Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
92% |
| liczba ocen: |
225 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Paradise Lost "Icon"
|
Nazwa zespołu: Paradise Lost
Tytuł płyty: "Icon"
| Utwory: |
Embers Fire; Remembrace; Forging Sympathy; Joy of Emptiness; Dying Freedom; Widow; Colossal Rains; Weeping Words; Poison; True Belief; Shallow Seasons; Christendom; Deus Misereatur |
Wydawcy: Music For Nations / Metal Mind Productions
Rok wydania: 1993
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 10
Każdy, kto choć trochę mnie zna, doskonale wie, co się ze mną dzieje na
samą myśl o Paradise Lost. Ten zespół ma w moim sercu szczególną pozycję,
jest wszystkim tym, czym żadna inna grupa być nie może. Ta Wielka Miłość
narodziła się już parę ładnych lat temu i w równie namiętnej postaci
przetrwała do dzisiaj. Szczególnie jeśli chodzi o czwarty akt Spektaklu...
"Lost Paradise", "Gothic", "Shades of God"... to wystarczyło do usidlenia
mnie. Wiecznego usidlenia. Stałam się niepoprawną wielbicielką Wygnańców
z Raju. W nienasyconym pragnieniu upajałam się płytami przeszłości,
ale jakiś ukryty(?) instynkt wciąż pragnął więcej i więcej... Dlatego,
gdy czwarta płyta Paradise Lost stała się faktem, moje serce od razu
zaczęło bić szybciej niż powinno. A gdy to samo serce usłyszało zawartość
tajemniczego "Icon"... granice mojej szerokiej przecież wyobraźni wciąż
były zbyt wąskie dla pojęcia geniuszu ukrytego w TEJ MUZYCE.
Oczywiście tradycją stała się nieprzewidywalność i zaskakujący rozwój
z płyty na płytę. Byłam pewna tylko jednego - znów zachwycą czymś
niesamowitym, magicznym. Czymś, czego jeszcze nie było. Czymś Wielkim, co
zmiażdży moją nienasyconą duszę. I rzeczywiście tak się stało. Nadszedł
dzień, który od razu przekreślił wszystko to, co jeszcze przed momentem
miało jakiekolwiek znaczenie. Przekreślił całą przeszłość. Już tylko
jedno słowo do upadłego targało moje mroczne myśli... "Icon".
"Icon" powraca do klimatu "Gothic", a jednocześnie ukazuje rozwój
muzyczny Paradise Lost. Ta płyta jest bardziej gitarowa, cały
warsztat stoi na bardzo wysokim poziomie. Widać tu wyraźnie, że
"Paradaje" rozwijają się z każdym rokiem. Na pierwszy plan wysuwa się
coraz bardziej akcentowana perfekcja. No i zaskakująca metamorfoza w
głosie Nicka Holmesa. Jego śpiew nasycony jest ekspresją, uczuciem,
mrokiem, a także lekką drapieżnością. Po "growlach" pozostały tylko
resztki. Nie ma to jednak najmniejszego znaczenia. Cenię (KOCHAM) tę
płytę za różnorodność muzyki i nastrojów, lecz także za dojrzałość i
przemyślenie. To synteza dotychczasowych dokonań grupy - hipnotyzująca
mieszanka ciężkiej metalowej muzyki z gotyckimi, tajemniczymi klimatami i
melancholią. Panowie powrócili do urzekających, emocjonalnych melodii,
szkicowanych na solidnym metalowym podłożu ("Remembrace", "True
Belief", "Widow"). Słuchając ich kompozycji można szybko zapomnieć o
rzeczywistości, zdołować się do szpiku kości. Zapewni to ciężar gatunkowy,
mroczne echa, wzniosłość i smutek gotyku, i uczucia, ukryte pod powłoką
każdego magicznego dźwięku. Nad całością unosi się dym Tajemnicy i
uduchowione Piękno. Ta płyta dotknęła Mrocznego Firmamentu, Boskiego
Majestatu. Trudno to określić, sprecyzować. Trudno zdobyć się choćby na
odrobinę obiektywizmu, gdy słyszy się Te zniewalające solówki Grega. czuje
się i przeżywa wewnątrz siebie każde Słowo usłyszane z ust Nicka... Bez
wątpienia Mackintosh to jeden z najbardziej utalentowanych, najbardziej
specyficznych i najczęściej... podrabianych gitarzystów nowego metalu.
Kopie mają jednak to do siebie, że przegrywają z oryginałem. Cóż, Gregorem
Mackintoshem trzeba być z krwi i kości... To samo śmiało powiedzieć można
o wokalach Holmesa - są jedyne w swoim rodzaju, a poza tym doskonale
wtapiające się w mroczny wymiar paradajsowskiego królestwa. Zresztą tak
naprawdę to cały "Icon" wymyka się jakiejkolwiek kontroli, jakimkolwiek
porównaniom.
O ile My Dying Bride koi uszy melancholią i smutkiem, o ile Anathema
pociąga za depresyjne zakątki podświadomości, o tyle Paradise Lost
wciąga Pięknem i Głębią kompozycji ("True Belief"). "Icon" to dalszy
etap wędrówki po ciemnym królestwie. To też szczyt Mrocznej Góry, Tron
Ciemnego Majestatu. Apogeum doskonałości, DZIEŁO, po którym trudno było
oczekiwać czegoś większego. Bo takie rzeczy jak "Icon" zdarzają się
tylko raz w życiu...
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
| Lubisz tę plytę? Zobacz recenzje:
|
Dodaj swój komentarz!
| |
Zatoczone koło
Andi (gość, IP: 77.113.191.*), 2011-01-09 18:06:46
| odpowiedz | zgłoś
Wiele lat temu zakochałem się w metalu. Była połowa lat 80-tych i jak każdy wtedy małolat zaczynałem od zespołów które jako jedyne leżały na półkach sklepowych. Były to oczywiście kasety Helloween, Slayer, Iron Maiden i Metallica, no i jeszcze King Diamond. Potem nastąpił przełom gdyż w Metal Hammerze było głośno o jednym zespole jakim był Paradise Lost i jego Gothic. Zakochałem się w tej muzyce no i w bardzo podobnym klimatycznie Pestilence - Testimony of the Ancients. Jedyne wtedy płyty z gotykiem. Dzięki tym albumom zacząłem słuchać death metalu. Potem mi się przejadło, wydoroślałem i olałem metal słuchając jak każdy dorosły coś w stylu AC/DC. Niedawno powróciłem do muzyki z dzieciństwa i się okazało że gdy usłyszałem Embers Fire to przegapiłem najlepsze co miało nastąpić czyli Icon.
|
| |
Opus magnum
Album ze wszech miar doskonały. Właśnie sobie go odświeżam i dochodzę do wniosku, że przez te 17 lat od jego premiery nie stracił nic ze swojej mocy. Według wielu osób najlepszym krążkiem PL jest "Draconian Times", ale dla mnie właśnie "Icon" jest najjaśniejszym punktem w ich karierze. "Draconian..." jest wg mnie już przesłodzone, brak tam tego "pazura", który cechuje "Icon". Przy takich utworach jak "Forging Sympathy", "Colossal Rains", czy "Weeping Words" nie mam pytań...
|
| |
re: Opus magnum
icon1 (gość, IP: 77.223.238.*), 2010-09-05 23:23:10
| odpowiedz | zgłoś
zgadzam się z tą opinią. Icon to płyta-legenda. te kawałki o których piszesz to absolutna czołówka utworów metalowych w ogóle. zresztą cała płyta jest doskonała od początku do końca.
|
| |
re: Opus magnum
winterrrrr (gość, IP: 83.5.233.*), 2010-09-06 12:35:25
| odpowiedz | zgłoś
Gothic, Icon, Draconian Times: wszystkie te płyty to legendy, nie wiem która jest najlepsza.. ale na upartego, jeśli już wskazałbym DT- aczkolwiek pewnie dlatego, że to m.in. dzięki temu krążkowi rozpoczeła sie 15 lat temu, moja fastynacja tzw. metalem klimatycznym, genialny album ale także single: Forever Failure i The Last Time, właściwie wszystko co wtedy wychodziło spod ręki Paradajsów było świetne. i na pewno to nie jest przesłodzona muzyka, takie utwory jak Once Solemn czy Fear (jest on na singlu do FF) to prawdziwe killery;) ''cukierkowato'' jak dla mnie to było wtedy, gdy sie pojawił Host..
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|