Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
57% |
| liczba ocen: |
264 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Megadeth "Risk"
|
Nazwa zespołu: Megadeth
Tytuł płyty: "Risk"
| Utwory: |
Insomnia; Prince Of Darkness; Enter The Arena; Crush'em; Breadline; The Doctor Is Calling; I'll Be There; Wanderlust |
| Wykonawcy: |
Dave Mustaine - wokal, gitara; David Ellefson - gitara basowa; Marty Friedman - gitara; Jimmy DeGrasso - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Capitol Records Inc.
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 4
Album "Cryptic Writings" wydany 1997 roku nadał Megadeth niezwykle wysoką pozycję na rynku muzycznym. Nie trzeba chyba
wspominać o sukcesach teledysków i singli, które powiększyły popularność zespołu do tego stopnia, iż nawet drukowano
komiksy jemu właśnie poświęcone. Trudno zatem dziwić się wzrostowi oczekiwań fanów z biegiem czasu, a termin do którego
mieli cierpliwie czekać to 29 sierpnia 1999 roku. Tego właśnie dnia miała miejsce premiera dokonania mającego
ocenić rzeczywiste możliwości grupy w obliczu wcześniej wspomnianego sukcesu.
Tytuł albumu "Risk" - nietypowo krótki i
mało skomplikowany jak na Megadeth, podobnie jak sama okładka wzbudził wiele mieszanych opinii. Oto bowiem otrzymujemy
dwupłytówkę z pułapką na myszy na pierwszej stronie wkładki i zmienionym logo zespołu... Ocena zresztą należy do
każdego fana grupy, ja zaś starając się niczego nie narzucać skoncentruję się na zawartości muzycznej dokonania.
Duże zaskoczenie dopada na początku przy dość elektronicznym dziele "Insomnia". Mocny, dynamiczny początek utrzymany w
chorym klimacie. Całkowita nowość jak na Megadeth - po raz pierwszy pojawiają się sample. Często wyłaniające się
szepty, transowe, powtarzane riffy, a wszystko to jeszcze wzbogacone symfonicznymi eksperymentami. Niewątpliwie
producentom udało się stworzyć z tego numeru prawdziwe dzieło nieźle "zapowiadające" muzykę "Risk". W swoim nastroju nie
jest to jednak kompozycja osamotniona. Ponury klimat narasta już podczas historyjki opowiadanej "z zaciśniętymi zębami"
przez Mustaine'a (intro do "Prince Of Darkness"). Towarzyszą mu przy tym delikatne i jakże klimatyczne dźwięki gitary
na tle ponurych uderzeń bębnów dobiegających gdzieś z dali. Wtem słowa wypowiadane przez Dave'a zsypują się w jedną
mieszaninę, narasta ciśnienie i w końcu nadchodzi zdecydowany riff nadający wyraźniejszy rytm. Zwracają uwagę w tej
kompozycji ponownie wstawki smyczkowe, które utrzymują specyficzny klimat i w niejednym momencie są w stanie
przyprawić o dreszcze.
Po tych rodem z piekła kompozycjach nadchodzi czas na kolejną nowość w twórczości Megadeth - tzw. "wypełniacz", a jest
nim "Enter The Arena", stanowiący jakby intro do "Crush'em", utworu który promował "Risk" i z znalazł
miejsce na sountracku "Universal Soldier: The Return" (sam film zaś reklamował się teledyskiem do tej kompozycji).
Również i tu pojawiają się interesujące rozwiązania, jak chociażby umieszczenie wrzasku publiki powtarzającej po
Mustainie słowa refrenu. Jakkolwiek mamy tu do czynienia już z graniem bliżej rocka niż metalu, to mimo wszystko
kompozycja w mojej opinii sama w sobie jest bardzo udana. To samo można odnieść do "Breadline", w którym uwagę zwraca
szczególnie wspaniała solówka kończąca i rozmieszczenie w tle dźwięków gitary solowej. Solidny utwór rockowy, poza tym
drugi po "Crush'em" singiel z "Risk". Jako ciekawostkę dodać warto, iż kompozycja ta została użyta jako podkład w
reklamówce Narodowej Koalicji dla Bezdomnych.
Po dość pozytywnym nastroju, w jaki wprowadza muzyka z "Breadline", przyjazny klimat rozwiewają pierwsze dźwięki "The Doctor Is Calling" i dochodzące z oddali słowa z rozmowy. Dużej siły dodają utworowi umieszczone w tle szepty oraz
klimatyczne, celowo zdeformowane brzmienie gitary, czyniące go jednym z najmroczniejszych dokonań Megadeth.
Nadchodzi jednak utwór kolejny: "I'll Be There" utrzymany - co się wyjątkowo rzadko zdarza u Rudego i spółki - w bardzo
pozytywnym nastroju. Głównie za sprawą łagodnych solówek i tekstu w środku. Dalsza część albumu utrzymana jest już raczej w charakterze dekadenckim, tworzonym przez "Wanderlust", w którym
bębny jakby imitują przesuwanie wskazówki w zegarze, oraz "Ecstasy" z bardzo charakterystycznym refrenem i tym
przytłumionym brzmieniem gitary, z którym też stykamy się w poprzednim numerze. Teraz nadchodzi czas na lekką,
dynamiczną rockową kompozycję "Seven". Po jej charakterze i ciekawym zakończeniu basu można by wywnioskować, iż kończy
ona cały album. Ostatni bowiem "Time" - podzielony na dwie doskonale współgrające ze sobą części - balladową "The Beginning" oraz thrashową, zakończoną piękną solówką "The End", jest jakby epilogiem, oddzielonym nieco muzycznie od
reszty albumu.
Początkowo o "Risk" miałem bardzo dobrą opinie. Wówczas jednak był to drugi po "Cryptic Writings" album Megadeth, jaki
znałem. Do tej pory nie mogę odmówić klasy temu dokonaniu. Jest to materiał bardzo dokładnie oraz starannie wykonany
produkcyjnie i wbrew pozorom nie taki łatwy w odbiorze. Sam po kilkudziesięciu przesłuchaniach znajdywałem ukryte
zagrywki gitarowe, których przeciętny słuchacz nie wychwyci przy pierwszym kontakcie z płytą. Obecnie
jednak mam nieco szersze rozeznanie w twórczości Megadeth i wiem jednak na co tych facetów z Bay Area stać. Z bólem
serca muszę przyznać, iż więcej zapału mieli w sobie producenci niż sam zespół, niewykluczone jednak, że spora w tym
rola menedżmentu. Jeśli bym miał ocenić produkcję "Risk", bez wątpienia wystawiłbym ocenę najwyższą. Niestety strona
muzyczna pozostała nieco w tyle. Jednakże śmiało mogą za ten album łapać się fani dobrego, pokręconego rockowego
grania. Na pewno się spodoba.
Wspomnę jeszcze, iż krążek jest opatrzony w bonusową płytę z sześcioma kompozycjami, których tytuły nie powinny (a w
przypadku fanów Megadeth - nie mają prawa) być obce. Sama zaś płyta "Risk" wzbogacona jest dodatkowo o ścieżkę
multimedialną poświęconą relacji z nagrywania albumu, gdzie znajdziemy wypowiedzi muzyków, jak i samego menedżera Buda
Pragera.
autor: Serpenth
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
takie se
boleń (gość, IP: 77.237.16.*), 2011-11-29 21:28:50
| odpowiedz | zgłoś
do dzis risk byl jedna z ostatnich plyt megadeth ktorych brakowalo mi do kolekcji; mialem pewne obawy przed nabyciem tego krazka ale wreszcie jest,.. i nie taki diabel straszny, choc prawda jest ze nawet najlepszym tutaj prince of darkness i the doctor is calling do miana evergreenow duuuzo brakuje; nawet spodobal mi sie flirt z disco w crush'em(ach ten bas juniora, jak z modern talking); breadline to popelina ale jeszcze da sie sluchac; od koszmarnego i'll be there klimat zupelnie siada, udawanie bon joviego i jeszcze wiecej komerchy; 2 ostatnie numery daja rade ale caly srodek to cienizna; wiecej niz 6 to bym nie dal
|
| |
Risk
Wojtek777 (gość, IP: 83.12.191.*), 2008-08-26 08:55:58
| odpowiedz | zgłoś
To zdecydowanie największy niewypał Musteina(w zasadzie jedyny).Nie chodzi mi o to że płyta jest przebojowa,poprzednia też taka była,ale o to,że jest to popelina,której przebojowości,głównie odmówić należy,piosenki są zbyt skomplikowane,udziwnione,upstrzone kiczowatymi ozdobnikami.Najlepszy jest kawałek "Insomnia".Ciekawy choć też cudaczny "Prince of Darkness".
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|