Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
97% |
| liczba ocen: |
272 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: My Dying Bride "Turn Loose the Swans"
|
Nazwa zespołu: My Dying Bride
Tytuł płyty: "Turn Loose the Swans"
| Utwory: |
Sear Me MCMXCIII; Your River; The Songless Bird; The Snow in My Hands; The Crown of Sympathy; Turn Loose the Swans; Black God |
| Wykonawcy: |
Aaron "Aaron" Stainthorpe - wokal; Andrew Craighan - gitara; Calvin - gitara; Ade - gitara basowa; Martin "Martin" Powell - skrzypce; Rick "Rick" Miah - instrumenty perkusyjne |
Wydawcy: Peaceville Records / Metal Mind Productions
Rok wydania: 1993
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Rok 1993 - prężny rozwój wszystkiego, co brutalne i deathowe. Im agresywniej i
ekstremalniej tym lepiej... Ale nie wszyscy do końca zadowoleni byli z takiego
obrotu spraw. Wielu już wtedy podświadomie, lub całkiem jawnie czekało na
zastrzyk świeżej krwi, na coś pod potęgą czego ziemia rozwarłaby swoje drżące
ciało... Tak, jak dwa lata wcześniej, gdy noc padła na kolana przed kultowym,
rewolucyjnym "Gothic" Paradise Lost. W końcu prośby się spełniły. Nadszedł dzień,
który kolejny raz namieszał na deathowej scenie. Dzień, w którym z melancholii i
bólu wybudowano wiekopomny monument, otwierający swe bramy dla każdej odtrąconej
duszy. My Dying Bride "Turn Loose the Swans"...
Właściwie to nie ten album zapewnił Umierającej Narzeczonej wyjątkową pozycję w
świecie ciężkiego grania. Już "As the Flower Withers" ukazał ich jako grupę
nietuzinkową, oryginalną, wymykającą się jakimkolwiek klasyfikacją i porównaniom.
My Dying Bride, podobnie jak Paradise Lost, Tiamat czy Anathema, podążył w
kierunku piękna, smutku, cierpienia i mroku. Ciężar zaromansował z delikatnością,
chaos z przestrzenią, uczucia z brutalnością... Zdarza się jednak, że nawet
wspaniały debiut zostaje przyćmiony potęgą swego następcy. Tak właśnie było w tym
przypadku. "Turn Loose the Swans" to dołująca do szpiku kości opowieść o bólu,
miłości, śmierci, zagubieniu... Opowieść, zastanawiająca przez swój smutek,
strach i agonalne piękno, zatopione w morzu płaczących emocji.
Od pierwszych dźwięków "Sear Me MCMXCIII" (początkowy motyw jest taki sam, jak w
pierwotnej wersji znanej z "As the Flower Withers", potem jednak zamienia się w
zupełnie inną kompozycję. Tu przy akompaniamencie wyłącznie skrzypiec i
klawiszy...), zaczyna się Misterium pełne łez, smutku i desperacji. Jest w tym
jednak jakaś iskierka nadziei szybkiego przejścia w sferę braku jakichkolwiek
uczuć i emocji - chwilowych i wiecznych. Zimny uścisk porywa moje drżące
dłonie... Zamyka usta, bym nie mogła zadawać żadnych pytań... Stanowczo każe iść
za sobą... Nie protestuję... Nie mogę... Nie potrafię... Już teraz wiem, że moja
podróż nigdy się nie skończy... Słyszę dosłownie tę rzekę, płynącą przez jakiś
dziewiczy las w zamglonej otchłani nocy ("Your River"). Smakuje jak krew, pachnie
jak róża... Dlaczego na jej falach wznoszą się wciąż jeszcze świeże łzy ludzkiej
boleści...? Teraz wiem... Narodziła się z głębokiej rozpaczy młodego kochanka,
stojącego nad łożem śmierci swej umierającej narzeczonej... Świat brutalnie
odebrał im miłość... Słyszę łopot skrzydeł niemego ptaka, który tylko w ten
sposób może zaznaczyć swą obecność w tej nierealnej rzeczywistości ("The Songless
Bird"). Czy jego majestatyczny śpiew rozpłynął się w obłokach wszechobecnego
cierpienia? Mogę odczuć padający śnieg, ale jest to śnieg powstały z wygasłych
uczuć osoby, którą się kocha ( "The Snow in My Hands"). Obojętność, chłód,
odtrącenie... tak dobrze to znam z własnego życia... Moja desperacka przeprawa
trwa dalej... Z oddali widzę rozmazaną, ukoronowaną postać ( "The Crown of
Sympathy)". Czy to książę w blasku chwały, wracający do swego pałacu? Nie, to
ktoś, kto przeżył śmierć wielu bliskich osób, często zmarłych po długotrwałych
torturach. Ta korona na jego głowie to symbol bólu, rozpaczy, współczucia... Nie
wiem już, czy jestem poetą wśród niepoetów, czy tylko ziarnkiem piasku, bo
skradziona mi skrzydła ("Turn loose the Swans" ). W końcu odczuwam obecność
czarnego boga ("Black God"), który nie jest niczym innym jak tylko pustką,
zagadką, nie kończącą się otchłanią wieczności, milczącą enigmą ludzkiego bólu,
bo tylko on liczy się tu i teraz...
Co tu dużo mówić - "Turn Loose the Swans" to kult dla wszystkich wielbicieli
melancholijnych rozmachów. Spektakl, symfonia męki, okryta całunem namiętnej
erotyki, odziana w płaszcz natchnionej poezji... Jedno z tych dzieł, o których
czas zawsze będzie pamiętał. Bo TAKIE rzeczy nie zdarzają się dwa razy. Nie
mogą...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|