Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
77% |
| liczba ocen: |
18 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Millenium "Vocanda_"
|
Nazwa zespołu: Millenium
Tytuł płyty: "Vocanda_"
| Utwory: |
Back To Myself Part II; It Could Have Happened To You!; I Am; Visit In Hell; Waltz Vocanda; For The Prize Of Her Sad Days; Lady Cash Cash; I Would Like To Say Something; The Purgatory Stop; The Circles Of Life; Back To Myself Part I |
Wydawcy: Lynx Music
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Krakowska scena artrockowa po rozwiązaniu grupy Albion nie przedstawiała
się okazale. Dopiero ostatnio wypłynęły dla nieco szerszej publiczności
zespoły takie jak Rewolwer, Kroner Cirkus czy Millenium, choć wciąż
rzadko znane są poza samym rodzimym miastem. Wśród nich najbardziej
znany jest chyba ten ostatni. Ma na koncie dwie płyty... "trzy"
podpowie ktoś życzliwy? Za tę trzecią, a właściwie za debiut, możnaby
uznać krążek formacji Framauro, na której fundamencie powstało właśnie
Millenium. Zespół wydaje płyty własnym sumptem, pod szyldem wydawnictwa
Lynx Music, założonego przez lidera grupy Ryszarda Kramarskiego. Szerzej
znane jest ze składanki "Polish Artrock - Part I".
"Vocanda_" zastanawia już okładką. "Lynx Music" wydaje płyty w
pięknych tekturowych opakowaniach, acz początkowo trudno przyzwyczaić
się do wyjmowania płyty i książeczki z tektury, łatwo uszkodzić
takie pudełko. Dlaczego zastanawia? Ujmę to tak, przypomina raczej
okładkę przygotowaną dla płyty z muzyką techno. Jest jednak wyjątkowo
stonowana i bardzo ładnie prezentuje się na półce, między płytami
Quidam i Lizard. Płytę rozpakowaliśmy zatem, pogłówkowaliśmy trochę,
o, książeczka. Utrzymana w podobnym klimacie, który powoli zaczyna
zachwycać. Okazuje się że "Vocanda_" to koncept. Historia napisana przez
Ryszarda Kramarskiego opowiada o biznesmenie, który po wypadku trafia do
szpitala i w śpiączce toczy proces o swoje życie z aniołami i diabłami.
Świetne wrażenie robią rysowane ilustracje autorstwa Rahima Ajdarevica
Hajdariego.
"Vocanda_ - it is Daniel's story"... tak, wszystkie teksty są
anglojęzyczne. Wbrew pozorom wychodzi to płycie na dobre. Śpiewane są
czystą angielszczyzną, podchodzącą idealnie pod kompozycję. Album
przygotowany został dla miłośników artrocka z całego świata, płyty
ściągane są nawet z Meksyku. Wyganiamy rodzinę z pokoju, płyta do
otwarzacza, rozsiadamy się wygodnie... dajemy pochłonąć dźwiękom.
Sceneria jakby w garażu... startuje silnik... a za nim podąża
gitara klasyczna i śpiew. Przypomina się "Scenes From A Memory"
Dream Theater. Zaraz... jak to się nazywa? "Back To Myself Part
II"? Part II?? Tak... płyta rozpoczyna się od końca. Część pierwszą
kompozycji będzie nam dane wysłuchać dopiero na końcu... warto, bo
to zdecydowanie najpiękniejszy utwór na płycie. Wszystkie piosenki
są ze sobą połączone, każda "wynika" bezpośrednio z poprzedniczki. I
doskonale ilustrują opowieść. Delikatne instrumentalne wprowadzenie
w już właściwą część płyty, nagle wszystko staje nam przed oczami,
muzyka wybucha pełnią barw. Jakby wspaniała uwertura do opowieści... i
znów skojarzenie ze "SFAM"... ale to nie progmetal. Zatem jak brzmi ta
płyta? Ewidentnie artrock. Sporo brzmień typowych dla Floydów czy Genesis.
Te grupy właśnie, jak i Marillion czy Pendragon, muzycy wymieniają jako
inspiracje. Mamy jednak do czynienia z czyms nieporównanie ważniejszym
niż samo kopiowanie mistrzów. Millenium wychodzi naprzeciw znaczeniu
słowa progresywny i od razu czuć tu własny styl, własne pomysły na muzykę.
Same piosenki są zróżnicowane. Piszę "piosenki", nie ma tu jednak typowych
przebojów, może z wyjątkiem wspomnianego już fascynującego "Back To Myself
Part I", najbardziej przypominającego dokonania Floydów, lecz również
tutaj słychać wyraźnie własne pomysły muzyków. Do tego utworu będzie
się sięgać jeszcze długo. Wyróżnić należy drugą piosenkę na płycie -
"Visit In Hell", zaśpiewaną i zagraną z takim diabelskim właśnie pazurem
oraz kolejną - "Waltz Vocanda" z rewelacyjnym, przebojowym refrenem,
nasuwającą skojarzenia z "Boską Komedią", Neronem czy Poncjuszem
Piłatem. I słusznie - w warstwie lirycznej stanowi wprowadzenie do
niebiańskiego sądu nad naszym bohaterem. Stylizowane lekko partie
instrumentalne, "leniwy" jakby początkowo wokal, śmiechy... I świetne
solówki w drugiej części utworu.
Każda następna pieśń ma w sobie wiele piękna, choćby świetna floydowska
ballada "For The Prize Of Her Sad Days". Na całej płycie zachwycają
solówki gitar i saksofonu oraz aranżacje klawiszy. Wszystko łagodne i
stonowane kiedy trzeba, wybucha nagle ładunkiem emocji. Brawa należą się
wokaliście Łukaszowi Gałęziowskiemu, obdarzonemu ciekawym głosem, który
również wykształcił swoją własną manierę śpiewania. Kompozytor, autorem
muzyki jest Ryszard Kramawski, zawarł sporo interesujących pomysłów
("Visit In Hell", "Lady Cash Cash", "I Would Like To Say Something",
"The Purgatory Stop"). Poprowadził zarówno brzmienie jak i kompozycję we
własnym kierunku, co sprawia że ta płyta jest prawdziwie progresywna, w
przeciwieństwie do wielu innych współczesnych, znacznie bardziej uznanych
grup artrockowych, naśladujących jedynie to co znamy już od dawna.
Mógłbym napisać że płyta jest trudna w odbiorze... początkowo niektóre
rozwiązania nie trafiały do mojego przekonania, teraz jednak po
wielokrotnym przesłuchaniu z czystym sumieniem wystawiam moją "całkowicie
subiektywną ocenę" - 9/10. Płytę polecam, a muzykom życzę wielu równie
udanych albumów i należnego uznania.
autor: Dariusz "Brajt" Wędrychowski
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|