Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
79% |
| liczba ocen: |
128 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Lady Pank "Nasza Reputacja"
|
Nazwa zespołu: Lady Pank
Tytuł płyty: "Nasza Reputacja"
| Utwory: |
Słońcem Opętani; Stacja - Alienacja; Jak Ruchomy Cel; Heroina; Samotne Noce; Ona; W Niewoli; Bulanda; Na Granicy; Twoja Reputacja; Druga Strona |
Wydawcy: Zic Zac
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Po dwóch latach od wydania "Łowców Głów" mamy nareszcie kolejną premierową
płytę jednej z najważniejszych grup w historii rodzimego rocka. Czy
warto było czekać te dwa lata? Wydaje się, że tak. Po niezbyt udanych
"Międzyzdrojach", mających stanowić powrót do stylistyki wypracowanej
na pierwszych albumach grupy, muzycy zdecydowali się na zaostrzenie
brzmienia, co zaowocowało bardzo dobrym od strony muzycznej (trochę mniej
od tekstowej) krążkiem "Łowcy Głów", który pozbawiony większej promocji,
na jaką niewątpliwie zasługiwał, nie zdobył należytej popularności. "Nasza
Reputacja" może być odebrana jako pomost między "starym" i "nowym"
brzmieniem kapeli i potraktować ją należy jako kolejne (które to
już?) potwierdzenie oryginalności zespołu, który na każdej płycie potrafi
wyraźnie zaznaczyć swoją osobowość artystyczną, nie unikając przy tym
eklektyzmu, tudzież nie uciekając przed różnorodnością i eksperymentami.
Jak zatem prezentuje się Lady Pank A.D. 2000? Patrząc na sprośną, choć
na pierwszy rzut oka grzeczną okładkę, można stwierdzić, że cała piątka
jest w wyśmienitym humorze (warto dodać, że we wkładce znajdują się
przeróżne wariacje na temat dwóch przeuroczych miśków - znajdzie się tu
coś dla miłośników seksu z nieletnimi, a nawet amatorów grupowych orgii z
udziałem reprezentantów płci obojga). Dobry humor nie opuszcza słuchacza
po pierwszym utworze ("Słońcem Opętani"). Szkoda, że piosenka nie trafiła
w swój czas - letnia, wakacyjna opowieść jakoś nie przygryza się z
aktualną porą roku. Poza tym już niedługo pod buciorami brutalnie będzie
nam skrzypiał śnieg, a białe kalesony staną się przedmiotem codziennego
użytku (chyba, że ktoś jest zdeklarowanym zwolennikiem reumatyzmu) - jak
tu słuchać potencjalnego przeboju lata, kiedy za oknami minus dziesięć
(niekoniecznie w Rio)? Dość jednak już wtykania szpilek - numer jest
bardzo przebojowy, czuć wysoką temperaturę wykonawczą i radość grania. Nie
brak też cudownej solówki Janka Borysewicza, który zagrał tu z taką
energią, jakby właśnie urwał się z łańcucha po kilku latach niewoli...
Co dalej? Znajdzie się miejsce dla kilku sporych niespodzianek. Wprawdzie
sekcję smyczków zespół zaangażował już cztery lata temu na
"Międzyzdrojach" (z całkiem niezłym choć nie rewelacyjnym skutkiem -
"Nie Chcę Litości"), ale dopiero tutaj pomysł ten znalazł stuprocentowe
uzasadnienie i kwartet smyczkowy wspaniale wzbogacił muzyczną fakturę
pierwszego przeboju płyty - "Na Granicy". Świetne posłużenie się efektem
voice-box w znakomitej "Heroinie" zasługuje na oklaski należne koronowanym
głowom i laureatom Nagrody Nobla (Borysewicz to doprawdy gość potrafiący
wyrażać się za pomocą swojej gitary). Jak sam tytuł wskazuje, ten ostatni
numer to nic innego, jak pesymistyczny portret narkomana zakończony
dumną kapitulacją. Wypada mieć nadzieję, że nie jest to osobisty tekst
dotyczący kłopotów Janusza Panasewicza. A jeśli o tekstach mowa - po
raz pierwszy od czasu "Młodych Orłów" liryczna strona twórczości LP
z powodzeniem dotrzymuje kroku muzycznej. Wreszcie słowa nie stanowią
zgrzebnego uzupełniacza, którego jedynym zadaniem jest to, aby pasował
do melodii. Mamy tu nawet przestrogę przed zawistnym spojrzeniem szarego
tłumu na człowieka chcącego osiągnąć coś więcej niż statystyczny bohater
książki telefonicznej ("Bulanda" - pean na cześć indywidualizmu). Ciekawe,
jak zespół namówił do współpracy byłego wokalistę Oddziału Zamkniętego
Krzysztofa Jaryczewskiego, który błysnął jako tekściarz w "Stacji -
Alienacji". Zarówno tu, jak i w wyśpiewanych przez Janka Bo. "Samotnych
Nocach", powracają fascynacje The Police (niektóre partie gitary robią
wrażenie sklonowanych wprost od Andy Summersa!). Liryczną stronę swojej
zbiorowej osobowości kwintet przedstawił w zamykającej album tęsknej
balladzie "Druga Strona", gdzie partia perkusji może przywodzić na myśl
dokonania... Portishead.
Gdy na okładce przeczytałem informację, że instrumentarium zespołu
wzbogaciło się o mandolinę, pomyślałem, czy aby muzycy nie zapatrzyli
się w dokonania naszych stołecznych bardów w rodzaju Stanisława Grzesiuka
(skądinąd świetnie przypomnianego przez Szwagierkolaskę). Po raz kolejny
Borysewicz udowodnił swój niezwykły talent - zastosowanie mandoliny w
"Jak Ruchomy Cel" to aranżacyjny strzał w dziesiątkę! Coś mi się wydaję,
że mamy w kraju muzyka na miarę kogoś takiego jak sam Jimmy Page...
Zachwyty zachwytami, ale jednak przyda się trochę dziegciu, choć
będzie to naprawdę tylko jedna łyżeczka. Na jej zawartość składa się
dosyć przeciętny numer "W Niewoli" z wyżyłowanym, a przez to dosyć
pretensjonalnie brzmiącym głosem Janusza Panasewicza i nieszczególnym
tekstem - niby o miłości, a w rzeczywistości o niczym. Dzięki Bogu i
Matce Naturze na tym lista zarzutów, jakie wysunąć można pod adresem
płyty, kończy się.
Powiem krótko - to najlepsze wydawnictwo sygnowane nazwą Lady Pank od
czasu reaktywowania grupy. Kto czuje choć trochę mięty do zespołu, powinien
niezwłocznie udać się do najbliższej składnicy z płytami. Satysfakcja
gwarantowana.
autor: Michał Grzesiek
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|