zaloguj się | nie masz konta?! zarejestruj się! | po co?
rockmetal.pl - rock i metal po polsku czwartek, 19 października 2017

recenzja: Naamah "Naamah"

10.04.2002  autor: Dariusz "Brajt" Wędrychowski
okładka płyty
Nazwa zespołu: Naamah
Tytuł płyty: "Naamah"
Utwory: Intro / Kolejny Raz; Dokąd Idziesz; Daleylah; Twoja; Kantylena; Ostatni Walc; Eternal Fear; Anioł
Wykonawcy: Mikołaj Szałkowski - gitara; Adam Kaliszewski - gitara; Marcin Stasiak - gitara basowa; Tomasz Grochowski - instrumenty perkusyjne; Anna Panasz - wokal; Krzysztof Szałkowski - instrumenty klawiszowe; Zwierz - głosy; Ewa Frakstein - głosy
Rok wydania: 2000
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8

Tak już jest, że co jakiś czas na scenie muzycznej pojawia się zespół, który - mając dość zastanej sytuacji w poczuciu artystycznego spełnienia się w danej stylistyce lub po prostu z powodu odmienienia muzycznych preferencji - decyduje się na różne eksperymenty. Pół biedy dla słuchaczy, jeśli wplatają nowe pomysły w znany już styl gry, lecz gdy muzycy na wzór Roberta Frippa całkowicie odchodzą od starego grania, wielu fanów może już tylko jęczeć i kwiczeć. Ale to, co dla jednych może być zawodem, inni, o szerszych gustach muzycznych, przyjmą z najwyższym entuzjazmem. Ja tak właśnie czekam na nowy materiał "gotyckiej" grupy Naamah. "Gotyckiej", bo obecnie z gotykiem nie ma ona już wiele wspólnego, choć wyrastała w tej właśnie stylistyce. W oczekiwaniu na nowy album, wróćmy jeszcze raz do połowy roku 2000, kiedy to zespół nagrał swój drugi materiał.

Zaczyna się dość typowo - mamy fajną, mroczną nazwę kapeli, równie mroczną okładkę z jak zawsze smutnym aniołem i czarne tło w środku. Myślimy sobie - o, kolejne Artrosis. Całe szczęście muzycy, choć instrumentalnie i aranżacyjnie wiele im jeszcze brakuje, wiedzą o co chodzi w swoim fachu. Dla mnie płyta "Naamah" Warszawiaków jest jednym z ciekawszych dokonań sceny gotyckiej. Perkusja brzmi jak automat? Owszem. Od klawiszy wieje monotonią? Możliwe. Ale jest w tej muzyce coś, co porywa. Jest tu coś, co każe zastanawiać się nad dzwiękiem. Jest tu coś, co sprawia że muzyka jest świeża, a to stawia ją ponad zdecydowaną większość gotyckich gwiazdek. Zacznijmy od początku.

Jak to wygląda od strony kompozycyjnej? Dostajemy muzykę dość zróżnicowaną, przebojowe gotyckie kawałki, jak otwierający płytę "Kolejny Raz" czy "Daleylah", świetna piosenka z mocnym wykopem, o ogromnym potencjale przebojowym, która od razu wpada w ucho i do której zawsze chętnie się będzie wracać. Są też ballady, jak ciekawie zaaranżowana "Twoja", okraszona łagodnymi skrzypcami, zakończona podniosłą partią instrumentalną, i w końcu patetyczna, tajemnicza "Kantylena", do tekstu Kamila Baczyńskiego, instrumentalny "Ostatni Walc" i szczególnie dopieszczony, porywający "Eternal Fear", dla mnie najlepszy obok "Daleylah" utwór na tej płycie. Świetne riffy, bogata aranżacja, świetnie wpasowany głos Anny Panasz i ten patetyczny finał ze skrzypcami oraz pięknymi wokalizami - nie jest to wprawdzie "Starless" King Crimson, ale naprawdę w powietrzu unosi się właśnie podobny duch. Całośc zamyka delikatny, melancholijny "Anioł", w którym znów urzeka głos młodziutkiej Ani. Zresztą bardzo umiejętnie buduje ona klimat kompozycji, wydobywając swoimi interpretacjami ich piękno. W niektórych fragmentach towarzyszy jej sopranistka Ewa Frakstein oraz tajemniczy głos pewnego nieutulonego Zwierza. Czuć również, że muzycy mają ambicje grać coś więcej niż klimatyczną muzykę, ciągnie ich ku progresji, choć choćby perkusja hamuje ich tu stanowczo.

Na nowej płycie jednak oba słabsze ogniwa - perkusja i klawisze - są już uzupełnione o muzyków nie tylko pasujących do reszty, ale nawet popychajacych zespół do przodu, przez co nowe, progmetalowe oblicze zespołu jest o wiele dojrzalsze od tego z okresu płyty "Naamah".

Komentarze
Dodaj komentarz »