Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
95% |
| liczba ocen: |
1356 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Metallica "Master Of Puppets"
|
Nazwa zespołu: Metallica
Tytuł płyty: "Master Of Puppets"
| Utwory: |
Battery; Master Of Puppets; The Thing That Should Not Be; Welcome Home (Sanitarium); Disposable Heroes; Leper Messiah; Orion; Damage Inc. |
Wydawcy: Music For Nations
Rok wydania: 1986
Data napisania recenzji: 19.05.2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
"Master Of Puppets" to trzecia płyta w dorobku Metalliki. Została wydana
w 1986 roku przez firmę Music For Nations, tak jak "Kill'em All" i "Ride
The Lightning". Jest uznawana za wybitne i najdojrzalsze dzieło panów
z Metalliki, z czym sie zgadzam w stu procentach. To był trzeci album
grupy, jaki poznałem. Najpierw był "Kill...", potem "Garage...", a na
końcu to (wiem, głupia kolejność, ale byłem jeszcze niedoświadczony ;)).
Na tej płycie powala wszystko, bez wyjątku: wspaniałe, ciężkie i ostre
jak stal gitary, i te dudniące bębny. Gitary brzmią tu tak wspaniale,
tak ciężko, że w połaczeniu z głębią i ciężkością bębnów daje to
piorunujący efekt (piorunujący - to chyba nie ten album...). Płyta ze
względu na zadziwiającą, jak na osiem utworów, długość, musiała być
wydana jako dwupłytowy album (analogowy), bo na jednym krążku było zbyt
mało miejsca, a rowki znajdowały się zbyt blisko siebie, co powodowało
fatalne brzmienie... Teraz taki "fatalny" album to majątek...
Teksty mowią przeważnie o manipulacji i kierowaniu ludźmi, jak
chociażby w "Master Of Puppets" czy "Disposable Heroes". Płyta bez
żadnego singla ani teledysku osiągnęła w roku wydania fantastyczne wyniki
sprzedaży. No, niech Britney się schowa... Według mnie ten album to moment
przełomowy. Jak wiadomo, podczas trasy koncertowej zginął najwspanialszy
basista świata: Clifford Lee Burton - Cliff. Od tamtego momentu Metallica
nie była już nigdy taka sama... Potem zmierzała konsekwentnie do celu,
jakim były szmirowate "Load" i "Reload"... Po drodze było jeszcze "And
Justice For All" i "Czarny album" - co jeden to bardziej komercyjny. Nowy,
Jason Newsted, nie jest niestety tak wspaniałym instrumentalistą. Znajomy
basista twierdzi, że wypacza on muzykę zespołu, grając kostką i w
ogóle nie pisze utworów. Podczas, gdy Cliff brał udział w komponowaniu
większości piosenek, Jason nie napisał nic na "And Justice...", zaś na
"Black" współtworzył jeden utwór - "My Friend Of Misery". To w zasadzie
nic. Okres do "Master..." włącznie to najlepsze lata Metalliki,
choć potem zdarzyły się "One", "Nothing Else Matters", "Enter Sandman",
"Until It Sleeps", "Mama Said", "Fuel", "The Memory Remains" i "Unforgiven
II". Ale the prawdziwa Metallica odeszła bezpowrotnie...
"Battery" - ciężkie jak diabli mięcho, poprzedzone epickim
wstępem... Takie zaskakujące, bo zrówoważony człowiek uznałby ten
numer za balladę lub za piękny utwór instrumentalny, jak np. "The Call
Of Ktulu". Ale nie, prózno szukać tam spokoju i opanowania. To wulkan
energii... Ten riff zwala z nóg tym, że jest po prostu TYM riffem!!! Głowa
nie może powstrzymać się przed gwałtownym potrząsaniem, a nogi rwa się do
skakania! Wtedy właśnie chciałoby się mieć gitarę i wymiatać jak Jaymz czy
Kirk lub zasiąśc przy bębach, by wymłócić sąsiadów z ich domostw... Tekst
mówi o jakimś chorym człowieku, który ma manię walki i zabijania. Jest
pełen agresji i nienawiści, chce wszystko zniszczyć... Niewątpliwie ten
utwór prowokuje do myślenia, bo zwraca na siebie uwagę...
"Master Of Puppets" - klasyk Metalliki, zaszczyca każdy koncert,
bo to chyba ich największy przebój. Najlepszy metalowy utwór
lat osiemdziesiatych. Każdy gitarzysta rockowy, metalowy, czy punkowy
zna ten główny riff. Gdy usłyszałem go po raz pierwszy w wieku 13
lat, nie wiedziałem, co mam myśleć... Wydało mi się to takie cholernie
skomplikowane, że wrociłem do tego dopiero po ponad roku... Już bardziej
doświadczony. Tekst, jak już wspominałem, mówi o manipulowaniu
ludźmi. Opowiada o osobniku, mającym swojego pana, któremu pokornie
służy... "Master, Master/Where are the dreams I've been after?"/Master,
Master/You promised only lies."
"The Thing That Should Not Be" - coraz ciężej. Powolny, ciężki numer z
cholernie skomplikowanym układem bębnów, gdzie Lars wrzuca różne swoje
pomysły. Ciekawy, z interesującą solówką gitarową, która brzmi jak
płacz lub, jak kto woli, krzyk. Tekst mówi o tym, że władcą jest człowiek
z morza... Ale nie wnikam w niego głębiej, bo ta piosenka nie
jest moją ulubioną...
"Welcome Home (Sanitarium)" - piękne! Jedyna ballada na płycie,
druga w dorobku zespołu i ma to samo miejsce na płycie co "Fade To
Black" na "Ride The Lightning " (numer cztery). Piekny, flażoletowy
wstęp, po którym pojawiaja sie te piękne dźwieki, takie proste, a tak
urzekające. Chyba jest nawet ładniejsza od "Fade...", ale potem
także zamienia sie w prawdziwą, "metallikową" młóckę. Tekst mówi o
zakładzie psychiatrycznym, gdzieś widziałem tłumaczenie "Sanitarium" jako
"Wariatkowo". Bez sensu, to nie jest jakaś wesoła popowa pioseneczka,
tylko poważny utwór z poważnym tekstem, mówiącym o tym, co naprawdę
przeżywa więzień. Chociażby sam wstęp "Welcome to where time stands
still/No one leaves and no one will..." ("Witaj w miejscu, gdzie czas
sie zatrzymał/nikt nie wychodzi i nikt nie wyjdzie...") przygotowuje
nas na poważną dyskusję z autorem na temat warunków w szpitalu
psychiatrycznym... Piosenka warta posłuchania i grania, lecz nie wiem
czy nadaje sie do tzw. tańca przytulanego. Przytocze pewną historię,
gdy tańczyłem (jeśli można to tak nazwać) na imprezie z dziewczyną przy
dźwiękach "One". Na poczatku wszystko szło ładnie, ale gdy przyszedł czas
na fragment "Darkness...", pogubiłem się zupełnie :) Nie wiedziałem co
robić, ale udało się jakoś wybrnąć. Dlatego z ballad Metalliki najlepsza
jest chyba "Nothing Else Matters"...
"Disposable Heroes" - i znów jak na poczatku płyty nasze bębenki naszych
bliskich atakuje potężna dawka szybkiego i ciężkiego mięcha. Potem
przychodzi czas na piękna zabawę: ile piękna można wyczarować, grając
na przytłumionej górnej strunie E, łamiąc rytm kilkakrotnie w ciągu
frazy... Na uwagę zasługuje także ilość i różnorodność riffów, bo nie
jest to bynajmniej powtarzanie jednego motywu w kółko... Słowa krytykują
wojsko i wojnę (jak później w "One"), pokazując obraz biednego, młodego
żołnierza, który jest męczony przez dowódców, i który "...was born for
dying...". Hmm, zastanawia mnie, czy Jaymz tak się bał wojska?
"Leper Messiah" - proszę nie mylić z niejakim A. Lepperem... Mogę
zaręczyć, że Metallica nie była świadoma, że kiedyś cos takiego wylezie,
ale zostawmy politykę, bo to prywatna sprawa każdego człowieka i nie chcę
tu obrażać nikogo, nawet polityków (ale tylko w tym przypadku). Otóż
ciekawi mnie poczatek piosenki, gdzie przez pół sekundy słychać Cliffa
Burtona, przymierzającego się do piosenki, potem słabiutki głosik Larsa:
"One..., two..., one, two, three, four" i gdy człowiek słucha tego utworu
po raz pierwszy, jest święcie przekonany, że na "four" nastąpi wybuch, a
tu... niespodzianka, utwór zaczyna się na to "five", którego nie ma... Nie
wiem, jaki to miało cel, ale jest fajne ;) Utwór zaskakuje ciekawym
riffem, przerywanym, tłumionym co chwilę. Tekstu nie jest zbyt wiele,
jest skandowany i trochę dla mnie niezrozumiały. Z jednej strony mówi,
żeby pocałować życie na pożegnanie, a potem, żeby kłaniać się trędowatemu
mesjaszowi. Może chodziło tu o sprzeciwienie sie i wyśmianie religii? Sam
pomysł nie jest zły...
"Orion" - trzeci już utwór instrumentalny Metalliki. I jak każdy wie,
na zawsze już będzie kojarzony ze ś.p. Cliffem Burtonem, bo to własnie w
jego połowie pojawia się krótkie basowe solo, piękna melodia, która tak
samo brzmi na gitarze, lecz grana na basie ma swoją głębię... Potem Kirk
i Jaymz dogrywają do podkładu Cliffa swoje sola i riffy, a Lars dodaje
spokojne i piękne bębny. Kolejny bardzo udany instrumental zaspołu, grany
na cześć Cliffa na jego pogrzebie. I to kolejny spadek po nim dla nas,
zostawił nam swoje umiejętności i swoją mądrośc, dlatego zawsze, gdy
słuchacie jego sola na basie, wspomnijcie go... Miał jedynie 24 lata...
"Damage Inc." - długa pieśń z ładnym wstępem na górnych progach
gitarki. Te dźwięki brzmią, jakby były puszczane od tyłu, co daje efekt
jakby początku ballady. Lecz kto posłucha utworu dalej niż do pierwszej
minuty, zorientuje się, że to kolejny kawałek spójnej całości, jaką jest
"Master...". Emocje podgrzewa występująca co jakis czas kanonada na
bębnach, tuż przed początkiem frazy "Blood will follow blood..."
I to koniec mojego wywodu, mam nadzieję, że otworzyłem niektórym oczy,
zaś innym pomogłem sięgnąć po ten album, bo naprawdę warto...
autor:
Qboot
|
tutaj od 28.06.2000
|
|
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Zobacz:
Wasze komentarze (poniżej)
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Lepper Messiah
Karlos (gość, IP: 62.121.65.*), 2009-10-12 10:59:42
| odpowiedz | zgłoś
Utwór "Lepper Messiah" nie jest ot takim sobie wyśmianiem religii, ale mówi o jakże popularnych w Stanach kaznodziejach, którzy czy to podczas występów w TV, czy imprez masowych wyciągają kasę od naiwnych wiernych, obiecując najhojniejszym "lepsze miejsce" w niebie (Make a contribution and you'll get a better seat). Temat ten porusza także "Personal Jesus" Depeche Mode oraz - dość żartobliwie - "Jesus He Knows Me" Genesis.
|
| |
tró
rzygac mi sie chce, jak czytam takie biadolenie, ze Cliff byl najlepszym basista. znam wielu duzo lepszych. dalej, Metallica skonczyla sie na (tu wstawic tytul plyty z okresu KEA - RTL). trzeba byc cholernie nudnym i ograniczonym czlowiekiem, zeby liczyc na to, ze zespol sie zatrzyma w miejscu i wyda 30 identycznych plyt (vide: ACDC). polecam poszerzyc pole widzenia i posluchac np S&M, bo jest dobra plyta, Load i reLoar tez w sobie cos maja. i ten Cliff. owszem, szanuje go, bo wspoltworzyl ten zespol, Jason jednak gral z nimi najdluzej i do tego jest naprawde dobrym muzykiem. no ale racja, nie umarl, wiec nie jest tró basista i tacy wlasnie fani go nienawidza i posadzaje Mete o komercje. wiesz w ogole co to znaczy 'komercja'? bo dla mnie wszystkie kapele, ktore nie rozdaja plyt za darmo, sa komercyjne. bo graja dla kasy. smiesznie, wychodzi na to, ze wszystki prawdziwe undergroundowe kapele, grajace thrash z lat 80tych sa komercyjne. to straszne! dawno sie musieli skonczyc.
|
| |
re: tró
Spokojnie men - wyrosną z tego gadania. trochę więcej latek potrzeba, ot co.
|
| |
re: tró
fak em ol (gość, IP: 157.158.178.*), 2008-06-02 23:55:22
| odpowiedz | zgłoś
Mnie za to chce się żygać, jak słyszę, że S&M jest dobrym albumem... Jest jedno adekwatne słowo: nieporozumienie.
|
| |
re: tró
Cholera. Zgadzam sie ze wszystkim co napisales, zwlaszcza jesli chodzi o Burtona. Ludzie lubia tworzyc sobie bozkow ze zmarlych idoli. Gdyby Burton nie zginal to pewnie jak reszta jego kolegow regularnie uczeszczlby na rozne terapie i bylby pewnie zaszyty, a takie albumy jak load i reload i tak by sie ukazaly, Metallica to nie byl tylko Burton. Ile mogli nagrac jeszcze takich plyt jak RTL i MOP zanim zaczeliby zjadac wlasny ogon?
|
| |
Koniec Metallicy...
Jak dla mnie Metallica skończyła się na "Czarnej"...
Chłopaki nie poszły dalej wytoczoną drogą przez An Justice..., Master.... oraz Czarną która moim zdaniem miała otworzyć nowy rozdział.
Ogromna szkoda, te Loud'y i ReLoud'y to nie ten sam zespół
Tylko jeszcze S&M trzyma poziom, choć nie do końca.
|
| |
Blackened
slayer667 (gość, IP: 89.78.7.*), 2008-04-09 00:56:46
| odpowiedz | zgłoś
Newsted miał swój udział przy tworzeniu Blackened o ile się nie mylę...
|
| |
Tak, "...And Justice For All" był naprawdę bardzo komercyjny...
tak, "...And Justice For All" był naprawdę bardzo komercyjny... :/
|
| |
Cliff Mistrz
KacperCoenGoD (gość, IP: 79.186.105.*), 2008-01-30 08:57:28
| odpowiedz | zgłoś
No, no całkiem ładny opis płyty, która zmienia na zawsze życie tego, który ją usłyszy. Cliff był i jest mistrzem, a na "Masterze" udowodnił to najlepiej. MetallicA górą!!!
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|