Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
89% |
| liczba ocen: |
145 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Misfits "Famous Monsters"
|
Nazwa zespołu: Misfits
Tytuł płyty: "Famous Monsters"
| Utwory: |
Kong At The Gates; The Forbidden Zone; Lost In Space; Dust To Dust; Crawling Eye; Witch Hunt; Scream!; Saturday Night; Pumpkin Head; Scarecrow Man; Die Monster Die; Living Hell; Descending Angel; Them; Fiend Club; Hunting Humans; Helena; Kong Unleashed |
Wydawcy: Roadrunner Records / Metal Mind Productions
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
"Famous Monsters" to drugi i jak na razie ostatni album odrodzonego bez
Glenna Danziga zespołu Misfits. Czy nazwiemy ich twórczość po amerykańsku
- hardcore, czy bardziej po europejsku - punkiem, nie ma to najmniejszego
znaczenia. Jadą po prostu chłopaki ze 200 km/h, łojąc niemiłosiernie i
śpiewając przy tym radośnie.
Często łapię się na tym, że w muzyce wielu wykonawców doszukuję się
wpływów "braci" Ramone. W niektórych przypadkach może i nie mam racji,
ale w kwestii Misfits o pomyłce nie ma mowy. Mało tego, że często mamy
tu do czynienia z podobną prostotą i melodyką, to jeszcze na dodatek
zajmują się nimi ludzie związani wcześniej z Ramonesami. W przypadku
"Famous Monsters" byli to Daniel Rey i Ed Stasium, a ten pierwszy
współuczestniczył nawet w komponowaniu kilku znakomitych utworów.
W porównaniu do poprzedniego albumu grupy - "American Psycho" - zmieniło
się właściwie jedynie brzmienie. Obecnie jest nieco cięższe, bardziej
masywne, natomiast w kwestii stylu mamy do czynienia ze stagnacją -
królują agresywne lecz przesycone melodiami kompozycje. I dobrze,
bo takie granie najbardziej chwyta mnie za serce. Teksty w dalszym
ciągu penetrują te ciemniejsze i mocno ocierające się o horror strony
ludzkiego (czy tylko ludzkiego?) życia. Zawsze mnie trochę śmieszyło to
charakterystyczne dla Misfits połączenie chwytliwych melodii z mrocznymi
tekstami. No bo jak tu się nie uśmiechnąć, gdy Graves śpiewa "living
hell uoooo" albo "I hope you die, die monster die" pod wesołą,
prawie popową MELODIĘ.
Oczywiście, że byłoby wspaniale, gdyby nadal za mikrofonem w Misfits
stał Danzig. Być może do tego wkrótce dojdzie - Jerry Only chce
zakopać topór wojenny i zabiega o udział Glenna w serii jubileuszowych
koncertów. Jednak dla mnie, ten zespół niewiele stracił na nieobecności
"gdańszczanina". Niezwykle podoba mi się sposób śpiewania jego następcy -
potrafi przywalić płucem aż ziemia zadrży, ale równie dobrze sprawdza
się w spokojniejszych numerach jak choćby "Saturday Night". Chociaż
z drugiej strony to właśnie Glenn odśpiewał kiedyś mój ulubiony numer
Misfits "I Turned Into A Martian". I ja o tym cały czas pamiętam.
autor: RaMoNe
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Misfits rządzą
Chainsaw7 (gość, IP: 87.205.77.*), 2012-04-24 17:31:58
| odpowiedz | zgłoś
Tak szczerze wolałem Danziga zwłaszcza w Earth a.D , ale to prawda Graves jak przyrżnie to się sufit trzęsie (sąsiad też). Oceniam ten album na dobre 9+ i zgadzam się z autorem
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|