Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
94% |
| liczba ocen: |
107 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
Nazwa zespołu: Kyuss
Tytuł płyty: "Wretch"
| Utwory: |
(Beginning Of What's About To Happen) HWY 74; Love Has Passed Me By; Son Of A Bitch; Black Widow; Katzenjammer; Deadly Kiss; The Law; Isolation; I'm Not; Big Bikes; Stage III |
| Wykonawcy: |
Josh Homme - gitara; Nick Oliveri - gitara basowa; John Garcia - wokal; Brant Bjork - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Dali Records / Warner Music
Rok wydania: 1991
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
"Wretch" to pierwszy z czterech długogrających albumów niestniejącej już niestety formacji Kyuss i zawiera utwory napisane między rokiem 1989 a 1991. Niektóre z nich znalazły się na pierwszym, niemożliwym już niestety do zdobycia wydawnictwie zatytułowanym "Sons Of Kyuss". Jak do tej pory spotkałem niewielu ludzi, którzy znają jakiekolwiek nagrania tej najsłynniejszej stoner rockowej grupy, a naprawdę warto się z nimi zapoznać. Od czasu, gdy całkiem przypadkiem wpadła mi w ręce ostatnia ich płyta "...And The Circus Leaves Town" (moim zresztą zdaniem najmniej udana), całkowicie przepadłem...
"Wretch" to dawka bardzo surowej, mocno sabbathowej twórczości. Nie jest to ten rozpływający się w powietrzu rozimprowizowany pustynny rock znany z trzech następnych albumów. Brzmienie jest powiedziałbym dosyć tradycyjne, wyraźnie słychać gitarę i bas. Zwraca uwagę świetna gra perkusisty Branta Bjorka, a także mocny głos Johna.
Jednak pierwsza płyta Kyuss to nie tylko hard rockowe riffy. Bardzo lubię ten album za kilka mocno punkowych fragmentów. Wymienić tu należy przede wszystkim rewelacyjny, rozpędzony "Katzenjammer" oraz "Isolation". Prawdziwą perełkę stanowi dla mnie cudowna kompozycja "Black Widow". Pulsujący bas, transowe tempo i wspaniale wkomponowany w to wszystko wokal składają się na jeden z moich ulubionych utworów Kyuss.
Znając późniejsze dokonania zespołu można doszukać się na "Wretch" zapowiedzi tego, co miało nastąpić. Choćby kończąca album kompozycja "Stage III", będąca świetną zabawą z brzmieniami, jedną z najlepszych "improwizacji" Homme'a i kolegów. Ów ciąg dalszy nastąpił rok później...
autor: RaMoNe
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
.
wojtz (gość, IP: 77.255.47.*), 2010-05-09 22:40:39
| odpowiedz | zgłoś
Świetna płyta, nie zgodzę się jednak z tym , że nie czuć na niej tej południowo amerykańskiej dzikości, słuchając jej od razu nasuwa mi się widok pustynnych bezdroży Arizony.
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|