Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
89% |
| liczba ocen: |
187 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Paradise Lost "One Second"
|
Nazwa zespołu: Paradise Lost
Tytuł płyty: "One Second"
| Utwory: |
One Second; Say Just Words; Lydia; Mercy; Soul Courageous; Another Day; The Sufferer; This Cold Life; Blood of Another; Disappear; Sane; Take Me Down; I Despair (tylko na digipacku) |
Wydawcy: Music For Nations / Metal Mind Productions
Rok wydania: 1999
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 9
Paradise Lost to zjawisko nieprzewidywalne. Każdy album tego
brytyjskiego kwintetu jest wycieczką w nieznane, jednak na każdym można
znaleźć elementy charakterystyczne tylko dla Nich. Podobnie jest z
"One Second". Podobnie, a jednak inaczej. O ile minione płyty były
zawsze pewnego rodzaju ciągiem, o tyle "One Second" nie kontynuuje
ścieżki wyznaczonej przez "Draconian Times". Ekipa Holmesa znów się
wyłamała. Panowie mieli już pewnie dosyć wszystkich "pożeraczy klimatów",
zapatrzonych w "Gothic" i poszli o krok dalej. Oczywiście na "One Second"
wyczuwalny jest wielki, smutny klimat, ale są tu także dźwięki powodujące
niemałe zaskoczenie (ale czy to coś nowego?). Paradise Lost postanowili
bowiem wpleść w swą muzykę... elementy elektroniczne. Wiem, że to
przeraża, ale strach ulatuje podczas poznawania tego dzieła. Dźwięki
zachowują należyte proporcje i nie ma niczego zbędnego. Nie ma też
przegięć w używaniu samplerów. Ważną rolę odgrywają klawisze, które dość
często wysuwają się na pierwszy plan, zmniejszając tym samym znaczenie
gitary. Zdumiewa prawie kompletny brak solówek! Cóż, Gregor więcej uwagi
poświęcił keyboardowi... Zauważalny jest też automat perkusyjny, który
ograniczył nieco "żywą" grę Lee Morrisa. Swoją drogą Lee próbuje na
tym krążku sił jako... drugi wokalista.
"One Second" to kalejdoskop różnorodnych nastrojów, klimatów, uczuć
i emocji. To samo dotyczy wokalu Nicka. Gdyby ktoś w okolicach
pierwszych płyt powiedział mi, że wokalista ten dojdzie do takiej
perfekcji, prawdopodobnie bym go wyśmiała. A teraz? Teraz to już
fakt. Holmes swoim śpiewem udowadnia, że jest naprawdę świetnym
wokalistą (zresztą wiadomo o tym nie od dziś). Sama muzyka też nie
pozostaje w tyle. Na pewno zaskakuje, ale jednocześnie oplata zmysły tym
wyjątkowym, charakterystycznym tylko dla nich klimatem. Jeśli chodzi o
niespodzianki, to na dobre zaczynają się one w okolicach "Lydii". To
bardzo chaotyczny, zakręcony i ciężki utwór, w którym doskonale
można wyczuć nowe, elektroniczne elementy brzmienia zespołu. To samo
dotyczy "Mercy" - utworu opartego niemal wyłącznie na samplerach i
elektronice. Albo genialny "This Cold Life" (iście "paradajski" tytuł)
przesycony chłodną industrialną atmosferą, a jednocześnie dołującym
klimatem. Nowe walory arystyczne słychać też w "Another Day" - nastrojowej
kompozycji z uwypukloną linią basu, chwilami kojarzącej się z... Faith
No More. "The Sufferer" z kolei miesza elektronikę z urzekającą melodią
(i ciężarem). Pomimo niezaprzeczalnych nowinek, w powietrzu wiruje klimat,
który zniewolił tak wiele uczuciowych, melancholijnych dusz. Atmosferę
gotyku chyba najlepiej oddaje niesamowicie ciężki i przestrzenny "Blood
of Another". Na pewno także "Say Just Words" stanowiący pomost między
"Draconian Times a "One Second". Najbardziej "paradajskie" w swej
dramaturgii są: "One Second", "Disappear" i "Sane". Tu szczególnie
urzeka kompozucja tytułowa, wstrząsająca w swojej wymowie (ze względu
na tekst, który na pewno ma związek z wypadkiem, jakiemu zespół uległ
podczas sesji nagraniowej tego dzieła - "...and for one second my
life was in your hands...") kompozycja. Od razu wiadomo, że to jeden z
najpiękniejszych utworów, jakie kiedykolwiek stworzyli. Grzechem byłoby
zapomnieć o ostatnim utworze "Take Me Down" (digipack dodatkowo zawiera
"I Despair", świetny "radosny" kawałek, ale nieco dziwnie się go słucha
po TAKIM dole jak "Take Me Down"). To mroczna perełka, potężny dół,
otchłań okryta całunem rozpaczy, osamotnienia i ciemności. Żadnych gitar,
jedynie automat perkusyjny, dziwne dodatki w tle i ten głos Nicka. Mimo
innego instrumentarium (oprócz końcowej iście Mackintoshowej solówki),
nasuwają się skojarzenia z kultowym "Gothic". Bo posępny klimat nocy
zawsze pozostaje taki sam...
Pierwsze przesłuchanie "One Second" może być szokiem. Ale przecież to nic
nowego dla fanów Paradise. Że tym razem trochę w tym elektroniki? Tak
naprawdę jest ona jedynie tłem. Dziś, gdy minęło już trochę czasu od
premiery tego longa, gdy zespół wydał kolejny materiał "Host", trudno
się z tym nie zgodzić. Ku ogólnemu zdumieniu okazało się, że Paradajsi
kolejny raz wywołali rewolucję w muzycznym światku. Wiele grup, które
niegdyś wzorowały się na "Gothicu", po usłyszeniu nowego wcielenia Mistrzów,
zapragnęło też tak grać. Historia lubi się powtarzać, zaś Paradise Lost
już dawno wpisał się do niej jako zespół wyznaczający nowe horyzonty w
muzyce. I jak się ciągle okazuje nie są to tylko puste słowa.
autor: Margaret
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
| |
Paradise Lost "One Second"
vonsmroden (gość, IP: 94.75.121.*), 2010-08-29 23:57:48
| odpowiedz | zgłoś
A dla mnie Paradise Lost na tym albumie się wypalił, później już nie śledziłem ich twórczości. Nie mniej wielki szacun
dla kapeli za shades, icon i draconian!
|
| |
re: Paradise Lost "One Second"
a Gothic to co?! i gdzie jest: Paradise Lost skończyło się na Kill'em All?!
|
| |
najbardziej bezjajeczna płyta PL
Tak jak w większości przypadków się z Twoimi recenzjami zgadzam, tak tutaj kompletnie nie rozumiem zachwytów... To chyba najbardziej bezjajeczny i miałki materiał jaki nagrali. I nie ma to najmniejszego związku z eksperymentami elektronicznymi. Powiem więcej - gdyby nie to, w tej płycie (może prócz "Another Day" ) nie byłoby kompletnie nic wartego uwagi. Są tu może dwie dobre melodie, w tym jedna genialna ("Another Day" - znowu) i gdyby po jednym utworze całość oceniać, byłaby to pewnie najlepsza płyta Paradise Lost w ich dorobku. A tak zostaje tylko wspomniany "Another Day" i "This Cold Life" - reszta jest niewarta uwagi. Byłem i jestem fanem tego zespołu, męczącym ich płyty po kilkaset razy, ale tutaj po prostu po 3-cim przesłuchaniu nie ma nawet do czego wracać.
|
| |
re: najbardziej bezjajeczna płyta PL
oldsnake (gość, IP: 83.5.209.*), 2010-01-05 13:11:17
| odpowiedz | zgłoś
Dobry to album. Ocena 9 trochę zawyżona ale spokojnie dam 7. Jest kilka ciekawych kompozycji (do tego grona nie zaliczam na pewno ''This Cold Life'' no cóż może kwestia gustu)mam to na kasecie, słucham od 12 lat i fajnie sie do tego wraca.. uważam że jest to o wiele bardziej ciekawy krążek niż ''Paradise Lost'' lub ''In Requiem''
|
| |
re: najbardziej bezjajeczna płyta PL
Wszystko jest kwestią gustu i jeśli mielibyśmy o gustach nie dyskutować cały ten dział i wymiany zdań nie miałyby sensu. BTW "In Requiem" i pierwszą płytę też uważam za mocno bezjajeczne i nijakie:) PL zaczął się od "Gothic" i "skończył" na "Draconian Times"
Jasne, że to nie jest takie "złe" jeśli porównać do innego badziewia, a nawet by się mocno wyróżniało (wg. mnie) gdyby to nie był PL.
|
| |
re: najbardziej bezjajeczna płyta PL
Michcio (gość, IP: 91.90.60.*), 2010-08-29 18:13:38
| odpowiedz | zgłoś
Piszesz że jedynym dobrym utworem jest "Another Day". A co sądzisz o dwóch pierwszych utworach? Nie robią na Tobie żadnego wrażenia?
|
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|