Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
86% |
| liczba ocen: |
30 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Lana Lane "Queen Of The Ocean"
|
Nazwa zespołu: Lana Lane
Tytuł płyty: "Queen Of The Ocean"
| Utwory: |
In The Hall Of The Ocean Queen; Night Falls; Queen Of The Ocean; Let Heaven In; Frankenstein Unbound; Souls |
Wydawcy: Limb Music Products
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Lana Lane to zespół pochodzący ze Stanów, a dokładniej z Los Angeles. Od
pierwszego albumu z roku 1995 grają muzykę będącą mieszanką symfonicznego
metalu i progresywnego rocka. "Queen Of The Ocean" to ich czwarta
studyjna płyta, a siódma w ogóle pozycja w dyskografii. Mamy tu osiem
podstawowych utworów albumu oraz trzy bonus-tracki, które znajdziemy
tylko w wydaniu europejskim.
Na początku "In The Hall Of The Ocean Queen", krótki wstęp, kojarzący
się nieco z "Sings Of Life" z albumu "A Momentary Lapse Of Reason" Pink
Floyd. Skojarzenie to jest spowodowane przez plusk wody, jednak zamiast
gitary pojawiaja się klawisze. "Night Falls" - pierwsza minuta z
riffami gitary już w metalowym tonie i nagle, po wejściu wokalu, robi
się bardzo spokojnie. Głos Lany Lane dobiega jakby z zaświatów, jednak
za chwilę znów jest ostrzej. Sporo orkiestrowego tła, dodającego utworom
przestrzeni. Tytułowy "Queen Of The Ocean" ze spokojnym początkiem i
gitarą o lekko "Camelowym" zabarwieniu. W środku znowu ostro, dużo zmian
tempa i nastroju. "Let Heaven In" z ciekawą, marszową perkusją podczas
refrenu. Utwór o bardzo optymistycznym zabarwieniu, pełen życia. We
"Frankenstein Unbound" gitarzysta i klawiszowiec nie przebierają w
środkach - porównanie z polskim Abraxas nasuwa się samo. Najbardziej
charakterystyczny "Souls Of The Mermaids" uderza po uszach zaskakującymi
wejściami gitary. "Rainbow's End" - to coś do samochodu, ten utwór mógłby
z powodzeniem znależć się na ostatniej płycie Satrianiego. Na koniec
otrzymujemy prawdziwy klejnot w postacie przepięknego "Without You". Od
chwili zakupu "Queen Of The Ocean" przesłuchałem go już kilkanaście razy,
ale od samego początku stał się moim utworem roku 1999. Rzadko w jednym
numerze znajdziemy tak wiele emocji. Utwór ten został skomponowany przez
kuzyna Lany Lane na długo przed premierą debiutanckiego albumu zespołu.
"Połóż mnie na różanym posłaniu
Poczuj cierń, który rani moje serce
Krople krwi spadają i mieszają sie z wszystkimi moimi łzami
Czy mam zrezygnować z miłości?
...nigdy nie wiedziałam, że noc może być taka długa bez Ciebie
I tylko czas zechce wyleczyć, czas zechce uleczyć wszystkie rany..."
8 minut najpiękniejszej mieszanki smutku i tęsknoty. Tak kończy się ten
album. Na płycie mamy jeszcze trzy starsze propozycje. "Through The Rain"
to utwór z 1995 roku, który w pierwszej wersji pojawił się na albumie
"Love Is An Illusion". W 1998 roku na potrzeby rynku japońskiego został
poszerzony i zremiksowany. Do zniekształcenia głosu zastosowano tu
urządzenie zwane vocoderem. Pozostałe dwa bonusy to koncertowe wersje,
propozycje zespołu z wczesniejszych płyt, zarejestrowane wiosną 1998
roku w Japonii.
Tak jak "Hammer Fall" dwa lata temu, "Lana Lane" będzie z pewnością
moją metalową płytą roku, choć jest to metal w dużej części zmieszany
z rockiem. Mnie osobiście zupełnie to nie przeszkadza. Muzyka powinna
przypaść do gustu słuchaczom stylistyki prezentowanej przez Nightwish czy
Demon, co wcale nie oznacza, że Lana Lane to ten sam rodzaj muzyki. Niby
nie ten sam gatunek, ale duża wyobraźnia i zastosowanie dziesiątek
pomysłów aranżacyjnych to cechy również tego albumu.
autor: Przemysław Semik
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|