Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
82% |
| liczba ocen: |
40 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
Nazwa zespołu: Hey
Tytuł płyty: "Fire"
| Utwory: |
One Of Them; Choice; Dreams; Nonsense; Karą będzie lęk; Little Peace; Zazdrość; Moja i twoja nadzieja; Desire; Delusions; Eksperyment; Flowers For Titus; Zobaczysz; Schisophrenic Family; Fate; '38; Teksański; Moja i twoja nadzieja (wersja akustyczna) |
| Wykonawcy: |
Kasia Nosowska - wokal; Piotr Banach - gitara; Jacek Chrzanowski - gitara basowa; Robert Ligiewicz - instrumenty perkusyjne; Marcin Żabiełowicz - gitara |
Wydawcy: Universal Music Polska
Rok wydania: 1993
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Niewiele jest polskich zespołów rockowych, które miały bądź mają potencjał, by zaistnieć na szerszym od naszego rynku. Jednym z takich właśnie składów jest Hey. Od potencjału do sukcesu jest jednak daleka droga. Hey jakoś kariery na świecie nie zrobił, cóż "ich strata" (mam na myśli "świat"), można by rzec.
Był 1993 rok. Na świecie szalał wirus zwany grunge, którego źródłem było dalekie Seattle. Niedługo całą sceną wstrząśnie śmierć Cobaina, zbliża się początek końca tej zacnej stylistyki w jej pierwotnej formie, póki co jednak wszyscy zrzynają z Amerykanów jak mogą. Powołany do życia na wariackich papierach skład Heya nagrywa swoją pierwszą płytę. Debiutancki album szczecińskiej kapeli bardzo miesza na naszej scenie, sprzedaje się 300 tysięcy egzemplarzy "Fire".
Wypełniony po brzegi ostrym, autentycznym graniem album doskonale wpisał się w grunge'ową rewolucję i odpowiedział na ogromne zapotrzebowanie polskiej publiki na taką właśnie muzykę. Hey zrobił błyskawiczną karierę, a przepis na to był prosty. Po pierwsze autor całej muzyki, gitarzysta Piotr Banach, fantastycznie czuł takie klimaty, riffy jego autorstwa bez żadnej przesady nie były słabsze od tych , które powstawały za oceanem. Drugą przyczyną sukcesu była (i jest!) oczywiście osoba Kasi Nosowskiej - wokalistki i tekściarski obdarzonej bardzo mocnym, charakterystycznym głosem i umiejętnością pisania świetnych, poruszających tekstów. Jej wokal już zawsze będzie wyróżnikiem Heya, podobnie jak słowa piosenek, które są nie do pomylenia z żadnymi innymi.
Zacznijmy od początku, czyli tych kawałków, których rodowód jest dość oczywisty. Mroczne i surowe brzmieniowo numery, jak otwierający płytę "One Of Them", drugi "Choice" czy zaśpiewany po polsku "Karą będzie lęk", to utwory których geneza nie nastręcza trudności. Trochę bardziej "ogólnorockowe" są "Schisophrenic Family" (punkrockowa jazda) i "Desire", który ma wręcz heavymetalowy posmak (mnie ten numer trochę kojarzy się z Iron Maiden, nie wiem czemu). Bardzo mroczny jest kawałek "Zobaczysz", w którym postapokaliptyczna muzyka koresponduje idealnie z równie niepokojącym tekstem wiersza Edwarda Stachury. Świetny, choć depresyjny numer.
Nie brakuje jednak także momentów bardziej subtelnych czy wręcz przebojowych. Do tych pierwszych należy zaliczyć przypominające twórczość Courtney Love i Hole "Dreams", "Zazdrość" czy nagrany w dwóch wersjach (akustyczna - gościnny udział Kobry z Kobranocki - i elektryczna, w której śpiewa Edyta Bartosiewicz) pierwszy wielki przebój Heya - "Moja i twoja nadzieja". Któż nie zna tej piosenki? No właśnie. Jeśli chodzi o kawałki przebojowe, wyróżnia się zwłaszcza "Teksański", który natychmiast wpada w ucho i jakoś nie chce wypaść z głowy. Niezły jest też "Eksperyment" z przewrotnym tekstem.
I jeszcze słówko o tekstach, bo to zawsze była siła szczecinian. Większość piosenek śpiewana jest po angielsku i te mają teksty raczej mroczne i agresywne. Oczywiście, jak to u Nosowskiej bywa, dotyczą głównie relacji damsko - męskich i uczuć z nimi związanych. Jest jednak także o przemocy, molestowaniu czy morderstwie. Największe wrażenie robią jednak teksty polskie. Pomijając wiersz Stachury, widać w nich olbrzymi tekściarski potencjał Kaśki. Czy to w ironicznym "Teksańskim" , czy wściekłym "Karą będzie lęk", czy w hymnie "Moja i twoja nadzieja" - powalają. A przyszłość pokaże, że będzie jeszcze lepiej.
Dzięki "Fire" Hey wszedł do pierwszej ligi rockowego grania w naszym kraju, położył podwaliny pod własną dalszą twórczość - także pod późniejsze eksperymenty. Na debiucie mamy jednak korzenne, ostre łojenie o dość dużym (mimo wszystko) zróżnicowaniu, o którym trudno zapomnieć. Kiedyś dałbym temu krążkowi 10 punktów, znając późniejsze płyty będzie "tylko" 9.
autor: Dominik Zawadzki
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Otóż to, Hey bez Banacha to
Iron Maiden bez Dickinsona - niby szacunek fanów i Blaze był niezły, ale... obecnego Hey się słuchać niestety nie da.
|
| |
re: Otóż to, Hey bez Banacha to
Ja bym powiedział, że "nowy" Hey też cośw sobie ma, choć to zupełnie inna muza niż na wczesnych płytach, ale jak ktoś lubi takie elektroniczno rockowe klimaty to taki "M!U!R!P!" też daje radę. No i Nosowska generalnie wciąż ta sama.
|
| |
super muza
z polskiego seattle. i tyle.. uwielbialem to w 93r. (ogniska z hey rulez) i lubie do dzisiaj podobnie jak ''tatę kazika'' a współczesne dzieciaki niech sluchają nosowskiej zamiast nergala, bo potem wyrasta takie hejterskie pokolenie hehe
|
| |
ja pierdolę
przecież tego się dzisiaj słuchać nie da
|
| |
re: ja pierdolę
mów za siebie
|
| |
re: ja pierdolę
przecież, to właśnie zrobił?
|
| |
Szszsz
szkurwa kiedy to było? Ciekawym, ileż z ówczesnych dziewczynek, chowa dziś oczy swoich mężów do kieszeni i nie puszcze ich do pracy ;-P.
|
| |
1993 r.
fester (gość, IP: 46.134.74.*), 2012-01-16 21:51:38
| odpowiedz | zgłoś
ech, te nieinternetowe czasy były lepsze od dzisiejszych, muza: zdecydowanie lepsza a ludzie (jeszcze) szaleni... ;]
|
| |
ogień zgasł
Moje dzieciństwo... "Fire" i "?" należały do moich pierwszych bliższych kontaktów w rockiem. Moje ulubione kawałki z tego albumu: "Fate" i "Zobaczysz". Wersja kasetowa kończyła się na "'38", ale uważam, że nie straciłem przez to wiele.
Szkoda, że Hey wyrosło z takiego grania. Kawałki z "Fire" na żywo grywają ostatnio w zmienionych aranżacjach. To już co innego.
|
| |
10/10
Bez dwóch zdan jedna z najlepszych płyt w histori polskiego rocka.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
zespół: Hey
"Fire"
autor: Dominik Zawadzki
"Ho!"
autor: Dominik Zawadzki
|
|