Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
92% |
| liczba ocen: |
56 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Lake of Tears "A Crimson Cosmos"
|
Nazwa zespołu: Lake of Tears
Tytuł płyty: "A Crimson Cosmos"
| Utwory: |
Boogie bubble; Cosmic weed; When the sun comes down; Devil's diner; The four strings of mourning; The die is to wake; Lady rosenred; Raistlin and the rose; A crimson cosmos |
Wydawcy: Black Mark Production
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 6
Już po pierwszych taktach widać (czyt. słychać), że LoT poszedł w zupełnie
innym kierunku niż można się było spodziewać. Co prawda głos Daniela
Brennare'a jest na tyle charakterystyczny, że nie można pomylić zespołu
z żadnym innym bandem, ale reszta jest jakby nie z tej bajki. Może i
stąd wziął się zagadkowy tytuł Karmazynowego Kosmosu?
Jeśli ktoś z Was czekał na kontynuację tego, co znalazło się na poprzednim
wydawnictwie zatytułowanym "Stoneheads", może sobie odpuścić. Jest lżej,
pogodniej, żeby nie powiedzieć radośnie, trudno więc porównywać obie płyty
(a gdyby tak odwołać się do debiutanckiego krążka "Greater art", byłoby
dopiero niemałe zamieszanie). Najwyższy czas na międzygwiezdną podróż
z LoTem...
Album otwiera dość melodyjny "Boogie bubble" ze śmiesznie
strojonymi gitarami (które towarzyszą nam już do końca w formie mniej
lub więcej rzucającej się w uszy), może trochę przynudzający, ale na
pewno nie tak, jak "When the sun comes down". Chyba żadna piosenka LoT
nie ciągnęła mi się tak dłuuuugo. Na szczęście po niej i na zakończenie
pierwszej strony jest rodzynek zwany "Devil's diner". Brzmi to jak totalny
fiński folk (choć znam i takich, co nazywają to ruskimi zagraniami w
stylu Leningrad Cowboys), niezła gra słowna i wesoły text w stylu nie
taki diabeł straszny ("oh, devil dire, save a chair for me, oh devil dire,
for me and my lily") dodają uroku całości. Jest w niej coś, że nogi same
rwą się do tańca... Druga strona to purplowo-sabbathowskie brzmienia i
trochę hammondowskie odgłosy w tle ("The four strings of mourning"). Jest
też instrumentalna wstawka w stylu power metal - patetyczna i spokojna,
na swój sposób urzekająca "The die is to wake". Lake of Tears nie
oparł się komercjalizacji w formie dorzucenia kobiecego wokalu. Nie mam
oczywiście nic przeciwko śpiewającym kobietom, ale tylko wtedy, gdy jest
to naprawde konieczne. Dlatego było to dla mnie nie lada zaskoczenie, gdy
i LoT sięgnął po kobietę z - w moim skromnym przekonaniu - nienajlepszym
głosem. Piosenka sama w sobie bardzo ładna, wręcz lukierkowa. Nie tego
spodziewałam się po twórcach "Evildemons". W ucha wpada też kolejna
"Raistlin and the rose" ze zdecydowanie trafnym tekstem o przyjaźni
kobieta - mężczyzna. Całość kończy tytułowy Karmazynowy Kosmos - lekko
senny, z rytmicznymi przejściami.
autor: Vampire
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|