnijcie więcej.
Amen.
|
| |
.
rocknrollgirl (gość, IP: 77.253.246.*), 2011-05-31 22:47:16
| odpowiedz | zgłoś
Trudno znaleźć na tej płycie kawałek który byłby tylko dobry. Moim zdaniem wszystkie są co najmniej świetne, a do najlepszych oprócz tych które zostały wymienione przez autora dodałabym jeszcze "My Michelle" która moim zdaniem jest dziełem sztuki, "Paradise city" no i "Rocket Queen". Ogólnie mówiąc, płyta jest zajebista, Slash i Axl - jeszcze zajebistsi, a ich wykony na żywo - klasa. :D
|
| |
album bez 2 zdan genialny ale.....
wspaniały, genialny, cudowny i prekursorski album... i dlatego 8???
|
| |
płyta kosmiczna, porywająca...
szalona, dzięki niej zacząłem interesować się rockiem;p wspaniała na typowe rockowe domowki;)
|
| |
GNR
kayah (gość, IP: 89.230.55.*), 2009-09-06 13:50:42
| odpowiedz | zgłoś
Guns n roses jednym z ważniejszych wydawnictw w historii heavy metalu?? Nie wiem czy oni kiedykolwiek mieli coś z metalem wspolnego. Z rockiem ok, ale nie z metalem
|
| |
re: GNR
A określenie "pudel metal" coś panu znafcy mówi? Albo glam metal, czyli jak mawia Mustaine "Gay LA Metal"? ;-) Płyta świetna i przełomowa dla szeroko rozumianego gatunku. Kwestionować jest wspólnotę z metalem może tylko dziecko Eski Rock z wypaczonym postrzeganiem gatunków i historii muzyki. Kropka.
|
| |
...
Zygzakiem (gość, IP: 82.177.146.*), 2009-06-16 18:58:47
| odpowiedz | zgłoś
zgadzam się niemal w zupełności, ale to, że "Paradise City" jest utworem niewyróżniającym się mnie ,,oburzyło". Nie mogę też się zgodzić z tym, że Paradise... i My Michelle podchodzą pod balladę( no może intro My Michelle). Pozdrawiam !
|
| |
10/10
ravenclaw (gość, IP: 77.114.31.*), 2009-05-25 09:20:47
| odpowiedz | zgłoś
Rzadko zdarza mi się ocenić jakiś album na 10/10, ale jeśli chodzi o "Appetite..." to nie mam co do tego wątpliwości. W hard rocku lepszej jakościowo płyty chyba się nie da nagrać. A dodając do tego wysokie umiejętności wszystkich muzyków i rewelacyjne po dziś brzmienie - 10/10 jak nic :)
|
| |
Ocena
Ocena zależy od przyjętej skali - dla jednego 8 to płyta po prostu dobra, dla innego świetna. Ja bym dał 8,5 i byłoby to naprawdę dużo, ale serwis nie uznaje połówek. A tak poza tym - omawiać ten album i nie wymienić Paradise City wśród najlepszych kawałków to zbrodnia. ;]
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|