Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
85% |
| liczba ocen: |
62 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Nofx "Punk In Drublic"
|
Nazwa zespołu: Nofx
Tytuł płyty: "Punk In Drublic"
| Utwory: |
Linoleum; Leave it alone; Dig; The cause; Don't call me white; My heart is yearning; Perfect government; The brews; The quass; Dying degree; Fleas; Lori Meyers; Jeff wears birkenstocks?; Punk guy; Happy guy; Reeko; Scavenger type |
Wydawcy: Epitaph Records
Rok wydania: 1994
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
"Punk in drublic" była moją pierwszą własną płytą Nofxa. To dzięki
niej oderwałem się od Offspringa i innych hybryd rockowych. Została
wydana w 1994, a wiadomo co wtedy działo się na rynku muzycznym.
Do sklepów trafił "Smash" Offspringa, "Dookie" Green Day'a oraz
"Let's go" Rancida. Data ta była punktem zwrotnym w punk rocku,
a w zasadzie jego powrotem. Według mnie Nofx przysłużył się temu
w najlepszy sposób. Ciekawostką jest sam
tytuł krążka. "Punk in drublic" ma w zamierzeniu oznaczać "Drunk in public"
(Nofx już wiele razy bawił się w tego typu bajery).
Krążek otwiera El Hefe swoją czterosekundową wstawką spiewaną
ala' Pavarotti. Ale już po chwili zastępuje go dzika gitara
i charekterystyczna dla Nofxa perkusja. Kawałek "Linoleum" idealnie
pasuje na początek "Punk in drublic". Po nim przychodzi kolej na
"Leave it alone", znany niektórym z teledysku (Nofx ma ich aż trzy :).
Piosenka bardzo udana, z fantastycznymi "wycinkami w graniu".
Następny utwór "Dig" jest jednym z moich ulubionych - jednak niech
początkujący fani się na niego nie napalają, doskonałość tej kompozycji
dostrzega się po około dwóch tygodniach słuchania. Potem przychodzi
kolej na "The cause" ze wspaniałą, niepowtarzalną wstawką gitarową
oraz nawet harmonicznym śpiewem - jedna z oryginalniejszych pozycji
na płycie. Następną piosenką jest "Don't call me white". Bardzo
szybko wpada w ucho, jednak nie wprowadza niczego nowego w podkładzie
instrumentalnym. Szósta kompozycja to "My heart is yearning".
Jest naprawdę nietypowa. Nie wiadomo czy to ska, czy raegge czy
jeszcze coś innego. W odróżnieniu od reszty utworów, dużą rolę
pełni tutaj trąbka. Kawałek jest ostoją, która pozwala na 2,5
minutowe odsapnięcie. Po niej następuje "Perfect government" z
bardzo fajnym tekstem. Przez chwilę Fat Mike śpiewa prawie jak
Muniek Staszczyk z T-love. Ósma pozycja "The brews" to prawdziwa
perełka, zresztą moją ulubiona. Ta piosenka jest fenomenalna,
z kilku(nasto) osobowym wokalem. Poza tym ma zadatki na hymn punkowy,
aż strach pomyśleć, co dzieje się na koncercie, gdy śpiewa publika
:) Po "The brews" wchodzi cieżka (jak na Nofx) gitara z "The quass".
To utwór instrumentalny, który stanowi jakby wstęp do "Dying degree".
Jest niczego sobie, ma fajny refren. "Fleas" jest chyba jedną
z najnudniejszych kompozycji (ale jest także wspaniała). Dwunastka
- "Lori Meyers" - prawdziwi miodek na kształt ballady w naprawdę
w dobrym stylu, a słowa, w odróżnieniu od innych kawałków, Nofxa
mają głębszy sens. Po minucie zaczyna śpiewać kobieta?! Całkiem
nieźle to brzmi, a nawet nadaje wspaniały klimat. Numer trzynasty
przypadł fantastycznemu "Jeff wears birkenstocks?" - bardzo prostemu,
ale doskonałemu w swojej prostocie. Następne jest "Punk guy".
Trwa jedynie 67 sekund, ale w ironiczny sposób pokazuje jaki powinien
być, cytuje: "The punkest motherfucker...". Piosenka w swoim tekście
zawiera wiele odniesień do wielkich i słynnych postaci (min. Johnny'ego
Rottena). "Happy guy" stanowi utwór opozycyjny do "Punk guy".
Jego wspaniałość odnajduje się także po dłuższym słuchaniu. Na
koniec umieszczono dwie spokojne i na swój sposób nastrojowe kompozycje.
Pierwsza - "Reeko" powoli ciągnie swój schemat, aby po dwóch minutach
przyspieszyć kontrastowo - bardzo dobra pozycja. "Scavenger type"
jest nagrana akustycznie?! Jednak jest pełna uroku, nietrudnego
do odkrycia. Na końcu krążka znajduje się niespodzianka.
"Punk in drublic" według mnie jest błyszczącą perełką wśród nowej
fali punk rocka. Nofx godnie reprezentuje nowoczesną odmianę tej
muzyki. Nie kryje tego, iż jest to mój ulubiony zespół, ale jestem
przekonany, że płyta spodoba się każdemu szanującemu się słuchaczowi.
Jedyne 1,01 punkta odjąłem za trudność w odbiorze dla początkujących
i świeżych wielbicieli punk rocka. Nofx nie jest zespołem na jedno
słuchanie!!!
Dynamiczna perkusja, nawałnica kontrastów... - to jest to, co
tygryski lubią najbardziej. Krążek wydała Epitaph (jak również
resztę dostępnych w Polsce płyt Nofxa) i... już nic nie trzeba
mówić. Sama wytwórnia mówi o płycie w ten sposób: "Get it or be
dick".
autor: Bigos
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|