Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
80% |
| liczba ocen: |
10 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Madhouse "Kings Of Taste"
|
Nazwa zespołu: Madhouse
Tytuł płyty: "Kings Of Taste"
| Utwory: |
W.S.W.; Cokeman; Holy Bitches; 24; Cypis; Madhouse; M.I.K.Y; Clearance Sale |
Rok wydania: 1997
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Madhouse to całkiem miła jarosławska kapela, obracająca się w klimatach
thrashowych, nie dziwne więc, że musiałem prędzej czy później dorwać
się do ich dema "Kings of Taste". Postaram się pokrótce napisać, co mi
pasuje w tym materiale, a co nie.
Pierwsze co rzuca się w oczy, to oczywiście okładka - trochę zbyt żółta
jak na mój gust, projekt graficzny wydaje się być ciekawy (gitara i
dwa gryfy udają trupią czachę), jednak wykonanie pozostawia wiele do
życzenia. Z tyłu czytelną czcionką wypisane są tytuły utworów. Jest ich
osiem, jak tłumaczą się autorzy, trzy z nich nagrane na setkę.
Otwierający płytkę "W.S.W." zawiera bardzo ciekawie wyśpiewane na kilka
głosów intro, które za moment zastępują już tradycyjne instrumenty,
czyli perkusja, bas i dwie gitary grające riff, który wyraźnie kojarzy
się z Black Sabbath. Wokalista śpiewa bardzo niskim, zachrypniętym
głosem, jednak nie jest to na szczęście growling, jego wyczyny bardziej
podchodzą pod Motorhead. Już z pierwszego kawałka doskonale czuć styl
Madhouse - zazwyczaj wolny, ciężki thrash o sabbathowo/motorheadowym
zabarwieniu. Pomimo, że kapele wymienione przeze mnie są bardzo znane i co
drugi zespół z nich czerpie, Madhouse wyróżnia się, ponieważ już na
"Kings of Taste" wyodrębnił się ich specyficzny styl, którego wiele
kapel z polskiego podwórka może po prostu pozazdrościć. Kolejny utwór,
"Cokeman", to jeden z moich faworytów, średnio-szybki, z niezłym wokalem
i bardzo mocnymi riffami. "Holy Bitches" wita nas ładnym początkiem,
partie gitary nieodparcie kojarzą się ze Slayerem z czasów "South of
Heaven". W tym kawałku słuchacza czeka naprawdę niezła solówka. Utwór
pod tytułem "24" jest dla odmiany na początku bardzo energiczny, aby
za moment przerodzić się w coś odrobinę podobnego do poprzedniego. W
okolicach trzeciej minuty wkracza niezły riff i po raz kolejny ciekawa
solówka. Piąta już piosenka nazywa się "Cypis". Wydaje się trochę
bardziej energiczna i rozbudowana od poprzednich. Im dłużej płyta się
kręci w odtwarzaczu, tym bardziej mi się podoba :). Kawałek szósty,
"Madhouse" zaczyna się bardzo ciekawym riffem, do mojej głowy po raz
kolejny przychodzą motorheadowe skojarzenia. Po raz kolejny spisał się
gitarzysta solowy. W "M.I.K.Y" motorheadowość Madhouse wychodzi całkiem
na jaw. Jest energiczniejszy od poprzednich i trochę prostszy, ale za to
świetnie się przy nim macha łbem, chyba najlepszy moment płyty. Równie
ciekawy wydaje się być ostatni utwór "Clearance Sale". Muzycznie
lekko kojarzy się z Acid Drinkers, ale jest to skojarzenie bardzo
pozytywne. Czasami gitary zupełnie gasną i wtedy świetnie słychać wreszcie
bas, a jest się w co wsłuchiwać, bo basista nie ustępuję umiejętnościami
swoim kolegom od 6 strun.
Ósmy kawałek kończy się bardzo niespodziewanie, po raz kolejny naciskam
więc play i płytka leci od nowa. Przesłucham to jeszcze wiele razy, bo
Madhouse odwalił kawał dobrej roboty i atakowanie uszu ich demem jest
dla mnie przyjemnością :).
autor: Didejek
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|