Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
96% |
| liczba ocen: |
255 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: My Dying Bride "The Dreadful Hours"
|
Nazwa zespołu: My Dying Bride
Tytuł płyty: "The Dreadful Hours"
| Utwory: |
The Dreadful Hours; The Raven And The Rose; Le Figlie Della Tempesta; Black Heart Romance; The Cruel Taste Of Winter; My Hope The Destroyer; The Deepest Of All Heart; Return To The Beautiful |
| Wykonawcy: |
Aaron "Aaron" Stainthorpe - wokal; Andrew Craighan - gitara; Hamish Glencross - gitara; Adrian "Ade" Jackson - gitara basowa; Shaun Steels - instrumenty perkusyjne; Yasmin Ahmid - instrumenty klawiszowe |
Wydawcy: Peaceville Records
Rok wydania: 2001
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Muszę przyznać, że nie podchodzę już z takim
entuzjazmem do nowych płyt, nowej-starej muzyki, dojrzałość, czy starość,
może przesyt? I nowy album My Dying Bride nie wydaje się z pozoru aż tak
wspaniałym, żebym nie mógł się bez niego obejść. Na pewno bardziej
emocjonowałem się podczas pierwszych przesłuchań "The Angel And the Dark
River", czy "Turn Loose the Swans". No ileż razy można się zachwycać tymi
samymi dźwiękami. No właśnie, a jednak można, choć czy naprawdę są to te
same dźwięki?
Czyż nie chodzi tu bardziej o odkrywanie siebie, zarówno przez twórców, jak
i słuchaczy, niż o przyjemne spędzenie czasu? Oczywiście im dalej w las, tym
większe ciemności, ale i radość pełniejsza. Dlatego każda płyta My Dying
Bride jest dla mnie tak ważna, choć przyznaję, iż czasami trudno ich słuchać
bez znużenia, a ono pojawia się przy każdym nieuważnym słuchaniu, kiedy
słuchamy jakby z przymusu, czy też z przyzwyczajenia...
"The Dreadful Hours" nie jest płytą przecierającą jakieś
nieodkryte jeszcze szlaki, być może MDB ma już to za sobą, starsi słuchacze
pewnie nie będą mieli im tego za złe. Sam nie wiem, czy ten zespół
potrzebuje szukania jakiegoś nowego kierunku na swej muzycznej ścieżce,
"34.788%..." świadczy o tym, że nie skończyłoby się to kompromitacją. A jednak
wydaje się, że prawdziwy MDB to taki, który słychać na "The Dreadful
Hours".
Po trochę nudnawym "The Light at the End of the World" ta płyta
może być prawdziwym, świeżym oddechem. Czasami kompozycje MDB bywały
niedopracowane, budowane z kilku powtarzających się motywów, traciły po
kilkunastu przesłuchaniach na atrakcyjności. Kiedy nie
można już nic nowego odnaleźć w słuchanej muzyce, wtedy tak naprawdę nie
słuchamy, po prostu spędzamy czas przy dobrze znanych dźwiękach. Utwory na
"The Dreadful Hours" wciąż mają po dobrych kilka minut, ale za to płyta nie
ciągnie się tak, jak to miało miejsce np. na "Like Gods of the Sun". Tam te
dłuższe utwory dłużyły się niemiłosiernie, zwrotka, refren, zwrotka, refren
i tak przez np. 9min.
Tu każdy utwór potrafi zmienić swe oblicze, zaskoczyć
monumentalnym uniesieniem, wbić w fotel skomasowanym, agresywnym uderzeniem,
czy też dać ochłonąć przy dźwiękach fortepianu przypominającego bicie
dzwonów. Ta płyta jest jakby konglomeratem całej twórczości MDB. Po trosze
tu wszystkiego - luźnych, hipnotycznych motywów z czasów "34.788%...",
harmonijnych melodii z "The Angel and the Dark River", przytłaczających
ścian dźwięku, miarowych riffów z "Like Gods of the Sun", czy też wreszcie
zmian tempa i nastroju, jak w "Christliar" z ostatniej płyty. Jednocześnie
jednak, nie jest to powielanie pomysłów. Słychać przede wszystkim nowe
podejście do tworzenia kompozycji, które zyskały na dramatyzmie, dzięki
czemu cała płyta trzyma w napięciu, aż do ostatniego dźwięku. Dzięki tej
różnorodności, muzyka nabrała kolorów i choć wciąż przeważa czerń, to często
z tych ciemności wyłaniają się mglisto-senne, ciepłe, jesienne barwy, a
czasami atmosfera na płycie nabiera niezwykłego patosu, który kojarzy mi się
z błękitem zimowego nieba.
...i co tu jeszcze pisać, My Dying Bride jak za "starych dobrych
lat", choć ze zdecydowanie nowym podejściem. Każdy, kto zakochał się kiedyś
w tej muzyce, nie przejdzie obok tej płyty obojętnie - powalające brzmienie,
sugestywna interpretacja Aarona i dopełniające całości przestrzenne
klawisze.
Jedyna rzecz, do której się przyczepię, to ponowne nagranie "Return to the
Beautiful" z "As the Flower Withers" (no proszę udało mi się wymienić
tytuły wszystkich albumów :) ). Nie wiem, jaki temu przyświecał cel, ale to
"wyczyszczone" brzmienie po prostu nie pasuje do mrocznego charakteru tego
utworu.
"The Dreadful Hours" to bardzo dobry album i jedna z
najciekawszych pozycji w dyskografii My Dying Bride. Oczywiście starsze
płyty mogą wzbudzać większy sentyment, jednak ich muzyka dojrzała właśnie na
"The Dreadful Hours" i myślę, że jest ona dobrym zwiastunem na
przyszłość.
autor: Arhaathu
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
TDH
mój ulubiony krążek MDB bez skrzypiec. bez dwoch zdań, wolę ten album niż ALODK ktory jednak z lekka dziala na mnie (jak wczoraj) usypiająco hehe widocznie sie nie znam ;P
The Dreadful Hours- świetne, ale maxa nie dałbym wlasnie za 'Return..'
po co to nagranywano ponownie, skoro oryg. jest tak zajebisty- też nie wiem.
|
| |
re: TDH
ja akurat wiem....ale Ci nie powiem ;-P
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|