Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
80% |
| liczba ocen: |
30 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Kvist "For Kunsten Maa Evig Vike"
|
Nazwa zespołu: Kvist
Tytuł płyty: "For Kunsten Maa Evig Vike"
| Utwory: |
Ars Manifestia; Forbanet Vaere Jorden Jeg Gab Pa; Stupet; Svartedal; Min Lekam Er Meg Blott En Byrde; Vettenetter |
Wydawcy: Avantgarde Music
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Pierwsza płyta Norwegów wydana w 1996 roku przez Avantgarde Music.
Czy pierwsza, hmmmm... właściwie nie jestem pewny, ale chyba tak.
Czy jedyna też nie wiem, być może wydali do tej pory coś nowego.
Na tyle tajemnicza horda, że nie dowie się żaden posiadacz płyty
czy kasety, jaki jest line-up zespołu. Wszystkie teksty są w języku
norweskim, więc nie można ocenić warstwy textowej płyty.
Skoncentrujmy się więc na muzyce. Ta jest zabójcza. Pierwszy numer
i lekkie zaskoczenie, cholera, wstęp dziwny, czyżby jakaś deathowa
kapela? Nie, po kilkanastu sekundach wszystko się wyjaśnia. Sześć
utworów z dość szybkimi tempami, gdzieniegdzie przechodzącymi
w średnie. Oczywiście daleko tu do zabójczych szybkości np. Immortala.
Świetna praca zarówno gitar jak i perkusji. Oczywiście występują
też klawisze, ale pełnią one drugorzędną role. Nie dominują,
uzupełniają tylko linie melodyczne, tworzone przez gitary. Świetnie
się komponują w tle. Słuchając tej płyty, momentami przychodzi mi
na myśl Falkenbach czy Forlorn. Oczywiście tylko momentami i to
jedynie kojarzy się z co agresywniejszymi fragmentami niektórych
utworów wyżej wymienionych kapel. Płyta bardzo agresywna i zarazem
melodyjna, możnaby rzec, ale nie jest to zasługa wyłącznie klawiszy.
Wokal tradycyjny, blackowy, agresywny. Calość bardzo dobrze
wyprodukowana. Brzmienie ogólnie raczej czyste. Na pewno nie takie,
jakie uwielbiają zwolennicy "garażowego brudu".
W każdym utworze znajdują się jakieś fragmenty chwilowego zwolnienia,
płyta w żadnym wypadku nie jest nudna. Nie ma żadnych "modnych"
upiększeń a'la wokale kobiece, czy sto pięćdziesiąt instrumentów
wszelkiego rodzaju. Trwa 38 min. I jest to 38 minut raczej mocnego
uderzenia. Jak dla mnie, mogłoby być kilka(naście) minut więcej. Po
kilku przesłuchaniach nie można powiedzieć, że się "przejadła".
Spokojniejsze fragmenciki, urozmaicające płyte, być może komuś mogą
przeszkadzać, ale dzięki nim z jeszcze większa satysfakcją słuchamy
dalszych części utworów, z których wręcz emanuje wściekłość.
Podsumować, mogę tylko w jeden sposób, tak jak reklamują swój program
Najsztub i Żakowski: NAPRAWDĘ WARTO!!!
autor: ozzy
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Kvist
Demonemoon (gość, IP: 89.240.32.*), 2008-10-04 20:32:21
| odpowiedz | zgłoś
Kvistesencja oldscolowego blacku. Great.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|