Jak oceniasz tę płytę?
| ocen "plus": |
84% |
| liczba ocen: |
45 |
|
|
|
| recenzje płyt, wybierz literę:
|
0-9
A
B
C
D
E
F
G
H
I
J
K
L
M
N
O
P
Q
R
S
T
U
V
W
X
Y
Z
| recenzja: Rage "End of all days"
|
Nazwa zespołu: Rage
Tytuł płyty: "End of all days"
| Utwory: |
Under control; Higher than the sky; Deep in the blackest hole; End of all days; Visions; Desperation; Voice from the vault; Let the night begin; Fortress; Frozen fire; Talking to the dead; Face behind the mask; Silent victory; Fading hours |
Wydawcy: Metal Mind Productions
Rok wydania: 1996
Subiektywna ocena (od 1 do 10): 8
Rage - kapela, która dwa lata temu wydała już właściwie kultową "XIII",
a w roku ubiegłym "Ghost", ma za sobą długą muzyczną przeszłość. "End
of all days" pochodzi z 1996 roku i właściwie wpadła mi w ręce przez
przypadek. Po długich i zaciętych bojach z własną zawziętością (żadnego
heavy! - moje rozumowanie), przesłuchałam parę razy zawartość
kasety i przeżyłam szok...
"Under control" pamiętam jeszcze ze składanki Metal Hammera. Mocny
metal i fajnie brzmiący wokal Petera. Wyraźny rytm perkusyjny, chwilami
głośno słychać bas. No i moje ukochane solówy gitarowe. Odczucia? Jak
najbardziej pozytywne! "Higher than the sky" to nieco spokojniejszy
kawałek o bardzo ciekawym refrenie. Właściwie będzie roiło się tu od
takich numerów. Bardzo dopracowany utwór z niezłą linią melodyczną i
niesamowitym wokalem. Kolejny "Deep in the blackest hole" jest także
spokojny. Piosenka jest melodyjna, a dochodzący do tego fenomenalny wokal
Peavy'ego przesądza o świetności utworu. Tytułowy numer jest szybki
i ostrzejszy od poprzednika. Jest kolejnym mocnym punktem albumu. Na
szczególne wyróżnienie zasługuje idealny bas i śpiew, który nadaje klimat.
Numer "Visions" wzbudza we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony
wręcz genialny śpiew, bas i gitary, a z drugiej banalny i pozbawiony
finezji rytm. Wiem, że nie drumy żądzą heavy, ale odbiera
to piosence sporo uroku. "Desperation" to trochę romantyczny utwór z
ostrymi fragmentami. Wzruszający tekst i świetny refren oraz niesamowita
linia melodyczna. Na uwagę zasługuje spokojna zwrotka i zakończenie.
"Voice from the vault" - najciekawszy kawałek na całej kasecie (według
mnie oczywiście). Zarombiasty tekst i muzyka, która zwala z nóg. Do tego
wszystkiego Peter pięknie zawodzi w refrenie. Numer ma dość mroczny, a
wręcz mrocznie-szalony klimat. Pośpieszny i wesoły (melodycznie) utwór
"Let the night begin" ma niezły podkład i powalający wokal. Bardzo
lubię tę piosenkę, prawdziwy szlagier albumu. "Fortress" - numer,
w którym słychać wyraźne wpływy Metalliki na Rage. Kawałek naprawdę
porusza nawet najtwardsze serce (nie tylko metalowe). Piękna melodia
i niezwykły śpiew. Następna piosenka - "Frozen fire" - nie przypadła
mi do gustu. Nie jest ani spokojna, ani agresywna, taka nijaka... Wokal
bardzo miksowany, dziwaczny refren. "Talking to the dead" - kolejny udany
numer. Fajna solówa, bardzo dobry wokal i niezły podkład basowy. Utwór
jest więcej niż niezły... Kolejny niesamowity kawałek, który wiele
zmienił w moim podejściu do heavy metalu. Niesamowity wokal i refren
- po prostu - "Face behind the mask" to kamień stumilowy w karierze
Rage. Przedostatni numer "Silent victory" jest już spokojniejszy od
kawałków poprzednich. Znowu słychać wpływy Metalliki... także słychać
świeżość i wielką pasję. Dzieło, tak - inaczej nie mogę tego nazwać...
Kapela pozostawiła nam na koniec jednak prawdziwe ARCYdzieło muzyki
metalowej. "Fading hours", bo o nim mowa, jest naprawdę wyjątkowym
utworem. Spokojne, wręcz balladowe rozpoczęcie, przejście do ostrego
grania... tu fortepian i obój - tam gitara i mocne drumy. Wspaniały,
filozoficzny tekst, fenomenalny śpiew i linia melodyczna. Najdłuższy
kawałek na płycie (trwa aż 6:28). Wierzcie mi - to najlepsze zakończenie
albumu, jakie kiedykolwiek słyszałam i najgenialniejsze granie heavy,
jakie kiedykolwiek dane mi było usłyszeć...
Otarłam łzy...
Tym akcentem zakończyła się podróż po świecie metalu pozbawionego legendy,
na którą przecież tak bardzo zasługuje, bo jakże teraz trudno spotkać
człowieka, który nie skojarzy nazwy Rage z Rage Aganist the Machine. Jedno
stwierdzę - "End of all days" jest jednym z najwybitniejszych dzieci
Rage. Takim sposobem przekonałam się do heavy - do dziś nie wiem czy
słusznie, wiem jednak na pewno, że miłości do Rage nigdy nie pożałuję...
Zakup obowiązkowy.
autor: Mary SAy
Uwaga!
Nie zgadzasz się z autorem recenzji? Uważasz, że ocena
płyty jest za wysoka lub za niska? Sądzisz, że jesteś
w stanie opisać ten album lepiej? Spróbuj swoich sił, napisz
własną recenzję
i wyślij do nas!
Dodaj swój komentarz!
|
|

| materiały dotyczące zespołu:
|
|